To nie jest bunt przeciwko lewicy. To bunt przeciwko elitom centroprawicy!

Date:

Z prof. dr. Boštjanem Markiem Turkiem rozmawia Henryk Piec o kryzysie europejskiej chadecji, dziedzictwie rewolucji 1968 roku i ideowej przemianie Zachodu. Rozmowa dotyczy tego, dlaczego partie centroprawicowe utraciły część swojej tożsamości oraz jakie konsekwencje dla Europy niesie odejście od tradycyjnych wartości.

Czy możemy dziś mówić o paradoksie europejskiej prawicy: że część jej elit, chcąc uchodzić za nowoczesne i akceptowalne w dominujących kręgach kulturowych, pomogła stworzyć świat, w którym ich własne wartości zostały już zepchnięte na margines?

Tak, dziś możemy – i musimy – mówić o paradoksie europejskiej prawicy. Część jej elit, pragnąc uchodzić za nowoczesne i akceptowalne w dominujących kręgach kulturowych, aktywnie przyczyniła się do stworzenia świata, w którym ich własne wartości znalazły się na marginesie. Lewica w ostatnich dekadach doszła do skrajności. Jej model „rozwoju” wyczerpał się, ponieważ działał wbrew naturze człowieka i społeczeństwa. Ogromne wysiłki skierowała na podporządkowanie większości interesom mniejszości: agresywne kampanie LGBT+, uprzywilejowanie migrantów względem ludności rodzimej oraz zieloną agendę realizowaną kosztem przemysłu stanowiącego podstawę gospodarki. Wiele z tych tez nie zostało naukowo udowodnionych, a media stały się ich głównym rzecznikiem – tym samym kopiąc również własny grób. Już w 2016 roku okazało się, że ludzie przestają traktować te hasła poważnie. Pierwsze wielkie porażki przyszły dekadę temu. Hillary Clinton w starciu z Donaldem Trumpem powtarzała zużytą lewicową retorykę: prawa społeczności LGBTQ+, drogę do obywatelstwa dla nielegalnych imigrantów, porozumienie paryskie i ograniczenie emisji. Rezultat znamy. W Europie proces odchodzenia od tradycyjnej lewicy rozpoczął się już w latach 80. François Mitterrand jako jeden z pierwszych zaczął opowiadać się za liberalnymi wartościami społeczeństwa konsumpcyjnego, pozostawiając klasę robotniczą na uboczu. Kolejni politycy poszli jego śladem. Konsekwencją jest rosnące poparcie dla ugrupowań centroprawicowych i suwerenistycznych. W wyborach europejskich w 2024 roku trend ten się umocnił. Austriacka Partia Wolności osiąga bardzo wysokie wyniki, we Francji przed wyborami w 2027 roku zapowiada się polityczne przesilenie, a w Polsce doświadczenie „Solidarności” pokazuje siłę myślenia suwerennościowego – ale również to, jak szybko centroprawicowe elity pod presją oddalają się od własnych wyborców, czego przykładem jest Europejska Partia Ludowa. I tutaj pojawia się paradoks. Lewicowe środowiska poprzez agresywne narzucanie swojej agendy osłabiły również partie tradycyjnie reprezentujące wartości konserwatywne – chrześcijańsko-demokratyczne i ludowe. Presja społeczna i kulturowa w krótkim okresie przynosiła rezultaty. Profesorowie, dziennikarze i publicyści, którzy publicznie twierdzili, że istnieją tylko dwie płcie, tracili stanowiska lub byli marginalizowani. Centroprawica zaczęła się wycofywać. Niemiecka CDU od czasów Angeli Merkel coraz trudniej realizuje znaczenie własnej nazwy. Europejska Partia Ludowa (EPP) formalnie zachowała konserwatywną tożsamość, ale w praktyce przyjęła wiele ideologicznych założeń lewicy. Zamiast wyraźnego rozróżnienia wartości zwyciężyła polityka kompromisu mającego utrzymać władzę. Choć Komisją Europejską kierowała chrześcijańska demokratka Ursula von der Leyen, kluczowy obszar równości powierzono polityk socjalistycznej Helenie