„Głupota jest groźniejszym wrogiem dobra niż zło” – Dietrich Bonhoeffer
Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą do „pełnego uznania trans kobiet jako kobiet” w ramach polityki równości. Dokument przedstawiany jest jako krok w stronę postępu i ochrony przed przemocą. W rzeczywistości jest to kolejny etap procesu, w którym polityczna poprawność zaczyna dominować nad faktami.
Odrzucono poprawkę stwierdzającą oczywistość: że tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę i urodzić dziecko. Jeszcze kilka lat temu takie zdanie nie budziłoby żadnych emocji. Dziś staje się politycznym problemem. Nie dlatego, że przestało być prawdziwe, lecz dlatego, że prawda przestała być wygodna. Jeśli instytucje publiczne zaczynają unikać elementarnych faktów biologii, to nie jest to przejaw wrażliwości. To sygnał, że debata została podporządkowana ideologii. A ideologia, która wymaga od społeczeństwa rezygnacji z precyzyjnego języka, zawsze prędzej czy później zaczyna wpływać na prawo, edukację i bezpieczeństwo.
I nie oszukujmy się: to nie jest odosobniony przypadek. Ten „europejski obłęd” rozlewa się jak trucizna. Weźmy sport – kobiety, które trenowały latami, by walczyć o medale, nagle przegrywają z biologicznymi mężczyznami, którzy „zidentyfikowali się” jako kobiety. Lia Thomas, pływaczka-trans, która zgarnęła tytuły NCAA, podczas gdy prawdziwe sportsmenki gryzą kurz. Albo szwedzka lekkoatletka, która straciła szansę na olimpiadę przez podobny absurd. A w więzieniach? Trans kobiety – czyli mężczyźni z historią przemocy – trafiają do cel z delikatnymi, przerażonymi kobietami, co kończy się… zgwałceniami. Tak, to dzieje się naprawdę, a lewicowi aktywiści klaszczą, bo „inkluzywność”. Gdzie tu ochrona przed przemocą, o której pieje PE?
W Wielkiej Brytanii premier Keir Starmer zapytany, czy stwierdzenie, że tylko kobiety mają szyjkę macicy, jest transfobiczne, odpowiedział, że „nie jest to coś, co powinno się mówić”. To symptom epoki: polityk woli zakwestionować oczywistość niż narazić się na oskarżenie o brak wrażliwości. A przecież kampanie profilaktyki raka szyjki macicy nie są polem semantycznych eksperymentów — dotyczą zdrowia i życia. Spór nie dotyczy wyłącznie języka. Obejmuje sport, gdzie pojawiają się realne pytania o równość szans. Obejmuje więziennictwo, gdzie chodzi o bezpieczeństwo osadzonych. Obejmuje edukację, gdzie dzieci uczone są, że płeć jest kategorią całkowicie płynną. To nie są marginalne kwestie. To fundamenty porządku społecznego.
Każda epoka ma swoje mody intelektualne. Niektóre z nich okazują się nieszkodliwe. Inne zostawiają po sobie chaos. Historia uczy, że gdy w imię idei zaczyna się redefiniować podstawowe pojęcia, skutki bywają poważne. Jeżeli dziś nie będziemy bronić precyzji języka i elementarnych faktów biologii, jutro możemy obudzić się w rzeczywistości, w której oczywistość stanie się aktem odwagi. Spór o definicję kobiety nie jest akademicką zabawą. To pytanie o to, czy polityka ma opierać się na rzeczywistości, czy na presji ideologicznej.
Do sprawy odniósł się Leszek Miller, były komunista, który opisując rezolucję stwierdził: „Donald Trump ostatnią nadzieją, że Zachód nie popadnie w obłęd”. Nie sądziłem, że nadejdzie taki moment, że będę cytował Leszka Millera! I co gorsza – będę się nim zgadzał. Piekło zamarzło! Trump, z całym jego chaosem i tweetami, przynajmniej mówi wprost: „Kobiety to kobiety, faceci to faceci”. Żadnych uników, żadnej cenzury za „niewłaściwe słowa”. W erze, gdy uniwersytety w USA kasują programy kobiece, bo „inkluzywne”, a szkoły uczą dzieci, że płeć to „spektrum” jak kolory tęczy, taki głos jest jak łyk świeżego powietrza. Nie chodzi o nienawiść – chodzi o prawdę. O ochronę kobiet przed byciem zmuszonym do udawania, że 2+2=5.
Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której zaleca https://t.co/utrKEzBxdB. „pełne uznanie trans kobiet jako kobiet” w ramach polityki równości płci i ochrony przed przemocą.
Parlament Europejski w rezolucji odrzucił poprawkę o treści: „tylko biologiczna kobieta może zajść w… pic.twitter.com/ZeOVlheIoj— Leszek Miller (@LeszekMiller) February 15, 2026
Z głupotą — jak uczy historia — nie negocjuje się w nieskończoność. Trzeba ją nazywać po imieniu, zanim zacznie pisać ustawy. Polexit now!




