Jak powszechnie wiadomo, koalicja rządowa składa się z: lewicy silnie dotkniętej na zdolnościach umysłowych, Koalicji Obywatelskiej, o której można dosłownie wszystko powiedzieć, tylko nie to, że trzyma się faktów, wielkomiejskich ludowców, którzy krowę widzieli na opakowaniu czekolady, oraz Polski 2050 – partii (chyba) o profilu centrowym, cokolwiek to znaczy.
Ale w tej koalicji nic nie trzyma się – za przeproszeniem – kupy… i jedynym realnym spoiwem tej koalicji jest strach przed utratą fruktów — idei, planu i zdrowego rozsądku próżno tam szukać. Do rzeczy.
Obserwując emocjonalne wzmożenie w koalicji, widać, że w kuluarach prowadzone są rozmowy o wprowadzeniu podatku katastralnego od trzeciego i każdego kolejnego posiadanego mieszkania. „Nie bójmy się katastru” – apeluje Pełczyńska-Nałęcz, ministra w rządzie Tuska oraz liderka Polski 2050, podkreślając, że podatek miałby objąć mniej niż 1 proc. obywateli. Chodzi wyłącznie o osoby inwestujące w nieruchomości z czysto spekulacyjnych pobudek. Minister zaznacza, że z opodatkowania wyłączone byłyby mieszkania kupowane z myślą o dzieciach – czyli formy oszczędzania w ramach rodziny. „Chcemy opodatkować nadwyżkę, a nie odpowiedzialność” – wyjaśnia Pełczyńska-Nałęcz, która chyba bardziej pasuje do komunizującej partii Razem.
Po pierwsze, ja się nie boję, bo zwyczajnie nie mam tylu mieszkań – państwo nie stworzyło sprzyjających warunków, bym mógł godnie zarobić i kupić sobie tyle mieszkań, ile chciałbym. Po drugie – jeżeli kupiłbym mieszkania zgodnie z obowiązującym prawem, to nic państwu do tego, czy kupiłem je „w celach spekulacyjnych”, czy też w celach wizualnych – chcę sobie na nie popatrzeć raz w miesiącu.
Łukasz Kołak, nasz nieodżałowanej pamięci redakcyjny kolega, miał zwyczaj mówić, że:
„NICZYJE ZDROWIE, WOLNOŚĆ ANI MIENIE NIE SĄ BEZPIECZNE, KIEDY OBRADUJE PARLAMENT”.
Święta prawda! Oni nawet nie muszą obradować — oni w przerwach pomiędzy obradami również knują po kątach. W XX w. przez Polskę przetoczyły się dwie wojny światowe, później (na 45 lat) dopadł nas komunizm. Jeszcze wcześniej były zabory, konfiskaty majątku np. powstańców… Wszystko to sprawiło, że Polacy zostali pozbawieni swej majętności. Kolejne pokolenia na nowo musiały odbudowywać podstawy swojej egzystencji, często zaczynając od ZERA.
A teraz przychodzą jacyś politycy, wcale nie obcy, i mówią nam, że należy dokręcić śrubę… oczywiście w imię „sprawiedliwości”, której sami nigdy na oczy nie widzieli, bo od dekad żyją z publicznych groszy. Po ruinach historii chcą urządzić nam jeszcze ruinę systemową — już nie obcym bagnetem i nahajką, lecz krajowym prawem, z uśmiechem i moralnym pouczeniem o bliżej niesprecyzowanej „sprawiedliwości”.
Szanowna Pani (do minister Nałęcz), a nie lepiej podejść do tego uczciwie, po prostu uczciwie. Ogłosić, że kto od 2030 r. kupi trzecie mieszkanie, będzie płacił podatek katastralny, tak by inwestujący wiedzieli, na co się piszą! Po co zastawiać na Polaków „wilcze doły”?
Oczywiście – o czym jestem głęboko przekonany – ludzie wyprowadzą swój kapitał w inne, bardziej bezpieczne miejsce. Ale wam nie o to chyba chodzi… bo przecież chodzi o coś znacznie „szlachetniejszego”: żeby pieniądze nie uciekły za granicę, tylko zostały w kraju — najlepiej w budżecie, a potem cudownie wyparowały w przepastnej dziurze budżetowej. Wilcze doły są po prostu tańsze niż uczciwość i, co tu kryć, dużo bardziej w waszym stylu.
Alexis de Tocqueville, minister spraw zagranicznych II Republiki, raczył mówić, że:
„NIE MA TAKIEGO OKRUCIEŃSTWA ANI TAKIEJ NIEGODZIWOŚCI, KTÓREJ NIE POPEŁNIŁBY SKĄDINĄD ŁAGODNY I LIBERALNY RZĄD, KIEDY ZABRAKNIE MU PIENIĘDZY”.
A nasz rząd ani liberalny, ani też łagodny…






