Lupita Nyong’o jako Helena Trojańska. Problemem nie jest kolor skóry!

Date:

Są spory, które więcej mówią o epoce niż o przedmiocie sporu. Tak jest z dyskusją wokół obsadzenia Lupity Nyong’o w roli Heleny Trojańskiej w nowej „Odysei” Christophera Nolana. Nie dlatego, że Hollywood po raz pierwszy dokonuje swobodnej reinterpretacji klasyki. Robi to od dziesięcioleci. Interesujące jest raczej to, że każda próba zwrócenia uwagi na elementarną zgodność z historycznym i kulturowym kontekstem natychmiast spotyka się z oskarżeniem o ciemnogród, rasizm albo – w najlepszym razie – prowincjonalizm.

Do chóru tych oskarżeń dołączyła pani Manuela Gretkowska. Jej tekst jest przykładem zjawiska, które od lat dominuje w części polskiej inteligencji: zamiast odpowiadać na argumenty, wygodniej jest zakwestionować kompetencje rozmówców. Skoro – jak pisze – Polacy mało czytają, to najwyraźniej nie mają prawa zabierać głosu o Homerze. Jest w tym pewien paradoks. Liczba przeczytanych książek nie zastępuje logiki, podobnie jak liczba facebookowych wpisów nie zastępuje wiedzy o świecie antycznym.

Sedno sporu nie dotyczy przecież tego, czy Nolan ma prawo nakręcić własną wizję „Odysei”. Oczywiście, że ma. Pytanie brzmi zupełnie inaczej: czy istnieje jeszcze jakikolwiek sens przedstawiania postaci historycznych i mitologicznych zgodnie z ich cywilizacyjnym kontekstem? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to równie dobrze można obsadzić Eskimosa jako marszałka Piłsudskiego, murzyna jako Zawiszę Czarnego (i tutaj chociaż coś by się zgadzało) albo Japończyka jako króla Jagiełłę. Skoro wszystko jest tylko metaforą, przestaje mieć znaczenie cokolwiek.

Gretkowska przekonuje, że nic nie wiadomo o kolorze skóry Heleny. To zdanie brzmi efektownie, ale niewiele ma wspólnego z tym, co wiemy o świecie Homera. Owszem, nikt nie dysponuje portretem Heleny wykonanym przez nadwornego malarza Sparty. Problem w tym, że literatura, archeologia i ikonografia mówią jednym głosem o populacjach świata egejskiego. Byli to mieszkańcy wschodniej części basenu Morza Śródziemnego – ludzie o wyglądzie typowym dla Greków tamtej epoki, a nie dla ludności Afryki Subsaharyjskiej. Nie istnieje żadne źródło antyczne, które sugerowałoby, że Helena miała czarny kolor skóry. Żadne. Ani Homer, ani tragicy greccy, ani autorzy rzymscy, ani sztuka starożytna.

Przeciwnie – Homer wielokrotnie opisuje Helenę jako wzorzec piękna w świecie Achajów. W kulturze greckiej jasna cera kobiet była symbolem szlachetnego pochodzenia i życia z dala od pracy na słońcu. Nie był to opis rasowy w nowoczesnym znaczeniu, lecz element estetyki tamtego świata. Z tego jednak nie wynika dowolność. Symbol nie oznacza, że można odwrócić wszystkie realia kulturowe i twierdzić, iż nic nie ma znaczenia.

Najciekawsze jest jednak coś innego. Zwolennicy takich reinterpretacji bardzo chętnie powołują się na wolność artystyczną – ale wyłącznie wtedy, gdy zmiana przebiega w jednym kierunku. Gdyby ktoś nakręcił film o Muhamedzie Ali, obsadzając w głównej roli blondwłosego Szweda, ci sami komentatorzy uznaliby to za kulturową uzurpację. Okazuje się więc, że zasady są elastyczne, lecz tylko dla wybranych.

„Mówi się nam, że nie powinniśmy sprzeciwiać się przedstawianiu Heleny Trojańskiej jako czarnej kobiety. A jednak, gdyby duże hollywoodzkie studio nakręciło film, którego akcja rozgrywa się w Afryce, i obsadziło białą kobietę w roli 'najpiękniejszej kobiety w Afryce’, ci sami ludzie dosłownie wywołaliby zamieszki na ulicach. Gdyby, powiedzmy, do tej roli obsadzono Sydney Sweeney, doprowadziłoby ich to do przemocy” – ocenił Matt Walsh, amerykański konserwatywny komentator z „Daily Wire”.