Dalli. W ten sposób umożliwiono, aby najbardziej radykalne elementy progresywnej agendy były realizowane pod patronatem ugrupowania, które historycznie odwoływało się do chrześcijańskiej demokracji. Najbardziej symbolicznym przykładem były wytyczne dotyczące komunikacji inkluzywnej z końca 2021 roku. Dokument przygotowany w gabinecie Heleny Dalli i wydany pod auspicjami Komisji kierowanej przez von der Leyen sugerował urzędnikom unikanie słowa „Boże Narodzenie” oraz imion Maria i Jan, ponieważ miały one nie być wystarczająco inkluzywne. Nie był to zwykły biurokratyczny błąd, lecz próba przesunięcia granic tego, co uznaje się za dopuszczalne. Partia przedstawiająca się jako obrończyni chrześcijańskiej cywilizacji pozwoliła na powstanie dokumentu, który podważał fundamenty europejskiej tożsamości. Dlatego obecne przemiany nie są wyłącznie buntem przeciwko lewicy. Są również sprzeciwem wobec centroprawicowych elit, które przez lata dostosowywały się do lewicowych ram i pomagały je utrwalać. Pierwotnej tożsamości europejskiej chadecji coraz częściej nie reprezentuje już Europejska Partia Ludowa, lecz ugrupowania suwerenistyczne. To one coraz częściej odwołują się do zasad, na których po wojnie budowano europejską wspólnotę: szacunku dla państw narodowych, chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego, demokratycznej legitymacji i zasady pomocniczości. Charles de Gaulle rozumiał Europejską Wspólnotę Gospodarczą jako wspólnotę współpracujących narodów, a nie jako przyszłe superpaństwo. W 1966 roku wycofał Francję ze zintegrowanej struktury wojskowej NATO, ponieważ uważał, że państwo musi zachować kontrolę nad własnym bezpieczeństwem. Nikt nie uważał go wówczas za radykała. Dziś jest uznawany za jednego z największych europejskich mężów stanu. Dlatego określenie „skrajna prawica” wobec wielu ruchów suwerennościowych często pełni funkcję politycznej pałki, a nie rzetelnej analizy. Sama idea suwerenności nie może być uznawana za ekstremizm. Podobną wizję reprezentowali Jan Paweł II, Helmut Kohl i Ronald Reagan. Wizyta papieża w Polsce w 1979 roku oraz jego wsparcie dla „Solidarności” wzmocniły przekonanie, że naród nie jest jedynie jednostką administracyjną, lecz wspólnotą posiadającą własną godność. Kohl rozumiał zjednoczenie Niemiec jako prawo narodu realizowane w ramach Europy współpracujących państw. Reagan sprzeciwiał się systemom, które podejmują decyzje za ludzi i narody. Ich wspólnym punktem było przekonanie, że wolność opiera się na odpowiedzialności konkretnych wspólnot, a nie na ponadnarodowych strukturach ideologicznych. Dzisiejszy spór nie jest więc wyłącznie konfliktem między lewicą a prawicą. Jest pytaniem, czy Europa pozostanie wspólnotą suwerennych narodów, czy też stanie się strukturą, w której demokratyczne decyzje coraz bardziej oddalają się od obywateli. Brukselski globalizm ostatecznie się załamie, ponieważ pozostaje w sprzeczności z ludzką naturą – podobnie jak wcześniej upadły nazizm, faszyzm i komunizm, które również dążyły do ustanowienia systemów o uniwersalnych ambicjach. Jednak szkody, które wyrządziły, były katastrofalne. Im szybciej zostanie przywrócona równowaga, tym mniejsze będą konsekwencje obecnych błędów. Paradoks europejskiej prawicy jest więc jasny: pragnąc nowoczesności i akceptacji, część jej elit sama pomogła stworzyć świat, w którym jej własne wartości – naród, rodzina, chrześcijańskie dziedzictwo i suwerenność – zostały zepchnięte na margines. A dziś ten sam świat zaczyna się od nich odwracać.

