Linie frontu! Bój to będzie (ich) ostatni!

Date:

Trudno się oprzeć wrażeniu, że w Polsce toczy się „wojna”, ale kto z kim walczy i o co? Gdzie przebiega „linia frontu”? Są dwie linie.

Pierwsza linia – to stary podział, „ideowy”, na prawicę i lewicę. Kiedyś (w XIX wieku) podział był wyraźny, „wyostrzony ideologicznie”, dziś jest trudny do jednoznacznego przypisania do segmentów społecznych: biedni-bogaci, zróżnicowani pod względem wykształcenia, wieku (młodzi-starzy), płci (dwóch plus „odmiany”), miejsca zamieszkania (wieś-miasto), profesji (praca fizyczna-umysłowa)… To podział związany z formacją „elit” i „demosu”, podział statusowy, stanowy, „klasowy”, warstwowy, warunkujący zróżnicowanie szans dostępu do dóbr rzadkich (bogactwa, władzy i prestiżu…). To podział podlegający aksjologicznej interpretacji w kategoriach „sprawiedliwości”, stylów życia, szans na szczęście… To jest polityka… od czasów prehistorycznych! Spór o hierarchię (i dystrybucję) i więź (i solidarność). O to, co można ogólnie określić jako „wspólny los”…

Druga linia – to podział wynikający z dziedzictwa historii najnowszej (po 1945). Z podziału na tych, którzy odczuwają więź ze wspólnotą i jej historią (pamięcią), z jej dziedzictwem kulturowym, identyfikujący się z symbolami i ideą suwerennego państwa. To tych ludzi nazywamy (staroświecko) patriotami. To dla nich słowa poety „Kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz – Polskę” (tak, tak to poeta lewicy!, a można byłoby przywołać wielu innych) – nie wymagają tłumaczenia: a kto, a skąd, a czy warto, a czy muszę, a co będę z tego miał… To patrioci. A kto stoi naprzeciw?

Okupanci (ich antenaci, ich przyjaciele i wspólnicy, ich następcy, których pozostawią po sobie). To ci, którzy służą obcym interesom. Dlaczego? Bo „zewnętrzne wsparcie” (z Moskwy lub z Brukseli) jest zgodne z ich osobistymi, indywidualnymi i grupowymi interesami. Dla okupantów historia, tradycja, kultura jest czymś groźnym, gdyż jest świadectwem podłości ich przodków – zamknąć lub spalić archiwa! Nie pytać skąd się wziąłeś, jak legitymizujesz swe roszczenia do „szacunku”. Ograniczyć wiedzę (edukację) i świadomość do frazesów i uniwersalistycznych banałów, podkreślać w historii fakty plugawe, żeby na ich tle nie wyglądać plugawie. Zacierać, ośmieszać i wyszydzać identyfikację ze wspólnotą, żeby identyfikacja z Europą lub „ludzkością” była równie wartościowa!

Podziały lewica-prawica i patrioci-okupanci nie są tożsame! Można być „lewicowym patriotą” i „prawicowym zdrajcą”! Polityka musi się liczyć z tą klasyczną linią podziału – interesami, które ją motywują i wartościami, które ją legitymizują. W końcu decyzje zbiorowe trzeba jakoś podjąć. Ustalić „reguły gry”. Życie we wspólnocie nie jest i nie musi być „idylliczną sielanką”. Musimy się spierać o… wszystko! O wysokość podatków, zdrowie, wolność, równość… o wszystko czego mamy mniej niżbyśmy chcieli mieć. Ale status okupantów nie jest związany z tą logiką dyskursu politycznego. Okupant nie „dyskutuje” z podbitym, ze sługą. Status okupanta wymaga odwoływania się do przemocy, aby ów układ „dominacji” zachować. Przemocy fizycznej (pałowanie i areszt, więzienie, obóz „reedukacyjny”), i… symbolicznej, w której oponenci okupantów (patrioci) są populistami, zacofanymi prymitywami kulturowymi, prowincjuszami, a dawnej „bandytami”, których należało (w imię postępu!) złapać i zlikwidować, są „radykalnymi nacjonalistami”, ludźmi niegodnymi dostępu do „sfery publicznej”, mediów, ludźmi którymi „człowiek oświecony” musi pogardzać i wykluczyć z „dobrego towarzystwa”. Ta pogarda jest imperatywem „moralnym”, który pozwala usprawiedliwić każdą podłość! Mentalność „okupanta” musi w ostatecznej instancji (że posłużę się „dialektycznym frazesem”) oprzeć się na policyjnej pale. Powód jest prosty. Okupant nie jest akceptowalny i on o tym wie, kim jest. I dlatego musi zrobić wszystko, by zmusić „poddanych” do milczenia, zastraszyć ich i onieśmielić.

Polityka, napięcia społeczne i konflikty, stare i nowe „krzywdy” na lini lewica-prawica nigdy nie znikną, zmienią swą formę, świat się zmienia! Zmienia się nasza wrażliwość, standardy ocen. Możemy się spierać o to, w jakich dziedzinach i na jakich zasadach „ograniczyć” suwerenność i przekazać ją instytucjom ponadnarodowym (UE).

Ale nie jesteśmy skazani na to, by tolerować okupantów. I, II i III generacji.

„Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata
Przed ciosem niechaj tyran drży…
Bój to (ich) będzie ostatni…”

Amen…

prof. Jan Poleszczuk
prof. Jan Poleszczuk
z uniwersytetu w Białymstoku jan.poleszczuk@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Dwór Tuska: emerytalny parasol nad „sztuką specjalnej troski”. Obieranie ziemniaka jako zawód szczególnego ryzyka

Ministerstwo pod parasolem „kultury” szykuje kieszonkowe na starość dla artystów. Zapłaci hydraulik, kasjerka i kierowca. Kto tu jest elitą, a kto sponsorem? Oto rachunek za Dwór Tuska.

Zielony Ład w zderzeniu z twardą matematyką. Najdroższe 0,07% w historii naszej gospodarki

Europa dusi swój przemysł, walcząc o ułamek procenta w skali globu. Czysta matematyka demaskuje, co realnie zmienia Zielony Ład i dlaczego płacimy za to tak wysoką cenę w rachunkach za energię.

Objawienie na tle F-35. Jak sceptyk Kosiniak -Kamysz nagle pokochał „amerykańskie zabawki”

Wczoraj drwił z wydatków na armię, dziś Kosiniak-Kamysz pręży pierś na tle myśliwców F-35 niczym Top Gun. Polityczna amnezja zmienia sceptyka w największego orędownika wojska.

Wycieczka krajoznawcza po ruinach praworządności. Jak sędziowie zrobili z Trybunału Konstytucyjnego wiejską świetlicę

Gdy sędziowie idą na wycieczkę, Trybunał Konstytucyjny staje się świetlicą. Śmieszność to dziś główna metoda zarządzania państwem, które coraz bardziej przypomina puste prosektorium.