W mojej ocenie reżyser zastosował świadomy chwyt marketingowy. Doskonale wiedział, że obsadzenie w tej roli Lupity Nyong’o natychmiast wywoła dyskusję (niniejszy materiał zdaje wpisuje się w zamysł reżysera), a każda dyskusja oznacza darmową promocję filmu. W dzisiejszym Hollywood kontrowersja bardzo często staje się elementem kampanii reklamowej. Zamiast wydawać kolejne miliony na tradycyjny marketing, wystarczy podjąć decyzję castingową, która podzieli opinię publiczną. Przez tygodnie media, komentatorzy i użytkownicy mediów społecznościowych sami wykonują pracę promocyjną, nieustannie przypominając o premierze. Reżyser musiał zdawać sobie sprawę, że właśnie jej obsadzenie stanie się jednym z głównych tematów towarzyszących produkcji. A we współczesnym przemyśle filmowym często obowiązuje zasada: nieważne, czy o filmie mówi się dobrze, czy źle – ważne, żeby mówiło się o nim jak najwięcej.

Można oczywiście powiedzieć, że to tylko kino. I byłaby to uczciwa odpowiedź. Hollywood od dawna nie aspiruje do roli szacownego uniwersytetu. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy każdą próbę przypomnienia elementarnych faktów przedstawia się jako dowód zacofania. Wówczas nie chodzi już o film. Chodzi o przekonanie, że rzeczywistość powinna ustąpić miejsca ideologii.

Nie, spór nie dotyczy tego, czy aktorka jest utalentowana. Lupita Nyong’o jest dobrą aktorką, czego dowodzą Gwiezdne Wojny. Dotyczy wyłącznie pytania, czy adaptacja dzieła osadzonego w konkretnym kręgu cywilizacyjnym powinna zachowywać choćby minimalną wierność tamtemu światu?

Bo można zmieniać kostiumy, dialogi i interpretacje. Można przenosić Szekspira do Nowego Jorku, a Sofoklesa do współczesności. Ale jeśli zaczynamy twierdzić, że w gruncie rzeczy nic nie wiadomo o świecie Homera i wszystko jest równie prawdopodobne, to przestajemy uprawiać sztukę interpretacji. Zaczynamy uprawiać sztukę zapominania. A między jednym a drugim istnieje zasadnicza różnica.

Chyba najlepiej wpis p. Getkowskiej ocenił – na jednym z forów dyskusyjnych – p. Przemysław Kowalski (nie wiem kto zacz, ale uwagi wielce interesujące) ujmując wpis p. Gerkowskiej następująco: „Pani Gretkowskiej polityka z estetyką się …po(mieszała). Takie manewry z obsadą byłyby dopuszczalne, gdyby uwspółcześnić, a nie ekranizować, Odyseję. Myślę, że równie wiele głosów krytycznych powstałoby, gdyby zekranizowano losy królowej Wiktorii – obsadzając w jej rolo Whoopi Goldberg – przecież to doskonała aktorka, lub porównywalnie Denzela Washingtona w roli Hamleta. Aktorsko udźwignęliby rolę – jestem o tym przekonany – ale wizualnie już powstawałby dysonans. W sztuce można prawie wszystko, ale właśnie to „prawie” jest słowem kluczowym. Tak samo jak piękno jest rzeczą gustu. Natomiast, ujmę to w prostych słowach, Pani Gretkowska, jest mi obojętna i -oceniając jej wypowiedź- niewarta mej przyszłej uwagi – choć, przyznaję, wcześniej niczym istotnym na siebie uwagi nie zwróciła. Ot, każdy ma mieć prawo do własnego zdania przecież podobno demokracja kwitnie więc… uśmiechnijmy się (z politowaniem, nad niefortunną wypowiedzią osoby z aspiracjami”.)

PS. Wygląda na to, że Elon Musk się „wkurzył” (przepraszam pana premiera) i zapowiedział, że do końca roku wyprodukuje pełnometrażowy film na podstawie „Odysei”. Jak dodał, obraz „będzie zgodny z faktami historycznymi oraz wierny dziełu Homera”. Musk wielokrotnie krytykował najnowszą wersję „Odysei” stworzoną przez Cristophera Nolana. Najbogatszemu człowiekowi świata nie spodobała się m. in. obsada filmu.  Czekamy więc na wielkie stracie!

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Rachunek wystawiony po latach!

Państwo ma to do siebie, że bardzo lubi wydawać...

Oddaliśmy pociski. Co dostaliśmy w zamian?

Polskie pociski Patriot przekazane Ukrainie stały się przedmiotem szerokiej...

Od zdrowego rozsądku do kulturowego slalomu

Kryzys wartości nie zaczyna się od jednej decyzji ani...

Premiera z metryki czy dekoracja dla mas? Nowa lekcja historii pisze się dziś na Downing Street. Czy sumienie wygra z wizerunkiem?

Czy religijna tożsamość lidera to autentyczny drogowskaz, czy tylko wygodny rekwizyt w walce o władzę? Odkrywamy, jak politycy bezlitośnie żonglują wiernością zasadom dla poklasku tłumów.