Stoi na stacji lokomotywa
Nie, nie stoi. Jest początek XIX wieku i żaden pociąg jeszcze nie wyruszył w drogę. Dopiero w Anglii, w roku 1825, rozpocznie się wielka, kolejowa przygoda.
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.
Tak, pierwsze pociągi były ciężkie, ogromne i bardzo zasapane. Parowe cuda budziły zarówno zachwyt, jak i przerażenie. Ale ludzkość – spragniona wojaży – szybko przesiadła się do wagonów ciągniętych przez lokomotywę – kolejno we Francji, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Danii, Szwajcarii… itd.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha…
Mamy rok 1842 i Polski na mapie brakuje. Na terenach, które dziś do niej należą, powstaje pierwsze kolejowe połączenie –powstaje po to, by wyzyskiwać i eksploatować te ziemie. Z Dolnego Śląska Prusy wywożą w głąb Niemiec wagony pełne węgla, kluczowego dla gospodarczego rozwoju.
Kolejne dekady to czas intensywnej budowy połączeń, dworców i całego zaplecza. W każdym zaborze, choć nie w każdym równomiernie – najbardziej zacofane były tereny pod rosyjskim butem. Tam dodatkowo sprawę komplikowało istnienie szerokiego rozstawu szyn. Prawdziwy galimatias…
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Przez prawie sto lat parowe lokomotywy niepodzielnie królują na europejskich i amerykańskich torach. Zmiana nadejdzie na przełomie XIX i XX wieku i będzie osiągnięciem niemieckim – w roku 1881 pojawi się pierwszy odcinek kolei elektrycznej (prąd był doprowadzany trzecia szyną!) a w roku 1912 -lokomotywa spalinowa.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali…
Wybucha Wielka Wojna. Z zachodu na wschód i odwrotnie ciężkie wagony transportują żołnierzy i wojskowy sprzęt. Okazało się, że kolej dobrze służy w czasie pokoju, by przewozić podróżnych i towary, ale w czasie wojny – jest wręcz niezastąpiona.
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie (…)
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Rok 1918. Niepodległość. Eksplozji radości towarzyszyła smutna prawda, że odzyskaliśmy nie tylko ukochane ziemie, ale też nieustalone granice, porozbiorową biedę i powojenny bałagan. Również kolejowy. A ludzie chcieli i musieli wyruszać w drogę, i towary musiały być wożone…
Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła – maszyna – po szynach – ospale…
Bardzo ospale… I to nie dlatego, że w trzecim wagonie siedziały grubasy i jadły tłuste kiełbasy. Nie dlatego, że w szóstym była armata, w dziewiątym tuczone świnie a w dziesiątym kufry, paki i skrzynie. Tylko dlatego, że na początku II RP mieliśmy trzy różne systemy kolejowe, poszczególne największe miasta nie miały połączeń ze sobą – tylko z ośrodkami w państwach byłych zaborów. I dlatego, że tabory były zniszczone przez działania wojenne.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem…
Musi się kręcić. Władze polskie od początku zdają sobie sprawę, że połączenia są kluczowe dla przyszłości, dla gospodarki, ale przede wszystkim dla „tu i teraz” – przecież prawie wszędzie walczymy wtedy o granice. Czy odzyskalibyśmy nasz Lwów – gdyby nie dotarły do niego na czas polskie posiłki?
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi…
Ministerstwo Kolei Żelaznych rządzi od 1919 roku. W 1922 roku udaje się objąć zarządem państwowym wszystkie linie kolejowe na terenach odrodzonej Polski. Aż nadchodzi dzień, który uznaje się za datę powstania przedsiębiorstwa Polskie Koleje Państwowe – dzień, którego setną rocznicę hucznie i radośnie obecnie obchodzimy: 24 września 1926 roku.
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most…
Prezydent Ignacy Mościcki podejmuje decyzję, która ostatecznie reguluje prawny i administracyjny status polskich kolei. W ten dzień kończy się oficjalnie prusko – rosyjsko – austriacki bałagan. Nastaje czas polskiego ładu i porządku. Przez dwadzieścia lat Polacy będą gospodarzami na swoim kolejarskim podwórku. Gospodarzami najlepszymi z najlepszych.
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas…
Już w 1923 roku powstaje w Chrzanowie pierwsza polska fabryka lokomotyw. Dwa lata później parowozy są produkowane w zakładach Cegielskiego w Poznaniu. Wkrótce połączenie kolejowe z resztą kraju uzyskuje Gdynia.
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to , tak to to, tak to to…
W latach 30. XX wieku pojawia się Luxtorpeda – polski pociąg spalinowy, który zastępuje coraz częściej parowe ciuchcie. Na trasie Kraków – Krynica Luxtorpeda ustanawia wówczas rekord przejazdu, którego do dziś nie udało się pobić (!).
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal…
Czas Wielkiego Kryzysu nie omija polskich kolei. Ale w latach 30. udaje się opanować trudności.
Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.
W 1936 uruchamiamy pierwszy odcinek kolei elektrycznej. Budujemy nowoczesny gmach Dworca Głównego w Warszawie. Nasze modele zdobywają nagrody na międzynarodowych wystawach. Zafascynowany nowoczesnością Julian Tuwim chwyta za pióro i pisze swoją słynną „Lokomotywę”.
A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha…
…a potem koniec. Wojna. Pociągi nie wiozą podróżnych tam, dokąd ktokolwiek chciałby jechać. Świst pociągu niesie grozę. Niemcy i Sowieci w bydlęcych wagonach wywożą ludzi w nieznane, na śmierć. Jasną kartą jest bohaterstwo polskich kolejarzy, którzy od początku wojny wysadzali niebieckie pociągi, ostrzegali polskich podróżnych, ratowali kogo się dało i co się dało, i płacili za to najwyższą cenę…
Dziś można zapytać, czym byłaby polska kolei, gdyby na początku nie hamowała jej chciwość zaborców, i gdyby nie katastrofa, którą zgotowali nam sprawcy II wojny światowej…?
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…
Tekst ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika polonijnego „Nasze Słowo”.




