Strzelaniny i wybuchy bombowe stały się już chyba taką samą częścią tradycji kulturowej w Szwecji jak choćby jedzenie śledzi. Nie robią tego jednak raczej potomkowie Wikingów. Szwecja jest dziewiątym krajem na świecie pod względem nasycenia legalną bronią w rękach cywilów, ale to nie ta broń jest używana w tych jatkach. Policja w Szwecji w dalszym ciągu nosi broń opcjonalnie, co w praktyce oznacza, że nie wszyscy funkcjonariusze mają ją zawsze przy sobie podczas służby. Mimo dużej liczby sztuk broni w rękach cywilów nadal trudno jest tam uzyskać prawo do jej noszenia w stanie załadowanym. Nie znaczy to, że broni nie nosi się w stanie gotowości do natychmiastowego użycia — dotyczy to jednak głównie egzemplarzy pochodzących z przemytu. Pisałem już o tym zdarzeniu, ale w innym kontekście. W zeszłym roku w Szwecji doszło do kolejnej strzelaniny. Tym razem pobity został rekord wieku podejrzanego — wykonawcą był 12-latek. Do zdarzenia doszło 12 grudnia 2025 roku wieczorem w Malmö, w dzielnicy Oxie. Chłopiec podszedł do samochodu, w którym siedział świeżo wypuszczony z więzienia 21-latek, i oddał w jego kierunku strzały z broni palnej. W aucie przebywały także trzy inne osoby. Prawdopodobnie został wynajęty do wykonania tego „wyroku” przez gang za pośrednictwem aplikacji internetowej. Według jednej wersji został zatrzymany przez policję, według innej — sam zgłosił się i oddał w jej ręce. To również możliwe. W „szwedzkich” gangach nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Zgłoszenie się nastolatka po wykonaniu takiej akcji bywa częścią polecenia wydawanego przez szefa. Tak młody wiek osoby wynajętej do dokonania zabójstwa przez zastrzelenie to nowość — dotychczas tak młodzi byli wykorzystywani głównie do podkładania bomb i przerzutu broni.
Nieletni są wynajmowani do „mokrej roboty” z powodu łagodnego podejścia szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości do młodych sprawców przestępstw, nawet najcięższych. Osoba poniżej 15. roku życia nie może stanąć przed sądem karnym jako oskarżony. W takiej sytuacji zgłoszenie się i poddanie organom ścigania bywa opłacalne. Taki młodzieniec trafia do ośrodka opiekuńczego z rozbudowanym zapleczem infrastrukturalnym do samorealizacji i uprawiania sportu. Jest poddawany terapii i „resocjalizacji”. Nie zmusza się ich nawet do wypełniania obowiązku szkolnego; jeśli wyrażają zgodę na naukę, są za to nagradzani. Każdy ma indywidualnego nauczyciela. Dzienny koszt utrzymania jednego wychowanka wynosi około 1300 euro. Przebywają tam maksymalnie do ukończenia 21. roku życia. Całe to podejście jest wypadkową nowoczesnej koncepcji penitencjarnej, której głównym zadaniem jest coraz częściej „naprawianie” sprawców, a nie ich karanie.
Cele wykonywania kary są różne. Ma ona także funkcję odstraszającą. Nie oszukujmy się jednak — dla wielu kara jest również formą społecznego odwetu za wyrządzone krzywdy, realizowaną w majestacie prawa. Obecnie podejście to przesuwa się coraz wyraźniej w kierunku „naprawiania”. Niektórzy utytułowani kryminolodzy mówią już otwarcie, że w przypadku bestialskich mordów — jak w sprawie Mieszka R. — sprawcy również są „ofiarami” wymagającymi pomocy. W tym systemie „poprawa” zachowania w trakcie osadzenia często staje się główną przesłanką wcześniejszego zwolnienia. W praktyce oznacza to więcej pracy dla policji, ale środowisk „postępu” ten aspekt nie interesuje. Odpokutowanie win za spowodowanie ludzkiego cierpienia i licznych tragedii jest coraz rzadziej brane pod uwagę. Głównym założeniem staje się przywrócenie przestępców do głównego nurtu praworządnego społeczeństwa — jakby kiedykolwiek w nim funkcjonowali. Do tej „nowoczesnej” pedagogiki należy także przekonanie, że karanie jest całkowicie nieskuteczne, a jedyną efektywną metodą wychowawczą jest nagradzanie. Koncepcja ta coraz częściej przenoszona jest na system resocjalizacyjny, nie tylko wobec nieletnich sprawców czynów zabronionych. Konsekwencje tego podejścia dla społeczeństwa bywają tragiczne, a dla funkcjonowania policji — demotywujące. W przypadku resocjalizowanych nieletnich w Szwecji powrót do przestępczego procederu po opuszczeniu ośrodka ma sięgać nawet 95%. A przecież stosowane tam metody „naprawcze” uchodzą za najnowocześniejsze i najbardziej postępowe na świecie — zgodnie z najnowszymi osiągnięciami nauk społecznych, takich jak psychologia.
Podstawy tego współczesnego założenia pedagogicznego sięgają XVIII wieku. To Jean-Jacques Rousseau, uznawany za prekursora „nowoczesnej” pedagogiki, stworzył koncepcję, że zło w człowieku jest wyłącznie produktem negatywnego wpływu społeczeństwa, a nie cech wrodzonych. Według tej myśli każdy człowiek rodzi się dobry. Podejście to pomija jednak udowodnione naukowo genetyczne uwarunkowania niektórych destrukcyjnych zachowań. Twórca tej teorii miał czworo dzieci, które oddał do przytułku, by nie zakłócały jego stylu życia. Czy nie brzmi to zaskakująco współcześnie? W tym sensie Rousseau wyprzedzał swoją epokę o ponad 200 lat. To on również spopularyzował pojęcie „szlachetnego dzikusa”. Resocjalizacyjna wizja „stania się częścią uczciwego społeczeństwa” oznacza dla wielu z tych ludzi perspektywę pracy na magazynie przy wózku widłowym, pięć dni w tygodniu aż do emerytury. Taka wizja bywa dla nich nie do przyjęcia — także z powodów finansowych. Handel bronią z przemytu, narkotykami czy podkładanie bomb wydaje się im bardziej opłacalny i „perspektywiczny”.
Udział nastolatków w przestępstwach związanych z zabójstwami w Szwecji wywołał gorącą debatę legislacyjną. Rząd przygotowuje reformę, która ma wejść w życie 1 lipca 2026 roku. Zakłada ona możliwość orzekania kar więzienia wobec osób w wieku 13–15 lat oraz tworzenie specjalnych oddziałów penitencjarnych dla tej grupy. Reforma spotyka się z krytyką i protestami obrońców praw dzieci. Twierdzą oni, że obniżenie wieku odpowiedzialności karnej może doprowadzić do wykorzystywania jeszcze młodszych dzieci do popełniania przestępstw — i to właśnie jest, ich zdaniem, argument za wycofaniem się z tej zmiany.




