Trwa „wojna” o Grenlandię, którą imperialiści amerykańscy chcą zająć siłą lub podstępem. Podstęp ma polegać na tym, że Amerykanie chcą przekupić Grenlandczyków furą pieniędzy, których Duńczycy nie mają, a jakby znaleźli, to Amerykanie i tak mogą podbić stawkę. Duńczycy nagle zapałali miłością do Inuitów, rdzennych mieszkańców wyspy, których do tej pory mieli w miejscu spoczynku. Za Duńczykami wstawiła się cała postępowa część Unii Europejskiej, która na widok Gwieździstego Sztandaru dostaje galopującej biegunki. Od lat zachodnioeuropejska lewica zastanawia się, jak tu skutecznie wypchnąć USA z Europy, a USA nie tyle, że z Europy wypchnąć się nie dają, to jeszcze chcą „zajumać” spory kawałek ziemi, który należy do Danii. Nic, tylko palnąć sobie pięścią w lewicową skroń!
W tej farsie każdy gra swoją rolę: Amerykanie udają handlarzy, Duńczycy humanistów, a unijna lewica rewolucjonistów z Brukseli. Grenlandczycy mogą tylko liczyć, że skoro już są przedmiotem licytacji, to przynajmniej przebicie będzie wysokie. A USA? Zostają w Europie, bo nigdzie indziej nie ma tylu wiernych sojuszników, którzy tak głośno krzyczą „precz!”, jednocześnie trzymając otwarte drzwi, bo kto ich obroni, gdy Ruskie zapukają do drzwi z dykty i kartonu. Zresztą nawet nie muszą pukać, wystarczy, że podniosą głos.
Ale teatr czas zacząć, a wystawiana jest dzisiaj tragifarsa. Francja wysłała 15 swoich żołnierzy na Grenlandię w ramach misji przygotowawczej – przekazał prezydent Emmanuel Macron. 15 żołnierzy… Do misji przygotowawczej… Do czego mają przygotowywać się owe osoby żołnierskie, tego nie wie nikt! Może do odparcia desantu wojsk amerykańskich? Jest nadzieja, że prezydent Macron wyposażył chociaż osoby żołnierskie w jakieś szufle do odśnieżania i GPS, na wypadek, gdyby się zgubiły (powierzchnia Grenlandii 2 166 086 km²). Jak łatwo obliczyć, 1 francuski osobo-żołnierz przypada na 144 405 km² i bez GPS (jak go zasypie po kokardę) człowieka nie znajdziesz. Powiedzieć, że jest to misja symboliczna, to nic nie powiedzieć. Piętnastu żołnierzy ma zapewne pokazać Amerykanom, że Europa „coś robi”, choć nikt nie wie co i po co. Jeśli któryś z nich spotka niedźwiedzia polarnego, to będzie to pierwsze realne zagrożenie militarne tej operacji.
Duńczycy też nie siedzą z założonymi rękoma. Kopenhaga wysłała na Grenlandię tzw. wysunięte dowództwo, które ma przygotować wzmocnienie obrony wyspy własnymi oraz międzynarodowymi wojskami. Telewizja opublikowała zdjęcia samolotu patrolowego Challenger duńskich sił powietrznych na lotnisku w grenlandzkiej stolicy Nuuk. POWTARZAM: ZDJĘCIA JEDNEGO SAMOLOTU! Obecnie duński garnizon na Grenlandii liczy 250–300 żołnierzy i podlega Dowództwu Arktycznemu w Nuuk. Jednostka ma do dyspozycji m.in. jedyną tego rodzaju jednostkę specjalną na świecie – Patrol Syriusz (Sirius), czyli sześć psich zaprzęgów, pozwalających żołnierzom w trudnych warunkach przemierzać duże odległości. Sześć psich zaprzęgów! WOW!
Ale należy przyznać, że Duńczycy nie boją się wyzwań i nie rozkładają rąk – dosłownie i w przenośni! Premier Szwecji Ulf Kristersson potwierdził, że wojska tego kraju wezmą udział w zwiększonej obecności NATO na wyspie. „Wysyłamy tam kilku oficerów” – powiedział premier Trzech Koron. „Norwegia zdecydowała o wysłaniu dwóch członków norweskich sił zbrojnych w celu nakreślenia dalszej współpracy między sojusznikami (NATO)” – poinformował Tore O. Sandvik, minister obrony. SZAŁ. Już się bałem, co zrobi Donald Tusk, ale ten – na szczęście – zapowiedział, że Polska nie wyśle wojsk na Grenlandię. GROM-owcy odetchnęli z ulgą! Na całe szczęście „honor” Polaków obronił wicepremier Radosław Sikorski, który zapowiedział, że w najbliższych dniach polski chargé d’affaires w Danii uda się na Grenlandię. Ponoć zna aikido.
Działania te mają ewidentnie na celu rozbrojenie wojowniczej postawy Donalda Trumpa poprzez rozśmieszanie. Reszta planu jest już oczywista dla każdego, kto śledzi polską szkołę dyplomacji. Najpierw Grenlandia – bo zimno, daleko i nikt nie sprawdzi – potem być może Alpy, żeby chargé d’affaires mógł zademonstrować bojowe zjazdy slalomem, a na końcu Antarktyda, gdzie pingwiny zostaną objęte ochroną konsularną RP.
Trump, widząc te wszystkie manewry, miał podobno wpaść w konsternację. Donald (do prezydenta Trumpa) ucz się! To jest właśnie nowoczesna, miękka siła po polsku: nie czołgi, nie rakiety, tylko śmiech, dyplomatyczna uprzejmość i niejasne poczucie, że ktoś tu jednak robi sobie żarty! Premierze Sikorski! Aikido – nie! Lepiej wysłać kogoś, kto zna judo, albo przynajmniej tai-chi.
Yeah 😅 pic.twitter.com/ZWsZuUtwWN
— Joachim H (@joeberlin53) January 17, 2026






