Neapol, miasto ze śmieci!

Date:

„Można pisać i malować, ile się chce, ale to miejsce — wybrzeże, zatoka, Wezuwiusz, twierdze i wille — wymyka się opisowi” – Johann Wolfgang von Goethe.

Otóż nie, drogi Johannie i zaraz będę polemizował…

Żeby nie było – na początku zmuszony jestem oświadczyć, że do Włochów, szczególnie tych zamieszkujących Neapol, nic nie mam! A jeżeli już posiadam jakieś skojarzenia, to…same miłe. Bo wiadomo: Z ziemi Włoskiej do Polskiej, Watykan, papież, Giuseppe w Warszawie, makaron, generał Wieniawa-Długoszowski, który we Włoszech przyjaciół miał na pęczki, Leonardo da Vinci i jego Kaplica Sykstyńska prowadzona ręką samego Boga, Fiat 500 – mały samochód z wielkim charakterem, Ennio Morricone wzruszający do łez, zwłaszcza gdy skalpują (i nieważne kto kogo), i crème de la crème – Sofia Loren, palce (i nie tylko) lizać. Na końcu Dante, który przestrzega, by w tym lizaniu się zbytnio nie zapędzać. 

Z lotniska trafiłem prosto do dzielnicy Poggioreale, we wschodniej części Neapolu, to ważne zastrzeżenie, gdyż następnego dnia trafiłem na wybrzeże, a to już inna para kaloszy…

Przejdźmy zatem do meritum. W Neapolu smród, brud i jeszcze raz brud. Pomyliliście (to do Neapolitańczyków) się miejscami z wysypiskiem śmieci? Dramat. Zróbcie coś! Przecież jesteście potomkami Wielkiego Rzymu, niesiecie na swoich barkach spuściznę cywilizacji, która dała światu prawo, akwedukty, drogi i przekonanie, że człowiek jest istotą rozumną, ma swoje potrzeby – zwłaszcza te estetyczne. A tu proszę: wystarczy przejść się ulicami Neapolu, by nabrać podejrzeń, że od czasów Cezara coś poszło nie tak! Kolumny zostały, marmury gdzieniegdzie też, ale poczucie dobrego smaku najwyraźniej gdzieś wyemigrowało. I szukaj wiatru w polu.

A też będzie z lekkim stepowaniem, bo jednak jestem gościem i należy Gospodarzy szanować, Neapol jest miastem niezwykłym. Tak niezwykłym, że nawet śmieci mają tu charakter zabytkowy. Nie leżą byle gdzie. One współtworzą krajobraz, wpisują się w lokalną tradycję, budują lokalną tożsamość. Turysta (taki jak ja), który przyjechał podziwiać ślady antycznej świetności, może przy okazji podziwiać współczesną sztukę składowania odpadów. Instalacja plenerowa, całodobowa, bez biletów i bez kuratora. A jeśli komuś się nie podoba, to znaczy, że nie rozumie południowowłoskiej wrażliwości.

Władze miasta zapewne mają na ten temat własną teorię. Być może śmieci są elementem dziedzictwa kulturowego, a ich wywóz stanowiłby niebezpieczną ingerencję w artystyczną (zbiorową) wrażliwość. Nie można przecież bezkarnie usuwać czegoś, co przez miesiące stało się częścią miejskiego pejzażu. Zwłaszcza jeśli usunięcie wymagałoby zorganizowania pracy, a to już nie są żarty – to byłaby rewolucja.

A przecież Neapol ma wszystko, czego potrzeba, by być miastem wielkim nie tylko z nazwy. Morze, słońce, historię, architekturę, kuchnię, temperament i ludzi, którzy potrafią z niezwykłą ekspresją mówić o swojej przeszłości.  Nie chcę przy tym nikogo krzywdzić. Włosi są narodem naprawdę wspaniałym, a Neapolitańczycy mają w sobie urok, którego próżno szukać w wielu uporządkowanych, czystych i śmiertelnie nudnych zakątkach Europy. Problem polega na tym, że urok nie wywozi śmieci, temperament nie zamiecie chodników, a gnijąca włoszczyzna nie jest dobrą reklamą, by wejść do pobliskiej restauracji.

I tu wracamy do antycznego Rzymu, którego spuściznę tak chętnie przywołujemy. Starożytni wiedzieli, że państwo nie istnieje wyłącznie po to, by pięknie wyglądać na freskach. Musi jeszcze dostarczać wodę, utrzymywać drogi, pilnować porządku i sprawiać, żeby wspólne życie nie przypominało wyprawy przez pole minowe. Rzymianie budowali akwedukty. Ich współcześni potomkowie mogliby zacząć od czegoś skromniejszego: od kosza na śmieci, który nie jest wyłącznie sugestią artystyczną.

Nie oczekuję cudów. Od cudów jest Watykan. Nie domagam się też, by Neapol stał się Zurychem. Zurych bez wątpienia jest ascetycznie czysty, ale trudno sobie wyobrazić, żeby Sofia Loren wzdychała do niego w filmie, a Morricone komponował muzykę do spaceru nad tamtejszym jeziorem. Chodzi tylko o to, by miasto, które ma tak wiele powodów do dumy, nie musiało każdego dnia przypominać, że wielka historia nie daje bezterminowego zwolnienia z teraźniejszości. Bo jak długo można odcinać kupony od przeszłości?

Bo można być potomkiem Cezara, można mieć pod ręką Wezuwiusza, pizzę, operę i najpiękniejsze widoki świata. Ale jeśli człowiek wychodzi rano z domu i pierwsze, co widzi, to sterta śmieci, trudno mu odczuwać dumę z Imperium Romanum. Choć, z drugiej strony, może właśnie na tym polega tajemnica Neapolu. Wszystko przemija, imperia upadają, dynastie odchodzą, a śmieci pozostają. I tylko Dante, gdyby dziś przeszedł się po niektórych ulicach miasta, musiałby chyba dopisać do swojej „Boskiej komedii” jeszcze jeden krąg piekielny.

Dla tych, którzy nie segregują. I dla tych, którzy powinni je wywozić.

W Neapolu należy zapłacić 6 euro od osoby dziennie tzw. podatku klimatycznego (wymysł kreatywnych socjalistów, by łupić człowieka odpoczywającego). Rozumiem, że to opłata za widok Wezuwiusza, ale nie pojmuję, dlaczego dodatkowo płacę za aromaty, których nie przewidział ani Dante, ani żadna konwencja chroniąca podstawowe prawa człowieka.

Rodowici Włosi twierdzą, że wcześniej tj. przed najazdem lekarzy i inżynierów o nieokreślonym kolorze skóry, było czyściej, a wręcz – czysto.

Następnego dnia Neapol mnie jednak mile zaskoczył (jeżeli chodzi o czystość) w okolicach nadmorskiej promenady, nad którą czuwa pomnik cesarza Oktawiana Augusta przy Via Cesario Console. Ale o tym innym razem…

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Pod Neapolem ziemia pamięta!

Do katakumb schodzi się z kaplicy. Nad głową pozostaje...

Miasto pod powierzchnią czasu. Stambuł, czyli Konstantynopol!

Są miasta, które zwiedza się wzrokiem. I są takie,...

Nocą między Europą a Azją!

Stambuł nocą nie zasypia. Nie ma jednej godziny, o...

Kraj, który patrzy na Ararat!

Najpierw jest góra. Nie trzeba jej szukać. Nie trzeba...