Twarda polityka czy polityczna brawura? Problem z językiem prezydenta.

Date:

Przyznam, że nawet słynne zapowiedzi Szymona Hołowni o „wdeptywaniu Putina w ziemię” brzmiały przy tym jak pokaz dyplomatycznej subtelności. Nie głosowałem na Karola Nawrockiego. W pierwszej turze oddałem głos na Grzegorza Brauna, a w drugiej nie poszedłem do urny.
Nie znałem tego człowieka. Został wyciągnięty z politycznego kapelusza, podobnie jak kiedyś Andrzej Duda, a ja nigdy nie ufałem kandydatom, którzy pojawiają się nagle niczym bohater ostatniego odcinka serialu, którego nikt wcześniej nie oglądał.
I oto, po roku prezydentury, słyszę prezydenta Rzeczypospolitej, który mówi językiem bardziej przypominającym stadionową przyśpiewkę niż wystąpienie głowy państwa. Polityka zagraniczna to nie konkurs na najostrzejszy slogan. Rosja może być przeciwnikiem, może być zagrożeniem, ale wytrawny polityk rozumie, że istnieje różnica między chłodną analizą strategiczną a publicznym nawoływaniem do przemocy. Zwłaszcza gdy przemawia w imieniu prawie czterdziestu milionów obywateli.
Nie życzę sobie, aby ktokolwiek mówił w moim imieniu, że „tam, gdzie bije się Moskala, tam Polska pomaga”. Polska nie jest stroną tej wojny i polskim interesem powinno być przede wszystkim bezpieczeństwo Polaków, a nie geopolityczne uniesienia pisane przez doradców, którzy najwyraźniej pomylili Pałac Prezydencki z internetowym forum. Największy problem tego przemówienia nie polega nawet na jego ostrości. Problem polega na braku wyobraźni. Wytrawny polityk wie, że słowa wypowiedziane dziś mogą wrócić za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Wie, że Rosja nie zniknie z mapy tylko dlatego, że ktoś wygłosił płomienne przemówienie na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego.
Dyplomacja polega na tym, by mówić twardo, ale mądrze. By wzmacniać własne państwo, a nie niepotrzebnie dolewać oliwy do ognia. Nie wiem, kto napisał prezydentowi ten fragment przemówienia. Wiem tylko jedno: jeśli to miał być pokaz politycznej dojrzałości, to wyszedł raczej pokaz politycznej brawury. Państwa nie prowadzi się emocjami, okrzykami i wojenną retoryką. Państwa prowadzi się rozsądkiem. A rozsądek czasem polega właśnie na tym, żeby nie powiedzieć wszystkiego, co podpowiadają emocje.

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Robert Frost, poeta: „Dobry płot czyni dobrych sąsiadów.”

Kryzys migracyjny w Hiszpanii stał się jednym z najważniejszych...

Zginęła Polka. Zamiast o terroryście – debata o „mowie nienawiści”

Po krwawym zamachu islamistycznym podczas tzw. Parady Równości w...

Czy lewica ogarnia otaczającą rzeczywistość?

Tragedia staje się niewygodna, gdy sprawca nie pasuje do z góry założonej tezy. Dlaczego europejska polityka migracyjna wciąż opiera się na wypieraniu faktów? Czas przestać ignorować ostrzeżenia.

Czas nie jest alibi dla mordercy. Przełom po 15 latach w sprawie Izy Strzałkowskiej

15 lat bezsilności, milczące Archiwum X i jeden ślad biologiczny. Genealogia genetyczna rozbija mur milczenia w jednej z najgłośniejszych zbrodni na Pomorzu.