Oj, dzieje się, dzieje! Minister Ziobro na Węgrzech, ale minister (bon) Żurek chciałby widzieć swojego przeciwnika w areszcie wydobywczym (takim klasycznym, z gumową ścianą i kamerą TVN-u w roli świadka koronnego). Całej tej sytuacji łaskawym okiem przypatruje się premier Tusk, który konsumuje żurek, aż mu się uszy trzęsą. Silni Razem zadowoleni, ale nie wszyscy. Jedna pani” dziennikarka”, to nawet chce (z tej zgryzoty, że Ziobry nie można aresztować tu i teraz, przy świetle kamer) własnoręcznie wykopać sobie grób. Pomysł cokolwiek głupi – jak cała owa „dziennikarka” – ale skoro już sobie pani wyznaczyła jakiś cel, to (taka moja rada) należy do niego bezpardonowo dążyć.
Od kilku dni cała Polska żyje pytaniem: wróci czy nie wróci, jak w pamiętnym 1981 r., kiedy to trwożenie patrzyliśmy na wschód, próbując rozwiązać nurtującą nas wówczas zagadkę: wejdą czy nie wejdą? Nie weszli, gdyż polscy towarzysze sami dali radę. Maładcy! Ad rem. Jeżeli Ziobro wróci znad Balatonu, to chłopaki z ABW (a zakupili im nowe – twarzowe – kominiarki na Allegro) zakują go w kajdanki z napisem „Made in Freedom”, a jak już go zakują, to w świat pójdzie oto taki komunikat: Skoro go zakuli, to znaczy, że tak trzeba było! No i co najważniejsze – „dobry ten żurek jest”! Syci nie tylko samego premiera, ale i jego najtwardsze otoczenie, jak tę „dziennikarkę”, która własnymi pazurami chce kopać sobie grób ze zgryzoty. Proste jak instrukcja z Biedronki!
Całe to zamieszanie i gonienie za króliczkiem jest ewidentnie skierowane do najtwardszego elektoratu KO, który dyszy żądzą zemsty, jak owczarek niemiecki (w letnie popołudnie) po przebiegnięciu 100 metrów sprintem: oddech jakże ciężki, ślina z pyska leci, wzrok mętny i zagubiony (wiem, bo mam). Instynktownie szuka błota, by się ochłodzić i ulżyć sobie. Podobnie reagują zwolennicy premiera Tuska z położeniem akcentu na: „z pyska leci” i „szukają błota”. Gdyby ich zapytać, a o co z tym Ziobrą tak naprawdę chodzi, to nie są w stanie nic więcej powiedzieć ponad to, że „ten żurek jest dobry”. Dla nich Ziobro w kajdankach jest jak trzynastka w euro.
Ostatnio Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu, wziął udział z jednym z programów populistycznych, gdzie naprzeciwko niego siedziało trzech przedstawicieli koalicji 5,19 PLN/1 l. benzyny. Z ust marszałka padło proste pytanie: Gdzie są akta oskarżenia wobec funkcjonariuszy służb specjalnych, którzy brali udział – jak twierdzą przedstawiacie obecnej koalicji rządowej – w działaniach pozaprawnych? Warto (tak na marginesie) przypomnieć, że tych oficerów nie chronią jakiekolwiek immunitety obowiązujące w przypadku: posłów, sędziów czy prokuratorów. Cóż więc – przez te ostatnie dwa lata – stało na przeszkodzie, by tych oficerów postawić w stan oskarżenia? W studio zapadła cisza! W końcu polityk lewicy próbowała przekierować rozmowę na liderów obecnej opozycji, ale wicemarszałek Bosak wrócić do samego źródła pytania: Gdzie są akty oskarżenia wobec oficerów służb specjalnych? Nie ma!
Co mamy w zamian? Gonienie za króliczkiem i dolewanie politycznej benzyny do ognia! Bo jak wiadomo, nic tak nie rozgrzewa porannego programu, jak zapach spalonej logiki przy muzyce Wagnera i iskra… świętego oburzenia. Gdzie zatem szukać tutaj sensu? Próżny trud, szybciej znajdziemy Yeti z laptopem, na którym zainstalowano legalne oprogramowanie.




