Czarnoskóra aktorka obsadzona w roli Heleny do nowej adaptacji „Odysei” Christophera Nolana (jasnoskórej blondynki według Homera) wzbudziła szereg kontrowersji i pytania o to, czy powszechne w Hollywood tzw. „obsadzanie inkluzywne” i „obowiązkowa różnorodność” nie są przekroczeniem granic w interpretacji kultury, wierności historycznej czy symbolicznej ciągłości dzieła?
Przez Troję prowadziła trasa mojej pieszej wędrówki z Jerozolimy do Asyżu w 2011 roku. Moment dotarcia do Troi i refleksję na temat „Odysei” Homera opisuję w mojej książce „Idzie Człowiek”, w rozdziale trzecim, zatytułowanym „Turcja”:
(…)
„Żeby dojść do Troi, trzeba skręcić z głównej drogi w lewo i iść pięć kilometrów w stronę morza, wśród łagodnych wzgórz pokrytych uprawami zbóż i słonecznika. W dolinach widać małe wioski z białymi zapałkami minaretów wskazujących niebo, a na wzgórzach ażurowe anteny stacji telefonii komórkowej. Na horyzoncie farma turbin wiatrowych spokojnie mieli wiatr wiejący z północy.
Właśnie ten wiatr dał pomyślność i bogactwo starożytnej Troi.
Pełne towarów statki, które żeglowały przez wąskie cieśniny na północ, w kierunku Morza Czarnego, musiały się tutaj zatrzymać i czekać na sprzyjający wiatr. Nie znano wtedy techniki żeglowania pod wiatr. Tak powstał tu silny ośrodek handlowy. Bogactwo Troi przez tysiące lat przyciągało tych, którzy chcieli kontrolować strategiczną cieśninę. Historycy policzyli, że miało tu miejsce dziewięć znaczących wojen, z tą najsłynniejszą, trojańską, na czele. Tyle samo kolejno powstających na sobie miast odkryto w najstarszych wykopaliskach. Troja Homera ma numer szósty.
Niewiele zostało ze wspaniałego miasta króla Priama. Tłum skośnookich turystów krąży po nędznych ruinach pokruszonych murów i wszystko skrupulatnie filmuje małymi tabletami. Zastanawiam się, czy to możliwe, żeby epopeja Homera, która położyła jeden z artystycznych fundamentów pod kulturę europejską, była tak istotna dla Japończyków.
Czy oni coś rozumieją z losów antycznych bohaterów „Iliady” i „Odysei”? A może Achilles, Hektor, Parys i Helena to bohaterowie naprawdę uniwersalni dla całej ludzkości, nieśmiertelni przez to, co pozostawili każdemu człowiekowi: wielkie emocje.
Każdy może tutaj przeżyć na nowo zdradę, zemstę, wielką miłość i śmierć.
Coraz mniej pozostaje prawdziwych śladów i pamiątek, coraz doskonalszym sprzętem się je utrwala, jakby technologią chciano uratować naszą tożsamość.
Tylko koty, wylegujące się na kruszejących murach, są dokładnie takie same jak w epoce brązu. Ziemia nadal cierpliwie rodzi te same owoce, z których żyją tutejsi ludzie.
I wiatr wieje dokładnie ten sam.




