Strzały, które miały zabić Marszałka!

Date:

25 września 1921 roku Lwów świętował. Miasto, które zaledwie trzy lata wcześniej było polem krwawej wojny polsko-ukraińskiej, przyjmowało Józefa Piłsudskiego z pompą należną zwycięskiemu wodzowi. Były tłumy, światła, orkiestry, uroczystości i bankiety. Naczelnik Państwa przyjechał na otwarcie I Międzynarodowych Targów Wschodnich. Młoda Rzeczpospolita chciała pokazać, że wojenne rany zaczynają się zabliźniać, a Lwów jest bezpiecznym, polskim miastem.

Była to jednak przede wszystkim dekoracja. Pod nią wciąż pulsował konflikt, którego nie rozstrzygnęły traktaty ani wojskowe zwycięstwa. Dla Polaków Lwów był miastem obronionym w listopadzie 1918 roku. Dla części ukraińskich nacjonalistów – stolicą ziemi utraconej. Ta sama ulica, ten sam budynek, ten sam grób mógł oznaczać dla obu narodów zupełnie inną historię. Właśnie z tej różnicy pamięci wyrastał ukraiński ruch konspiracyjny. Jedną z organizacji, które przyjęły walkę podziemną jako metodę działania, była Ukraińska Organizacja Wojskowa. Jej celem stali się przedstawiciele polskiej administracji i państwowości. Wśród nich znalazł się człowiek szczególny – Józef Piłsudski.

Paradoks był oczywisty. Piłsudski należał przecież do tych polskich polityków, którzy najpełniej rozumieli znaczenie sprawy ukraińskiej. Niepodległa Ukraina była w jego koncepcji jednym z elementów systemu bezpieczeństwa Polski. Miała oddzielać Rzeczpospolitą od Rosji, niezależnie od tego, czy władzę w Petersburgu lub Moskwie sprawowali carowie, biali generałowie czy bolszewicy. Stąd współpraca z Symonem Petlurą i wyprawa kijowska 1920 roku. A jednak właśnie ten człowiek miał zostać zabity przez ukraińskiego nacjonalistę. Historia polityczna lubi takie ironiczne sytuacje.

Wykonawcą zamachu był Stefan Jarosław Fedak. Pochodził z rodziny zaangażowanej w ukraińskie życie społeczne i polityczne we Lwowie. Miał doświadczenie wojskowe, a jego środowisko było związane z ukraińskim ruchem niepodległościowym. Nie był więc przypadkowym zamachowcem. Był człowiekiem, który uznał, że sprawy narodowej nie rozstrzygną już konferencje, traktaty ani polityczne deklaracje. Niezbędny okazał się pistolet.

Wieczorem Piłsudski opuścił lwowski ratusz. Wsiadł do samochodu. Towarzyszył mu wojewoda lwowski Kazimierz Grabowski. Fedak czekał. Pierwszy strzał. Piłsudski odruchowo odchylił głowę. Pocisk chybił. Padły następne strzały. Jeden z nich trafił Grabowskiego w rękę i ramię. W zamieszaniu zamachowiec został obezwładniony przez tłum, a następnie oddany w ręce policji. Piłsudski ocalał. Nie dlatego, że kula nie mogła go dosięgnąć. Tego wieczoru po prostu nie dosięgła. I właśnie w tym tkwi najbardziej przejmujący element całej historii. Los wielkiego państwa potrafi czasem zależeć od rzeczy banalnie małej: ruchu głowy, ułamka sekundy, drgnięcia ręki. Polityczne systemy buduje się latami, a ich bieg może zmienić jeden pocisk. Ot, kapryśna natura dziejów…

Można było oczekiwać, że po zamachu nastąpi fala represji. Piłsudski miał przecież wszystkie powody, by zażądać twardej odpowiedzi. Tymczasem zachował się inaczej. Nie przerwał wizyty. Udał się do teatru, gdzie publiczność przyjęła go owacją, a później uczestniczył w bankiecie. Odwiedził również rannego wojewodę. Był w tym demonstracyjny spokój, ale także polityczna kalkulacja. Piłsudski wiedział, że zamachowiec może zginąć ale problem, który doprowadził go do zamachu pozostanie. Strzelanina nie rozwiązuje konfliktów narodowych. Może je jedynie zatruć na kolejne lata.

