Farsa wokół elity. Dlaczego List Episkopatu stanął postępowi ością w gardle?

Date:

Kilka dni temu nasz redakcyjny kolega – Konrad Dziecielski popełnił krytyczny materiał dotyczący nieszczęśliwego listu Konferencji Episkopatu Polski odnośnie relacji chrześcijańsko – żydowskich. I tam w ostatnim akapicie napisał: „Nie, nie pójdę do żadnej synagogi i nie spodziewam się, aby rabini (i w ogóle żydzi) wzięli udział w Triduum Męki Pańskiej. No, ale ja nie noszę piuski…Jestem jakoś dziwnie spokojny, że skoro doły katolików zareagowały – w swojej zdecydowanej większości – negatywnie, to zaraz KEP otrzyma wsparcie katolickiego postępu. Na pewno ktoś was przytuli…”. I red. Dziecielski się nie mylił (ten to dopiero ma nosa). W sukurs KPE przyszedł metropolita lubelski Stanisław Budzik, jednocześnie wielki kanclerz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz prof. Mirosław Kalinowski, rektor tejże uczelni. Teraz solidarność, szczególnie z kard. Rysiem, wyraziło Towarzystwo Jana Karskiego – awangarda postępu, rzekłbym, że nawet sama szpica katolickiego postępu. W liście, oprócz słów poparcia, czytamy: „Medialna wrzawa wokół Listu Episkopatu Polski do wiernych w roku 2026 przypomina w pewien sposób nagonkę władz komunistycznych i posłusznych im mediów na autorów Listu Biskupów Polskich do Biskupów Niemieckich w 1965 r. Wówczas biskupom zarzucano zdradę narodową, dziś — aż trudno w to uwierzyć — zdradę doktryny i oskarża się ich o herezję” – piszą towarzysze od Jana Karskiego. Także red. Dziecielski stał się „w pewien sposób” narzędziem…no właściwe, ale w czyich rękach? W ’56 sprawa była jasna i oczywista, a dzisiaj rebelianci są głęboko ukryci i nikt nie wie, gdzie knują swe spiski. Gdybyśmy tylko wiedzieli, gdzie uwili swe gniazdo, wówczas nic prostszego, jak wysłać ich w drogę do Jerozolimy (ci co śledzą postępy najbardziej humanitarnej armii świata wiedzą, że jest to droga nie pierwsza, ale z całą pewnością ostatnia).

W sukurs kardynałowi Rysowi przyszedł sam Abraham Foxman, amerykański prawnik, dyrektor Ligi Przeciw Zniesławianiu (ADL) w latach 1987-2015, który napisał do naszego hierarchy słowa ciepłe i jakże życzliwe: „Drogi Bracie w Wierze (czyżby Abraham się nawrócił?). Wierzę, że każdy, kto podnosi rękę przeciwko Tobie, podnosi ją również przeciwko Świętemu Janowi Pawłowi II i jego nauczaniu. Osobiście – i z otwartym sercem – przyjmuję ten fragment Listu: „Idąc śladami św. Jana Pawła II, odwiedźmy 13 kwietnia synagogę. Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwy przez wieki przenikały mury tych domów modlitwy. I wszędzie tam, gdzie to możliwe, spotkajmy się z naszymi żydowskimi siostrami i braćmi”. Mnie to już – szczerze przyznaje – ręce opadają. Wielokrotnie pisałem o niemym Episkopacie Polski, który w chwilach ważnych dla katolików wymownie milczał, schował się gdzieś głęboko do komórki z miotłami i milczał. Ale faktycznie, jeżeli już ma wydawać takie listy, to niech tam sobie siedzi i medytuje nad czymkolwiek…

Zastanawia jedno: skąd ta nerwowość w postępie? Jeśli list jest tak oczywiście słuszny, tak głęboki i tak niepodważalny – cóż szkodzi kilka krytycznych głosów, szczególnie, że płyną nie od hierarchów, a od wiernych (szarych myszek), którzy gdzieś tam przycupnęli u stóp tej wieży z kości słoniowej? Czyżby jednak coś w nim zgrzytało, skoro trzeba natychmiast wzywać na pomoc autorytety, towarzystwa, kanclerzy i rektorów?…Ale nie bądźmy drobiazgowi. W końcu, gdy brakuje proporcji, zawsze można je zastąpić patosem. A patos, jak wiadomo, jest walutą, która nigdy nie traci na wartości w kręgach gdzie każda uwaga krytyczna musi natychmiast urastać do rangi „ataku”, a każda polemika – do „prześladowania”. Jeszcze chwila i dowiemy się, że redaktor Dziecielski, pisząc swój tekst, stał na czele Blitzkriegu i z premedytacjąa ostrzelał KEP z kardynałem Rysiem na czele, którego oczywiście nie rozpoznał, bo był akurat w owczej skórze. Ryś w owczej skórze – dobrze napisane.

