Paryż w Warszawie?

Date:

Premier Donald Tusk napisał w portalach społecznościowych, że „Polska nie powtórzy błędów innych europejskich państw” i nie będzie za nie płacić. W kwestii bezpieczeństwa będziemy bezwzględni. To usłyszeli ode mnie liderzy Europy w Brukseli – dodał premier polskiego rządu. Na ten wpis ostro zareagowała poseł Klaudia Jachira z KO (najwyraźniej tolerowana w KO z uwagi na liczne wypowiadane głupoty): „Takiego tłita nie powstydziłby się Morawiecki, Mentzen, a nawet pewnie Czarnek…” – napisała na x poseł Jachira. Nie ma co ukrywać, że tutaj p. Jachira ma rację. KO (w kwestii nielegalnej imigracji) przejęło  – przyjemniej werbalnie –  agendę PiS. Czasy, kiedy politycy KO biegali z pizzą nad granicę, wzywali, by ich (nielegałów) „wpuścić, a później się sprawdzi kim są” i, że to są „biedni ludzie szukający swojego miejsca na ziemi” odeszły do odległej przeszłości. Następuje nawet proces wyparcia: „Nigdy czegoś takiego nie powiedziałem!” – to Donald Tusk o „biednych ludziach”. 

Czy zmiana kursu jest wynikiem samodzielnego procesu analitycznego? Nie sądzie, ale ma to znaczenie wtórne. Uważam, że Donald Tusk doskonale odczytuje zmianę nastrojów w UE i przy skali problemów z jakimi boryka się jego rząd (deficyt budżetowy, zapaść służby zdrowia) – nie chce budować kolejnego pola konfliktu, które może okazać się dla niego pocałunkiem śmierci. No, dobrze, ale jak tu wytłumaczyć Silnym Razem, KOD i poseł Jachirze, że dotychczasowa narracja (w którą chyba wierzyli), że możemy przyjąć – właściwie – każdą liczbę imigrantów o nieustalonym kolorze skóry, odeszła do lamusa?

Stąd też rozgoryczenie i diagnoza jak najbardziej błędna, bo poseł Jachira pisze: „te masowe marsze (we Francji – przyd autora) to akurat dowód na to, że w tej sprawie dokonała się integracja, bo protestują młodzi ludzie niezależnie od ich etnicznego pochodzenia i tego, w którym pokoleniu stali się obywatelami Republiki. Wszyscy oni czują jej rewolucyjnego ducha, prawdziwa Égalité – aż by się chciało zawołać!”. Szczęka opada po samą ziemię, a nawet pod. Panie Premierze, jest przecież jakiś poziom głupoty, której przekraczać się nie powinno. Jest, prawda? Nie ma! Aha, to jesteśmy w domu.

Jeśli na ulicach francuskich miast maszerują obywatele różnych etnicznych korzeni, to mamy dowód na sukces integracji(sic!). Jeżeli zaś dochodzi do zamieszek, płoną samochody, a policja ma pełne ręce roboty, to zapewne dowód na jej sukces jeszcze większy. W takim rozumowaniu wszystko jest sukcesem, porażki nie istnieją, a rzeczywistość ma ten przykry przywilej, że nie chce się dostosować do bzdurnych teorii. Nawet wypowiadanych przez przedstawicielki płci pięknej.

Pani poseł najwyraźniej uznała, że wystarczy przywołać francuskie hasło „Égalité”, by kłopotliwa dyskusja o skutkach polityki migracyjnej rozpłynęła się w oparach republikańskiego patosu. Niestety, równość wobec prawa nie oznacza, że prawo przestaje obowiązywać, a obywatelstwo nie jest certyfikatem automatycznej integracji. Można mieć francuski (czy też polski) paszport i nie czuć żadnej więzi z francuską wspólnotą. Można też pochodzić z drugiego końca świata i być wzorowym obywatelem. Ostatnio widziałem z internetach wzburzonego murzyna, który krzyczał do jakiegoś Ukraińca łamaną polszczyzną: „Tak tobie nie wolno robić! Jesteś w Polsce, ja jestem Polakiem, a tu musisz umieć się zachowywać. Ja jestem Polakiem, a ty nie!”.   Widziałem więc Polaka o czarnym kolorze skóry, który obsztorcował jakiegoś ukraińskiego białasa. I bardzo very ok! Bo o integracji nie rozstrzyga kolor skóry, lecz stosunek do państwa, jego prawa, obyczajów i podstawowych zasad współżycia społecznego. Respektujesz je, my cię akceptujemy. Nie respektujesz – won! Mamy wystarczająco dużo kłopotów z naszymi rodzimymi świrusami.

