Kolejna wojna w Zatoce przykuwa – co naturalne – niemal całość uwagi świata. Zwłaszcza jej ekonomiczne skutki dla Europy i Chin już są katastrofalne, a każdy dzień jej trwania jeszcze bardziej dewastuje ich coraz bardziej rozdygotane gospodarki.
W potocznym odbiorze winny wszystkiemu jest Trump, który doprowadził do chaosu. No bo rzecz jasna do tej pory na świecie nie było żadnego chaosu – panował ład i porządek, wszyscy byli szczęśliwi, żadne oligarchie nie pasły się na krwawicy miliardów ludzi, nie było wojen i konfliktów – no po prostu niemal „królestwo boże” bez Boga na ziemi. I wystarczył jeden awanturnik, aby ten wspaniały świat zniszczyć i zaprowadzić chaos.
Polemizowanie z takim prymitywnym poglądem nie ma żadnego sensu tym bardziej w Polsce, w której dzięki swoistym poduszkom wzniesionym w latach 2015 – 2023 solidarnym wysiłkiem Polaków i rządów M. Morawieckiego, te różne fale nieszczęść dogniatających innych, nas omijały szerokim łukiem. Stąd znaczna część Polaków uznała, że teraz Trump pragnie im zniszczyć to co kochają najbardziej mniej więcej od XVI wieku – czyli święty spokój.
Ale świat dotarł w międzyczasie do granicy istnienia dotychczasowego „porządku” i intensywnie się zmienia. I tak możemy być szczęśliwi, bo poprzednie zmiany ciężko nas dotykały i po każdej z nich długo dochodziliśmy do siebie. Teraz jest wielka szansa, aby przejść przez to Morze Czerwone suchą stopą i w nowej rzeczywistości grać naprawdę pierwsze skrzypce. Ale najpierw zrozumieć trzeba jak Wielka Gra się toczy i wielkie konsekwencje ona przynosi. Kto nie odczyta tego co się dzieje, będzie się podniecał wynikami wyborów na Węgrzech czy losami takich czy innych polityków.
Co się zatem dzieje?
Przyjrzyjmy się jak gigantyczną, wielopoziomową grę toczą Amerykanie i jakie już to przynosi owoce. Kiedy o tym piszę otrzymujemy komunikat o dwóch kolejnych, niezwykłych przełomach. Właśnie odbywają się w Waszyngtonie konsultacje pomiędzy Izraelem a Libanem, a jednocześnie finalizowane są rozmowy amerykańskie z Somalilandem w sprawie usadowienia w tym nowym państwie amerykańskiej bazy morskiej i lotniczej. O co chodzi?
Liban jest miejscem trwającej w praktyce od ponad 50 lat wojny domowej, która tę pierwotnie „Szwajcarię Bliskiego Wschodu”, uczyniła państwem niemal upadłym. Akuszerami upadku Libanu byli wspólnie Palestyńczycy, a potem dołączyli do nich Irańczycy. Przez te 50 lat Liban pozostawał szczególną domeną polityki francuskiej. Ruch administracji Trumpa jest nie tylko zatem kolejnym elementem procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie, to także ostateczne wypchnięcie Francuzów z tego obszaru. Po wyrzuceniu z Syrii (a wcześniej z Iraku) Rosjan, kolejny czynnik destabilizacyjny, zostaje wyparty. Trzeba tu też wspomnieć, że sama trwająca operacja w Zatoce, doprowadziła już także do wypłukania wpływów brytyjskich właśnie z tego rejonu. Anglicy właśnie ponoszą historyczną klęskę i pakują właśnie walizki.
Somaliland to państwo, które wyłoniło się z pogrążonej od dziesiątek lat w wojnie domowej Somalii. Nowe państwo ma krytyczną pozycję w regionie, bowiem może de facto kontrolować cały ruch przez kanał sueski, a do tego, nowe trasy transferów ropy i gazu poprzez instalacje saudyjskie – to swoista nowa droga życia także dla Kuwejtu, Emiratów i Bahrajnu, ale pod kontrolą i z gwarancjami amerykańskimi. Obecność amerykańska w Somalilandzie z jednej strony, zaś w Maroku z drugiej strony, pozwala Amerykanom nie tylko realnie kontrolować główne szlaki handlowe, ale także sytuację w całej Afryce Północnej. Wiąże się to również z ostatecznym wypchnięciem Francuzów, a także Rosjan i Chińczyków ze zdobytych w minionych 10 latach pozycji na tym obszarze. Amerykanie wychodzą z tej konfrontacji z pełną kontrolą zachodniej części Oceanu Indyjskiego.
Dzieję się też sporo na lądzie. Pod koniec ub. roku Amerykanie weszli z impetem do rozgrywki na Kaukazie i w Azji Centralnej. Wsparcie udzielone Azerbejdżanowi w konfrontacji z Armenią utrwaliło ich pozycję w regionie. W początkach listopada 2025 roku Trump gościł w Białym Domu wszystkich pięciu liderów regionu: Kazachstanu, Kirgistanu, Turkmenistanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu. Proces erodowania w tym rejonie wpływów rosyjskich i chińskich intensywnie przyspieszył.
Dodać tu trzeba również jako element tego procesu rozgrywkę wokół Białorusi oraz zwrot ze strony Korei Północnej i poszukiwanie porozumienia z Waszyngtonem. Jeśli dodamy do tego rozgrywkę wenezuelską i działania wobec Kuby, to jedyne co się wyłania z tego „chaosu” to jasność. Rosjanie nie są w stanie nadążyć z obserwacją tego co się dzieje, podobnie rzecz się ma z Chińczykami.
Uzupełnieniem tych gambitów jest w istocie arcymistrzowskie odzyskanie przez Amerykanów pola w Pakistanie. Wizyta Vance’a była potężnym krokiem w kierunku odbudowania kooperacji amerykańsko – pakistańskiej.
Dynamika działań amerykańskich zarówno w wymiarze politycznym, jak i gospodarczym i militarnym, jest porażająca. Tempo zmian przytłacza – zwłaszcza „liderów europejskich”. Ci nie nadążają za tym co się dzieje, bo są na etapie 'rozważania” do kiedy osiągną zeroemisyjność. Można powiedzieć, że poziom zapóźnienia Europy do świata ostatni raz był porównywalny z sytuacją z VI – IX wieku („European Dark Ages”). Dzięki obecnym „liderom europejskim”, trwa intensywne wpychanie Europy na kompletny margines świata.






