Powiem Wam, że muszę poważnie przemyśleć, na co ja w życiu wydaję pieniądze, bo wydaję je też – czasem, okresowo – na tytuły Agory, które coraz częściej zdają się pełnić funkcję satyryczną a to nie tego w ramach subskrypcji szukam.
Otóż ostatnimi czasy napatoczyłam się na tekst dotyczący Moniki Jaruzelskiej. Myślicie, że to tekst rysujący jej sylwetkę i życiorys zawodowy, wraz z ciekawymi smaczkami na temat innych aspektów jej działalności i życia? Hmmm, to źle myślicie. To tekst, który można podsumować w bardzo prosty sposób: żałość. Ten tekst to zlepek najczęściej anonimowych opinii „byłych przyjaciół” pani Moniki. Ponoć anonimowych po to, aby jej nie ranić. Jako jeden z niewielu, pod nazwiskiem, występuje tam w roli jurora jej dokonań Wielki Tuz i Autorytet Polskiego Dziennikarstwa, czyli Kuba Wojewódzki.
Otóż dowiadujemy się z tekstu, że Monika Jaruzelska „nasiąka cudzymi poglądami” (czytaj: nie myśli tak, jak my), „zbrunatniała” i mizia się z faszystami, bo być może znów chce w politykę. Te troskliwe misie, które rozmawiają z redaktor Wielowieyską na użytek tekstu są przerażone, że oto Monika Jaruzelska „stała się ikoną skrajnej prawicy” a z kontekstu jest jasne: zaprasza nie tych, co trzeba, rozmawia nie z tymi, co trzeba, mówi nie to, co trzeba, myśli nie to, co trzeba, no i jeden z jej grzechów głównych to ten, że – tu cytat – „jest sceptyczna wobec genderowych projektów, czy perspektyw zakładających mieszanie ról płci, zacieranie tożsamości płciowej.” Takie poglądy i postępowanie według troskliwych anonimowych misiów, to czyste zło i destylat z – to chyba dla wszystkich jasne – faszyzmu.
Kumacie?
Autorką tekstu jest redaktor Wielowieyska, która ubolewa, że Monika Jaruzelska nie odpowiedziała na jej maila z informacją, że powstaje na jej temat tekst. Dla mnie jest absolutnie jasne, dlaczego nie odpowiedziała. Jeśli ktoś pisze cały tekst, który sprowadza się do tego, że „nie jesteś jedną z nas, dlaczego już nie jesteś jedną z nas, dlaczego już nie śpiewasz z nami w jednym chórze, dlaczego nas zdradziłaś” i jedzie czystą prywatą z pozycji wyższościowych, troskliwych misiów, którym się w głowie nie mieści, że można nie myśleć dokładnie tego samego co oni, to nie jest kandydatem na rozmówcę i też nie chciałabym z nim mieć nic wspólnego.
Jedyne, czego tam w tym tekście zabrakło to zarzutu, że Monika Jaruzelska ma fatalny gust wnętrzarski a szkoda, bo jako jedyny byłby i słuszny, i naprawdę miałby sens. Nie oglądam Moniki Jaruzelskiej i nie jestem jej fanką. Po prostu nie mój temperament, nie moje tempo, nie moje zakres zainteresowań. Dlatego w życiu nie sądziłam, że przyjdzie mi jej bronić.
Tylko, że ten tekst – wbrew intencjom redaktor Wielowieyskiej – nie jest wcale o Monice Jaruzelskiej i ja nie potrzebuję jej bronić. Ten tekst jest o sekcie, jaką stały się polskie liberalne elity medialne i o tym, jak bardzo im peron odjechał. Tekst jest doskonałą ilustracją, skąd sukces takich wydawnictw jak Kanał Zero, czy Monika Jaruzelska właśnie. Wy po prostu, medialny mainstreamie, jesteście w swojej pysze absolutnie nie do zniesienia.
I czytałam to, i myślałam sobie o głębokiej prawdzie, jaka tkwi w powiedzeniu: „Boże, uchroń mnie od takich przyjaciół, z wrogami sama sobie poradzę.”
* tytuły pochodzą od redakcji M24




