Dożynki pod specjalnym nadzorem…służb Donalda!

Date:

Jest taki moment w życiu każdego państwa, kiedy to obywatel zaczyna podejrzewać, że państwo jednak go kocha i szanuje. Nie jest to moment wręczania odznaczeń ani przemówienie premiera o kolejnym sukcesie, który rysuje się na horyzoncie. To chwila, kiedy państwowy funkcjonariusz pojawia się tam, gdzie obywatel najmniej się go spodziewa. Na przykład na dożynkach.

Ludzie żyjący z ziemi przyjechali podziękować za plony. Jeden przywiózł nocą pieczony sernik. Jeszcze inny kiełbasę własnego wyrobu. Panie z koła gospodyń wiejskich zrobiły ciasto, żeby było jak u mamy, a nie jak na CPN. Ktoś przyniósł kiszone ogórki, bez których wódeczka zwyczajnie nie wchodzi. Ktoś inny oscypek, choć akurat z Małopolski powinien przynieść coś bardziej lokalnego, ale nie czepiajmy się, bo od czepiania jest rzep psiego ogona.

I wtedy pojawia się skarbówka. Okazało się bowiem, że dożynki mogą być miejscem, w którym państwo dostrzega zagrożenie dla swoich finansów. Nie jakiś wielki przemyt, nie karuzelę VAT, nie międzynarodową mafię paliwową. Ot, po prostu stoisko koła gospodyń wiejskich…

To jest właśnie całe piękno państwa Donalda Tuska.

Dawniej człowiek bał się najazdu Szwedów. Potem, że wejdą czerwoni Moskale. W czasach PRL-u wiadomo było, że może przyjść milicja z psem Cywilem. Dzisiaj – w państwie Donalda Tuska – człowiek piecze sernik i zastanawia się, czy nie przyjdzie ktoś z kontrolą kasy fiskalnej. Znaczy się jest postęp. I to jaki!

W Przegini wystawiono trzy mandaty: 600, 1000 i 1500 złotych. W Bukowskiej Woli suma kar wyniosła 7500 zł. Jednym słowem: plony zostały zebrane, a teraz można było zebrać mandaty. Krajowa Administracja Skarbowa tłumaczy, że kontrole wynikają z analizy ryzyka oraz sygnałów o możliwych nieprawidłowościach. Niezbyt to pocieszające, zwłaszcza dla tych, których szczęśliwie mandatami obdarowano.

Bo gdyby kontroler przyszedł na dożynki przypadkiem, moglibyśmy pomyśleć, że to… przypadek. Ale skoro przyszedł wskutek analizy ryzyka, sprawa wygląda znacznie poważniej.  Ktoś gdzieś usiadł. Otworzył komputer. Popatrzył. Przeanalizował. I powiedział: Mam to! Koło Gospodyń Wiejskich, które od PiS-u przyjmowały garnki – bierz pies Cywil, bierz!

W normalnym państwie takie zdanie mogłoby zabrzmieć jak początek kiepskiego dowcipu. W państwie Donalda Tuska jest to najwyraźniej początek dogłębnej czynności służbowej. Trzeba przyznać, że administracja skarbowa ma tu argument nie do zbicia: prawo – chociaż nie wiem jak głupie – jest prawem. Jeżeli ktoś ma obowiązek ewidencjonowania sprzedaży, powinien go przestrzegać. Kasa fiskalna nie staje się nieważna tylko dlatego, że obok stoi wieniec dożynkowy, a sprzedająca ma fartuch z napisem „Koło Gospodyń Wiejskich”.

To prawda!

Ale jest też druga prawda, mniej księgowa. Państwo może egzekwować każdy przepis z jednakowym zapałem. Tylko potem nie powinno być szczególnie zdziwione, kiedy obywatele zaczną z równym zapałem omijać wszystko, co pachnie społeczną aktywnością. Bo jeśli udział w dożynkach zaczyna przypominać udział w przetargu publicznym, to pewnego dnia ktoś powie: „Po co mi kłopot, niech piecze Donald”.