Podczas procesu Fedak utrzymywał, że chciał zastrzelić nie Piłsudskiego, lecz wojewodę Grabowskiego, którego uważał za przeciwnika sprawy ukraińskiej. Brzmiało to mało wiarygodnie, skoro strzelał do samochodu, w którym znajdował się Naczelnik Państwa. A jednak Piłsudski podczas przesłuchania potwierdził jego wersję. W listopadzie 1922 roku Fedak został skazany na sześć lat więzienia. Później objęła go amnestia. Nie stał się więc ofiarą zemsty państwa. Piłsudski nie wykorzystał zamachu jako pretekstu do rozpętania wielkiej kampanii przeciw Ukraińcom. Nie oznaczało to oczywiście rozwiązania konfliktu. Przeciwnie – następne lata miały przynieść dalsze napięcia, akcje sabotażowe i terror. Ale tego wrześniowego wieczoru pokazano, że odpowiedzią państwa nie musi być odwet.

Zamach we Lwowie z czasem niemal zniknął z pamięci. Wielkie wydarzenia przesłoniły małą scenę z ulicy. Legiony, odzyskanie niepodległości, wojna z bolszewikami, Bitwa Warszawska, przewrót majowy – przy nich kilka strzałów oddanych we Lwowie wydaje się epizodem. A nie były nim.

Gdyby Piłsudski zginął 25 września 1921 roku, Polska znalazłaby się w zupełnie innym punkcie historii. Rzeczpospolita była młodym państwem. Jej instytucje dopiero się kształtowały, konflikty polityczne narastały, a pamięć o wojnach była jeszcze świeża. Piłsudski był jednym z najważniejszych punktów odniesienia całego systemu politycznego. Jego śmierć mogła uruchomić procesy, których dziś nie jesteśmy w stanie sobie wiarygodnie odtworzyć. I dlatego ten zamach jest czymś więcej niż ciekawostką z biografii Marszałka. Pokazuje, jak krucha była II Rzeczpospolita w pierwszych latach swojego istnienia. Państwo miało granice, armię, rząd i parlament, ale jego przyszłość wciąż nie była przesądzona. Na wschodzie trwała walka nie tylko o terytorium, lecz również o pamięć, tożsamość i polityczną przyszłość całych narodów.

Fedak chciał jednym pociskiem zmienić bieg tej historii. Nie udało mu się. Ale jego pistolet przypomniał kwestię, o której młode państwa często zapominają: zwycięstwo militarne nie kończy konfliktu jeśli przegrany nadal uważa je za krzywdę a zwycięzca – za ostateczną sprawiedliwość.

25 września 1921 roku Lwów był pełen świateł. Orkiestry grały, tłum wiwatował, a Rzeczpospolita demonstrowała swoją siłę. Kilka metrów dalej człowiek trzymał w ręku pistolet. I nagle cała potęga państwa została sprowadzona do odległości między lufą a głową jednego człowieka. Piłsudski przeżył. Historia potoczyła się dalej. Ale gdyby tamtego wieczoru kula znalazła cel, nie byłoby już tej samej Polski.

I być może właśnie to jest najważniejsza lekcja lwowskiego zamachu: czasem o losie państwa nie decydują wielkie bitwy, traktaty i konstytucje. Czasem decyduje kilka centymetrów.

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Tak to to, tak to to, tak to to… 100 lat PKP!

Stoi na stacji lokomotywa Nie, nie stoi. Jest początek XIX...

Krzysztof Wyszkowski – Kawaler Orderu Orła Białego!

Są w historii narodów chwile, które później wydają się...

Hetman, który umierał pod Chocimiem.

Są w historii takie rodzaje śmierci, które zamykają życie...

Sowiecka napaść 17  IX ’39. IV rozbiór Polski

"Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco a droga którą Jaś...