Otóż problem nie polega na tym, że ktoś listu nie zrozumiał. Problem polega na tym, że wielu go zrozumiało aż za dobrze. I nie znalazło w nim ani tej pokory, którą tak chętnie się głosi, ani tej roztropności, którą Episkopat tak rzadko praktykuje. Znalazło natomiast coś znacznie bardziej niepokojącego: przekonanie, że wystarczy przemówić tonem nieomylnym, by zamknąć dyskusję. Otóż nie wystarczy…Ten list jeszcze nie raz stanie eminencjom ością w gardle.

Nie pierwszy to raz w naszych dziejach ktoś pomylił katedrę z amboną, a ambonę z trybuną. Z tej ostatniej zaś najłatwiej przemawiać językiem wielkich słów, zwłaszcza gdy słowa te unoszą się wysoko nad ziemią i nie mają najmniejszego zamiaru zetknąć się z rzeczywistością. Tyle że na dole – jak to na dole – ludzie mają pamięć. I, co gorsza, mają także rozum. A rozum ten, choć nieopierzony i nieopatrzony pieczęcią żadnej kurii, potrafi czasem zadać pytanie niewygodne: czy aby na pewno chodzi tu o dialog, czy raczej o jego imitację, w której jedna strona mówi, a druga ma przytakiwać w odpowiednich – gdy tylko przyjdzie takie polecenie – momentach?

Stąd to całe oburzenie na „prawicowe doły”, które – zamiast przyjąć dokument z należnym skupieniem – pozwoliły sobie na luksus własnego (a co gorsza przeciwnego) zdania. To zawsze bywa niebezpieczne. W historii Rzeczypospolitej niejedna sprawa zaczynała się niewinnie – od kilku głosów sprzeciwu – a kończyła się katastrofą dla tych, którzy zbyt długo byli przekonani o własnej nieomylności.

Nie twierdzę oczywiście, że mamy do czynienia z tragedią na miarę dawnych wieków. Mamy raczej do czynienia z farsą, w której role rozdzielono już wcześniej: jedni grają oburzonych proroków, inni – posłusznych interpretatorów, a jeszcze inni – winnych wszystkiego krytyków. Historia zaś – ta nieubłagana kronikarka ludzkich złudzeń – i tak dopisze swoje zdanie do tego nieszczęśliwego posłania, które ponoć zostało odczytane w 10 procentach polskich parafii.

I tak szok, że aż w tak wielu.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Belka w oku reformatora. Gdzie krytyka Kościoła staje się pogardą? – Ks. Janusz Chyła

Oczyszczenie czy wyższość elit? Ks. Janusz Chyła bezkompromisowo o granicach reform: krytyka Kościoła jest konieczna, lecz kpina z prostej wiary rani wspólnotę. Pogarda nigdy nie ma usprawiedliwienia.

Die Wahrheit hängt nicht vom Applaus ab!

Ein Interview mit Erzbischof Georg Gänswein, dem langjährigen persönlichen...

Jens Spahn. Koniec kompromisów. Abp Gänswein wyznacza twarde granice tożsamości katolickiej

Abp Gänswein stawia sprawę jasno. Czy polityk może łamać naukę Kościoła i zachować tożsamość katolicką? Gdzie kończy się szacunek, a zaczyna obrona przed publicznym zgorszeniem?

Spadając w przepaść bez dna. Jak koszmar bezsilności otwiera nas na to, czym jest czysta łaska

Covidowy koszmar obnażył iluzje pobożności i odebrał zdolność modlitwy. Co zostaje, gdy znikają wszelkie podpory? Odkryj paradoks grzesznika, którego ocalić może już tylko czysta łaska.