Najbardziej interesujący w całej historii jest zresztą argument, że kontrolerzy „wykonywali obowiązujące przepisy”. Oczywiście. Kontrolerzy właśnie od tego są. Urzędnik nie musi być złym człowiekiem, żeby jego działanie wywołało zły efekt. Wystarczy, że będzie bardzo dobrym urzędnikiem w systemie, który potrafi zauważyć brak paragonu szybciej niż brak sensu. I tu dochodzimy do sprawy najważniejszej.

Wójt zapłacił mandat za panie z KGW z własnych pieniędzy. Można powiedzieć: gest szlachetny. Można też powiedzieć: piękna ilustracja sytuacji, w której państwo pobiera karę od ludzi działających społecznie, a samorządowiec próbuje potem z własnej kieszeni odkleić im plaster. Tymczasem urzędnik wraca do urzędu: Ryzyko zidentyfikowane. Nieprawidłowość ujawniona. Państwo zwyciężyło. Skarb państwa wzbogacił się o kilka tysięcy złotych. Polska administracja może odetchnąć. Sukces goni sukces, jak wtedy, gdy w Gdańsku urzędnicy skarbowi nałożyli karę (po przeprowadzeniu zakupu testowego) 2,5 tys. PLN. Za błędne naliczanie stawki vat do sprzedanej pizzy. No, ale jak premier chce budować stację kosmiczną, to skądś te pieniądze muszą być!

Aha i jeszcze tylko trzeba dopilnować, żeby w przyszłym roku nikt nie sprzedał za dużo ciasta bez odpowiedniej dokumentacji. Bo nigdy nie wiadomo, dokąd prowadzi droga od makowca. Być może do kontroli celno-skarbowej. A stamtąd już tylko krok do pytania, czy wieniec dożynkowy został prawidłowo ujęty w ewidencji środków trwałych.

Nie śmiejmy się jednak. Urzędnicy też mają swoje dożynki. Tyle że zamiast wieńca mają segregator, zamiast orkiestry – drukarkę, a zamiast tańców — tabelę w Excelu. I też ciężko pracują. Tylko jakoś człowiekowi weselej, kiedy po całym roku pracy dostaje od państwa chleb ze szmalcem. Trochę mniej, kiedy dostaje mandat za to, że podał go bez paragonu.

Alexis de Tocqueville, francuski myśliciel mawiał: „Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy”. A w budżecie państwa dziura, w której dna nie widać. Dlatego przygotujmy się, że minister Domański będzie pobierał haracz, gdzie się da i od kogo się da. Uśmiechnijcie się brygado! – jak mawiał dwugodzinny lider KO.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Kto obroni polskich marynarzy? Bez marynarzy nie będzie polskiej bandery!

Ustawa o podatku tonażowym w Senacie. Zerowy PIT tylko dla bandery PL/UE uderza w 35 tys. polskich marynarzy. Bez poprawek stracimy konkurencyjność i miliard euro rocznie. Czy zawód marynarza zniknie?

Likwidacja izb morskich i odbudowa polskiej bandery, czyli o tym, jak zmienić wszystko, aby nie zmienić nic!

Nowoczesność nie zawsze wymaga burzenia fundamentów. Rząd chce przenieść rejestr okrętowy do urzędu, likwidując sprawdzone izby morskie. Czy kolejna reorganizacja naprawdę obudzi polską banderę?

Zielony Ład w zderzeniu z twardą matematyką. Najdroższe 0,07% w historii naszej gospodarki

Europa dusi swój przemysł, walcząc o ułamek procenta w skali globu. Czysta matematyka demaskuje, co realnie zmienia Zielony Ład i dlaczego płacimy za to tak wysoką cenę w rachunkach za energię.

Flota, której nie ma – problem, który jest! Gdzie znika polska bandera?

Statki polskich armatorów pływają pod obcymi banderami. Polska flota handlowa znika, a państwo traci kontrolę nad łańcuchami dostaw. To wynik lat braku strategii morskiej i cicha kapitulacja.