Sprawa niemieckiego polityka Jensa Spahna (pisaliśmy tutaj: link), deklarującego przywiązanie do wiary katolickiej, wywołała szeroką debatę nie tylko z uwagi na jego życie prywatne, ale przede wszystkim z powodu publicznego świadectwa pozostającego w oczywistej sprzeczności z nauczaniem Kościoła oraz z faktu skorzystania z praktyki surogacji, zakazanej zarówno przez prawo niemieckie, jak i jednoznacznie ocenianej przez Magisterium Kościoła jako moralnie niedopuszczalna.
Kościół odróżnia godność każdej osoby od moralnej oceny jej czynów, jednak równocześnie zobowiązuje swoich pasterzy do strzeżenia depozytu wiary i reagowania w sytuacjach publicznego zgorszenia. Kodeks Prawa Kanonicznego nakłada na biskupa diecezjalnego obowiązek głoszenia prawdy, czuwania nad zachowaniem nauki Kościoła oraz przeciwdziałania nadużyciom. Wierni mają zatem prawo oczekiwać, że w przypadku osób publicznych, których działania wywołują zamieszanie i mogą prowadzić do relatywizacji nauczania Kościoła, zostaną podjęte odpowiednie działania duszpasterskie.
W związku z tym pojawiają się pytania nie o ocenę politycznej działalności Jensa Spahna, lecz o realizację pasterskiej odpowiedzialności Kościoła wobec wiernych. Dotyczą one sposobu reagowania na publiczne zgorszenie, obowiązku braterskiego upomnienia oraz troski o wiarygodność świadectwa Kościoła. W tym duchu zwróciliśmy się do biskupa Georga Gänsweina, nuncjusza apostolskiego na kraje bałtyckie, byłego osobistego sekretarza Benedykta XVI, z trzema pytaniami:
Jeżeli katolik publicznie i świadomie sprzeciwia się podstawowym zasadom moralnym Kościoła, a jednocześnie nadal przedstawia się jako wierny członek Kościoła, jakie mogą z tego wynikać konsekwencje kościelne i jakie kroki powinien wobec niego podjąć biskup diecezjalny?
Nie jest możliwe, aby wierzący świadomie sprzeciwiał się podstawowym zasadom moralnym Kościoła i jednocześnie twierdził, że jest jego wiernym członkiem. Jest to sprzeczność sama w sobie.
Czy katolik sprawujący urząd publiczny, który swoim zachowaniem daje świadectwo sprzeczne z nauczaniem Kościoła, może zostać publicznie upomniany przez biskupa? Gdzie leży granica pomiędzy szacunkiem dla osoby a obowiązkiem ochrony wiernych przed zgorszeniem?
Kto jako katolik sprawuje urząd publiczny, musi posłusznie podążać za Urzędem Nauczycielskim Kościoła w taki sam sposób, jak każdy inny katolik, który nie sprawuje urzędu publicznego. Zanim zostanie wydane publiczne upomnienie, musi najpierw odbyć się osobista rozmowa. Szacunek dla osoby ma swoją granicę tam, gdzie w grę wchodzi wyższe dobro wiary.
Czy uporczywe trwanie w publicznym sprzeciwie wobec nauki Kościoła, przy jednoczesnym powoływaniu się na własną katolicką tożsamość, może prowadzić do konsekwencji prawnokanonicznych lub duszpasterskich? Jeśli tak, to jakich?
Czy uporczywe trwanie w publicznym sprzeciwie wobec nauki Kościoła, przy jednoczesnym powoływaniu się na własną katolicką tożsamość, może prowadzić do konsekwencji prawnokanonicznych lub duszpasterskich? Jeśli tak, to jakich?
Dziękujemy za rozmowę.