„Unia Europejska umrze, ponieważ ludzie już jej nie chcą. Zastąpimy ją inną Europą. Idea europejska, którą zniszczyli federaliści, odrodzi się jako Europa ludzi i narodów”. Czy podziela Pan stanowisko pani Marine Le Pen?

Tak, podzielam istotę stanowiska Marine Le Pen. Unia Europejska w obecnym kształcie znajduje się w kryzysie, ponieważ ludzie coraz bardziej się od niej oddalają. Federaliści naruszyli pierwotną ideę europejską, dlatego musi ona odrodzić się jako Europa ludzi i narodów – wspólnota suwerennych państw zakorzenionych we własnej historii, kulturze i chrześcijańskich korzeniach. Trzydzieści lat temu Rosjanie wycofywali się z Europy – pół miliona żołnierzy opuściło terytoria dawnego bloku wschodniego. Dlaczego? Ponieważ Europa była wówczas silna, dumna ze swojej tożsamości i chrześcijańskich korzeni. Dokonaliśmy historycznych i strategicznych przemian, które przyniosły korzyści wszystkim: zjednoczenie Niemiec, odzyskanie niepodległości przez Słowenię i Chorwację, rozszerzenie Unii Europejskiej na Wschód w 2004 roku oraz wzmocnienie NATO. Europa była wówczas podmiotem, a nie przedmiotem polityki. Wszystko zaczęło się rozpadać w epoce Angeli Merkel, o czym już wspominałem. Ta „pragmatyczna” polityka doprowadziła do katastrofalnych skutków: w 2014 roku Putin zaatakował Ukrainę (najpierw Krym i Donbas), a w 2015 roku nastąpił kryzys migracyjny, który zmienił strukturę demograficzną Europy. Zamiast bronić granic i chrześcijańskiej tożsamości, Europa otworzyła drzwi masowej migracji, odrzuciła własną historię i stała się słaba – uzależniona od rosyjskiego gazu, chińskich towarów i amerykańskiego bezpieczeństwa. Zachód osłabł, ponieważ lewica i liberalne elity odrzuciły chrześcijańskie wartości, rodzinę, naród i suwerenność. Dziś mamy sytuację głębokiego chaosu tożsamościowego. Współczesne trendy kulturowe i polityczne w Unii Europejskiej oznaczają radykalną zmianę sposobu rozumienia człowieka, płciowości i społeczeństwa. Decyzje instytucji europejskich, takie jak pełne uznawanie tożsamości transpłciowych czy kontrowersje wokół występów artystycznych podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 roku, są przejawem głębszego kryzysu cywilizacyjnego. Zjawiska te oddzielają seksualność i tożsamość od ich biologicznego oraz tradycyjnego kontekstu. Łączą się również z rozpowszechnieniem pornografii i kultury konsumpcyjnej, które redukują seksualność do towaru, spektaklu lub narzędzia ideologicznego. Podobnie jak w powieści George’a Orwella 1984, zagrożenie pojawia się wtedy, gdy instytucje zaczynają określać znaczenie podstawowych pojęć i samą rzeczywistość. Narzucanie nowych norm sprzecznych z naturalnym porządkiem prowadzi do utraty szacunku dla tradycyjnego rozumienia seksualności i podstawowych wartości zachodniej cywilizacji. Wstyd, intymność i szacunek wobec seksualności są kluczowe dla zachowania ludzkiej godności oraz stabilności społecznej. Gdy wartości te są podważane przez instytucje i kulturę masową, seksualność traci swój głębszy wymiar i staje się pusta, mechaniczna oraz wykorzystywana jako narzędzie ideologiczne. Unia Europejska znalazła się więc na drodze odejścia od biologicznej, kulturowej i cywilizacyjnej ciągłości opartej na komplementarności płci, miłości i intymności – co stanowi poważny problem. Jeżeli przejdziemy do istoty kryzysu europejskiego, kluczowy zwrot nastąpił wtedy, gdy niemiecka chrześcijańska demokracja przestała być rzeczywiście chrześcijańska i demokratyczna – stała się natomiast elementem globalistycznego systemu zarządzania. Do tego dochodzi poważny problem związany z manipulowaniem najważniejszym dokumentem Unii Europejskiej – Traktatem Lizbońskim. Traktat ten nie jest dziś w pełni respektowany, choć stanowi swoistą konstytucję Unii Europejskiej, jasno określającą kompetencje instytucji unijnych oraz prawa państw członkowskich. Nie zawiera on zapisów nakładających obowiązek przyjmowania określonej agendy dotyczącej LGBT, przymusowej transformacji energetycznej czy konkretnych polityk migracyjnych. Termin „LGBT” nie pojawia się w nim ani razu. Oznacza to, że kwestie te formalnie nie należą do obszarów, które Unia może narzucać państwom członkowskim bez ich zgody. Mimo to właśnie te polityki są coraz częściej forsowane poprzez różnego rodzaju inicjatywy i regulacje europejskie. Prowadzi to do sytuacji, w której decyzje przekraczające formalne kompetencje Unii próbuje się wdrażać poprzez presję polityczną i instytucjonalną. Państwa członkowskie, które zachowują suwerenność w takich dziedzinach jak polityka społeczna, energetyka czy migracja, są zmuszane do przyjmowania rozwiązań, które nie wynikają bezpośrednio z Traktatu Lizbońskiego. Taka praktyka osłabia zaufanie do systemu europejskiego i tworzy konflikt między formalnym porządkiem prawnym a rzeczywistą praktyką polityczną. Jeżeli Unia Europejska chce zachować wiarygodność i przestrzegać zasady praworządności, musi respektować granice swoich kompetencji określone w traktatach. Nie może zmuszać państw członkowskich do działań, które nie są ich obowiązkiem. Nie wszystko jednak wygląda pesymistycznie. Od wyborów europejskich w 2024 roku obserwujemy pozytywne zmiany – wzrost znaczenia centroprawicy i ugrupowań konserwatywnych. To jednak nadal za mało. Stabilność powróci dopiero wtedy, gdy Europa powróci do swoich korzeni: silnych państw narodowych, chrześcijańskiej tożsamości, skutecznej kontroli granic oraz realistycznej polityki siły, a nie iluzji „multikulturowego raju”. Krótko mówiąc – do zasad, które dziś próbuje realizować administracja Stanów Zjednoczonych pod przywództwem Donalda Trumpa.

