Wyspa Węży, czyli ostrzeżenie dla zdobywców Trybunału!

Date:

Historia lubi powracać, choć jej bohaterowie rzadko wyciągają z niej wnioski. Zwłaszcza ci, którzy są przekonani, że mają rację, dysponują siłą państwa i mogą w imię swoich celów naginać reguły państwa prawa. Wydaje im się, że historia będzie ich rozliczać według intencji. Tymczasem prawo, w przeciwieństwie do politycznych deklaracji, interesuje się przede wszystkim czynami, kompetencjami i odpowiedzialnością konkretnych osób.

Warto więc przypomnieć pewien epizod z historii polskiej emigracji wojennej. Nazywał się Wyspa Węży.

Po klęsce Francji w czerwcu 1940 r. rząd generała Władysława Sikorskiego przeniósł swoją siedzibę do Wielkiej Brytanii. Konflikt polityczny z obozem piłsudczykowskim, który sprawował władzę w Polsce przed wrześniem 1939 r., przybrał wówczas szczególnie ostrą postać. Nowe władze emigracyjne obciążały sanacyjnych dowódców odpowiedzialnością za katastrofę wrześniową, podejrzewały ich o nielojalność, a niektórych uznawały za zagrożenie dla własnej pozycji.

W konsekwencji kilkuset oficerów związanych z poprzednim obozem władzy zostało odizolowanych na szkockiej wyspie Bute, przede wszystkim w Rothesay. Pozbawiono ich możliwości normalnej służby, ograniczono swobodę przemieszczania się, odsunięto od życia wojskowego i politycznego. Nie wiedzieli, kiedy odzyskają wolność działania. Wcześniej podobną funkcję pełnił ośrodek w Cerizay we Francji, określany przez niektórych mianem emigracyjnej Berezy Kartuskiej. Po upadku Francji przeniesiono ten system odosobnienia do Szkocji.

Oczywiście, dzisiejsza Polska nie jest wojenną emigracją, ale zawirowania wokół Trybunał Konstytucyjny pozwalają snuć pewną analogię. Podobieństwo nie dotyczy skali ani formy represji. Dotyczy czegoś znacznie ważniejszego: pokusy, by instytucje państwa traktować jak łup polityczny, a przeciwników jak przeszkodę, którą można usunąć, jeśli tylko wystarczająco mocno wierzy się we własną rację. Demokracja nie na tym polega, chyba że „demokracja walcząca” …

I właśnie dlatego historia Wyspy Węży powinna być dziś przypominana wszystkim uczestnikom operacji siłowego przejmowania Trybunału Konstytucyjnego.

Nie ma znaczenia, czy ktoś występuje przed kamerami jako polityczny strateg, parlamentarzysta, urzędnik, prawnik czy wykonawca poleceń. Nie ma też znaczenia, czy swoje działania uzasadnia naprawą instytucji, przywracaniem praworządności czy koniecznością odblokowania państwa. W państwie prawa nie istnieje immunitet na polityczną dobrą wolę – tak jak rozumie ją ręka dzierżąca gumową pałkę. Istnieją za to kompetencje organów, procedury, konstytucyjne gwarancje i odpowiedzialność za ich naruszenie.

Każdy, kto uczestniczy w działaniach zmierzających do obsadzenia Trybunału z pominięciem konstytucyjnych i ustawowych reguł, powinien zadać sobie kilka prostych pytań. Czy ma do tego kompetencję? Czy działa na podstawie obowiązującego prawa? Czy nie przekracza swoich uprawnień? Czy nie narusza praw osób, których status i obowiązki wynikają z konstytucji? Czy potrafi uzasadnić swoje decyzje nie polityczną potrzebą chwili, lecz konkretną normą prawną?

To nie są pytania retoryczne. Odpowiedzialność za działania państwa nie rozmywa się w zbiorowym komunikacie rządu, uchwale większości parlamentarnej ani konferencji prasowej. Za konkretnymi decyzjami stoją konkretni ludzie. Ich nazwiska pozostają w dokumentach, podpisy pod decyzjami nie znikają, a zmiana większości parlamentarnej nie powoduje automatycznego wygaśnięcia odpowiedzialności prawnej.

Nie przesądzam, jakie rozstrzygnięcia zapadną w przyszłości ani kto ostatecznie poniesie odpowiedzialność. To należy do niezależnych sądów, które powinny badać każdy przypadek na podstawie dowodów i obowiązującego prawa. Ale właśnie dlatego ostrzeżenie musi paść już dziś. Nie jutro, kiedy polityczne emocje opadną, a dzisiejsi decydenci zaczną przekonywać, że tylko wykonywali polecenia albo działali w interesie państwa.

Historia Wyspy Węży pokazuje, że nawet w czasie wojny, ci co wczoraj doznali upokorzeń – dopadli swoich ciemiężycieli, których – skądinąd słusznie – obarczali odpowiedzialnością za upadek Polski.  Dzisiaj potrzeba nam państwa, w którym większość parlamentarna rozumie, że konstytucja nie jest instrukcją obsługi przeciwnika politycznego. Trybunał Konstytucyjny nie należy do żadnej partii, żadnego rządu ani żadnego obozu ideologicznego. Jest instytucją państwa, a nie nagrodą za zwycięstwo wyborcze. Jeżeli dzisiaj tego nie zrozumieją, to jutro będą skazani na nową Wyspę Węży.

Dlatego do wszystkich uczestników obecnych działań wokół Trybunału należy skierować jasne ostrzeżenie: polityczna satysfakcja trwa krótko, dokumenty pozostają długo. Nie zakładajcie, że zmiana władzy będzie oznaczała automatyczne unieważnienie waszych decyzji, a powoływanie się na wolę polityczną byłej sejmowej większości zapewni bezkarność. Jeśli naruszycie prawo, możecie zostać z tego rozliczeni. Każdy indywidualnie, w granicach własnej odpowiedzialności.

Historia (chociaż nie zawsze) potrafi wystawić rachunek tym, którzy uznali, iż w imię politycznego zwycięstwa wolno im więcej niż innym. 

Poprzedni artykuł
Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Politologia Obywatelska!

Polityka wydaje czymś złożonym, nieprzewidywalnym, odpychającym, groźnym... niezrozumiałym. Tymczasem...

(tekst w języku polskim poniżej) There are moments in the...

Polexit musi być planem!

Jarosław Kaczyński, występując w Krynicy, postawił diagnozę, która nie...

Wspólny blok PiS-Rozwój Plus zmienia całkowicie układ sił!

Niedawno pisałem o zamarzniętym piekle i kołczanie strzał, które...