Problem polega na tym, że w części liberalnej lewicy samo postawienie pytania o skuteczność integracji bywa traktowane jak występek przeciwko ludzkości. Kto ostrzega przed konsekwencjami nielegalne imigracji, ten niemal natychmiast otrzymuje etykietę ksenofoba. Kto natomiast opowiada o „rewolucyjnym duchu” i republikańskiej równości, może bez przeszkód uznać zamieszki na ulicach Francji za dowód powodzenia integracji. Nawet wówczas, gdy ich przyczyny, hasła i przebieg powinny skłaniać raczej do zadawania trudnych pytań niż do triumfalnych deklaracji. Przecież to jakieś istne szaleństwo!

Donald Tusk najwyraźniej zrozumiał, że bezpieczeństwo granic przestało być tematem, który można zbyć opowieścią o empatii i europejskiej solidarności. Polacy oczekują od swojego państwa kontroli, odpowiedzialności i ochrony własnych interesów. Trudno się temu dziwić, zwłaszcza gdy rząd musi jednocześnie mierzyć się z problemami finansów publicznych i ochrony zdrowia. W tej sytuacji otwieranie kolejnego frontu politycznego byłoby wyjątkowo ryzykownym pomysłem.

Nie oznacza to jednak, że cała Koalicja Obywatelska przeszła nagle przyspieszony kurs realizmu. Wystarczy przeczyta wpis poseł Jachiry, by przekonać się, że niedawne drgawki ideologiczne spod granicy polsko-białoruskiej mają się całkiem dobrze. Premier mówi o bezwzględności w sprawach bezpieczeństwa, a część jego politycznego zaplecza zdaje się tęsknić za czasami, gdy każdą krytykę polityki migracyjnej można było uznać za przejaw moralnego upadku.

Donald Tusk może więc ogłaszać zmianę kursu, ale pozostaje pytanie, czy za deklaracjami pójdą konkretne decyzje. Polityka migracyjna nie polega na publikowaniu stanowczych wpisów w mediach społecznościowych. Polega na egzekwowaniu prawa, skutecznej kontroli granic i niedopuszczaniu do sytuacji, w której państwo najpierw traci kontrolę, a później próbuje przekonać obywateli, że był to przejaw wyższej moralności. Przyzwyczailiśmy się już to tego, że jeżeli Donald Tusk mówi, że jest dzień, to nawet nie warto podchodzić do okna i odsłaniać rolet – wiadomo, że jest noc. 

A pani poseł? Być może warto jej przypomnieć, że republikańskie ideały nie są zaklęciem, które rozwiązuje każdy problem. „Liberté, Égalité, Fraternité” może i brzmi dumnie (chociaż nie dla mnie), ale żadne z tych słów nie zwalnia polityków z obowiązku myślenia. Nawet jeśli w partyjnej hierarchii bardziej opłaca się efektowny wpis niż niewygodna refleksja.

W polityce można zmienić hasło, można zmienić narrację, można nawet zmienić zdanie. Najtrudniej zmienić przekonanie, że własna moralna wyższość zastępuje analizę rzeczywistości. I to jest lekcja, którą Koalicja Obywatelska — od premiera po najbardziej rozgrzanych posłów — powinna sobie przyswoić. W sprawie nielegalnej imigracji KO jest o kilka stajni w tyle za formacjami dzisiaj opozycyjnymi.

Marszałek Krzysztof Bosak użył wielce trafnego określenia: ”Jeżeli sprowadza się Afrykę do Europy, to ma się Afrykę”. Tylko co to znaczy „ma”? Proszę zwrócić uwagę na rzecz charakterystyczną. Jeżeli na terenach, gdzie wygrało KO (szerzej koalicja 5,19 PLN/ 1l. benzyny) powstają jakieś plany budowy ośrodka dla azylantów, to lokalni Aborygeni natychmiast się buntują – nie chcą obcych o nieustalonym kolorze skóry, o „różnej puli genetycznej” (prawa autorskie Olga Tokarczuk), by błąkali się w okolicach ich żon, córek i wnuczek. Sam nie wiem dlaczego.

W kwietniu 2022 r. premier Tusk mówił, że chciałby, aby „w Warszawie był Paryż”.  Słońce ty nasze – wypluj te słowa! 

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Ostatni sondaż CBOS, czyli zamarznięte piekło i kołczan strzał!

Piekło zamarzło. Według ostatniego sondażu CBOS Nowa Lewica Włodzimierza...

Na tropie polskiego „Szakala”!

Kto nie oglądał filmu „Szakal”? Zapewne niewielu. Dla tych,...

Krakowska lekcja dla prawicy. Dość politycznego samozadowolenia!

W Krakowie wydarzyło się coś, co powinno otrzeźwić prawicę....

Nie każda racja jest racją!

„Nie głosili (działacze Komitetu Obrony Demokracji – przyp. red.),...