Jaka jest dziś rola Kościoła katolickiego w Europie, w której wielu świeckich, publicznie deklarujących się jako jego wierni, faktycznie porzuciło ideały, które inspirowały ich politycznych ojców i dziadków?

Rola Kościoła katolickiego w Europie pozostaje kluczowa, ale tylko wtedy, gdy pozostaje on wierny swojej misji: obronie człowieka w jego pełni, rodziny jako podstawowej komórki społecznej, narodu jako wspólnoty ukształtowanej historycznie oraz transcendencji jako jedynego trwałego źródła sensu. Dziś widzimy, że wielu świeckich, którzy publicznie deklarują się jako wierzący, faktycznie porzuciło ideały, które inspirowały ich politycznych ojców i dziadków. Przyjęli język relatywizmu, inkluzji i ideologicznych nowinek, które pozostają w bezpośrednim konflikcie z chrześcijańską antropologią. Zaakceptowali przekonanie, że człowiek jest przede wszystkim produktem środowiska społecznego, że tradycyjne więzi są przeszkodą, że moralność należy dostosowywać do każdej nowej mniejszości, a wiara jest sprawą prywatną, która nie powinna wpływać na przestrzeń publiczną. Tym samym stali się częścią tego samego procesu rozkładu, który rozpoczął się wraz z rewolucją 1968 roku i dziś jest kontynuowany pod nazwą wokizmu. Kościół musi ponownie jasno przypomnieć, że człowiek nie jest produktem środowiska ani konsumpcji, lecz osobą skierowaną ku wieczności. Że rodzina, naród i kultura są jego podstawowymi schronieniami – jedynym prawdziwym antidotum na cywilizacyjne błędy. Że autorytet jest konieczny nie po to, aby uciskać, lecz aby prowadzić ku dobru. Kardynał Robert Sarah dostrzega to z wyjątkową jasnością: Zachód umiera, ponieważ utracił swoją duszę. Po 1968 roku ludzie stali się coraz mniej religijni. Marks nauczał, że religia jest „opium dla ludu”. Przed 1968 rokiem we Francji – najstarszej córce Kościoła – było około 40–45 tysięcy księży i zaledwie kilka tysięcy psychiatrów. Dziś, u szczytu nowoczesności, rozwoju technologii i u progu epoki sztucznej inteligencji, liczba duchownych spadła do około 12–14 tysięcy, podczas gdy liczba psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów i innych specjalistów zdrowia psychicznego wzrosła do kilkudziesięciu tysięcy. We Francji każdego roku sprzedaje się około 65 milionów opakowań leków psychotropowych. Jeden na czterech Belgów w 2022 roku przyjmował środki uspokajające. Postęp? Szczęście? I dalej: podczas pandemii COVID-19 po raz pierwszy w historii doszło do sytuacji, w której wzrosła liczba problemów psychicznych oraz samobójstw. We wszystkich wcześniejszych katastrofach – epidemiach, klęskach żywiołowych czy wojnach – liczba samobójstw zawsze spadała, ponieważ człowiek zagrożony zewnętrznie mobilizuje się, zwraca do wewnątrz i walczy o przetrwanie. Tym razem logika się odwróciła. Przyczyna jest uniwersalna: dawniej między człowiekiem a otchłanią stały podstawowe schronienia – cywilizacja zakorzeniona w metafizycznej transcendencji osoby ludzkiej. Człowiek posiadał niepodważalną tożsamość kulturową i był częścią większego projektu, który nadawał jego życiu szerszy sens. Życie nie było chwilową przygodą, lecz logiczną opowieścią opartą na znaczeniu – również tym pisanym wielką literą. Te schronienia zniknęły. Sztuczna inteligencja jest najbardziej nieprzewidywalnym czynnikiem, jaki pojawił się w historii. Zniszczy dziesiątki milionów miejsc pracy (w tłumaczeniach, prawie, medycynie, sztuce, przemyśle i wielu innych dziedzinach). To dopiero pierwszy etap. Gdy roboty zaprogramowane przez sztuczną inteligencję przejmą również mniej kwalifikowane zawody – od sprzątaczy po murarzy – człowiek może stać się zbędny. Maszyna zajmie jego miejsce i sama stanie się „bogiem”. Bunt pierwszych rodziców (Adama i Ewy) zakończy się całkowitym usunięciem człowieka ze sceny historii. Wtedy zrozumiemy, że sami sprowadziliśmy na siebie nieprzewidywalność czasów ostatecznych. Usunęliśmy z centrum cywilizacji Boga, który był jej fundamentem, a teraz płacimy za to cenę. Dlatego Kościół będzie musiał powrócić do społecznej nauki Jacques’a Maritaina, wielkiego francuskiego filozofa XX wieku. Szczególnie powinien zwrócić się ku jego koncepcji integralnego humanizmu. Maritain w książce „Humanisme intégral” bronił chrześcijańskiego personalizmu: człowiek nie jest ani izolowaną jednostką mieszczańskiego indywidualizmu, ani elementem kolektywu, lecz osobą posiadającą transcendentną godność i powołaną do dobra wspólnego. Integralny humanizm oznacza, że rzeczywistość doczesna i duchowa nie mogą być od siebie oddzielone – polityka, gospodarka i kultura powinny być inspirowane chrześcijańską antropologią, nie oznacza to jednak rządów Kościoła, lecz zachowanie przez społeczeństwo duchowych korzeni. Maritain sprzeciwiał się zarówno burżuazyjnemu indywidualizmowi, jak i totalitarnemu kolektywizmowi. Proponował świecki porządek społeczny wewnętrznie inspirowany wartościami chrześcijańskimi: godnością osoby, rodziną, narodem i dobrem wspólnym. Ta nauka była zgodna z realistycznym humanizmem Charles’a de Gaulle’a. Dziś, gdy wielu świeckich oraz część hierarchii przyjęło język rewolucji 1968 roku, powrót do integralnego humanizmu Maritaina staje się koniecznością. Tylko w ten sposób Kościół może ponownie stać się solą i światłem. Tylko w ten sposób może bronić człowieka przed redukcją do roli konsumenta albo ideologicznego konstruktu. Tylko w ten sposób może przypominać, że musimy powrócić na skrzyżowania, na których się zagubiliśmy, i ponownie odkryć transcendentalną wizję ludzkiego istnienia. Gdy ta wizja powróci do cywilizacji, cywilizacja ponownie odnajdzie równowagę. Bez niej nawet wiara stanie się jedynie kolejnym prywatnym wyborem w społeczeństwie konsumpcyjnym. Europa potrzebuje Kościoła, który nie płynie z nurtem, lecz wskazuje drogę, od której się oddaliliśmy. Potrzebuje również świeckich, którzy będą głosić ideały Maritaina: godność osoby ludzkiej, dobro wspólne i transcendencję. Europa narodów i ludów nie jest nostalgiczną fantazją. Jest jedyną realistyczną drogą, aby kontynent ponownie stanął na nogi – zanim szkody okażą się nieodwracalne.

Dziękuję za rozmowę. 

Prof. dr Boštjan Marko Turk (ur. 1 lutego 1967 r. w Lublanie) jest słoweńskim literaturoznawcą, profesorem literatury francuskiej na Uniwersytecie w Lublanie, autorem publikacji naukowych, eseistą i komentatorem życia publicznego. Doktorat z literatury francuskiej uzyskał na Université Paris-Sorbonne (Paris IV), gdzie prowadził badania nad twórczością Paula Claudela. Jego zainteresowania naukowe obejmują literaturę francuską i słoweńską, historię idei, filozofię kultury oraz związki literatury z przemianami społecznymi i politycznymi Europy Środkowej. Jest autorem licznych monografii, artykułów naukowych i esejów publikowanych w językach słoweńskim, francuskim i innych językach europejskich. Prof. Turk współpracował z wieloma europejskimi ośrodkami akademickimi, m.in. we Francji, Czechach, Słowacji, Polsce i Chorwacji. Jest członkiem Europejskiej Akademii Nauk, Sztuk i Literatury w Paryżu oraz Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk w Salzburgu. Jego dorobek łączy badania literackie z refleksją nad kulturą, historią idei i współczesnymi wyzwaniami cywilizacyjnymi Europy.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Konserwatyści tylko protestują? Rytuał nie ocali cywilizacji

Z prof. dr. Boštjanem Markiem Turkiem rozmawia Henryk Piec...

Konserwatywne samobójstwo. Jak europejska prawica oddała duszę i przyspieszyła rozkład Zachodu

Europejska chadecja porzuciła swoją tożsamość w obawie przed lewicową presją. Prof. Boštjan Turk ujawnia, jak rewolucja 1968 zrodziła wokizm i zapoczątkowała nieodwracalny rozkład Zachodu.

Prawda nie zależy od oklasków!

Z arcybiskupem Georgiem Gänsweinem, wieloletnim osobistym sekretarzem papieża Benedykta...