O rewolucji bolszewickiej, rosyjskiej duszy i cenie utopii
Są w dziejach daty, które z pozoru nie zapowiadają niczego nadzwyczajnego. Nie towarzyszą im zawsze wielkie bitwy, niebo nie rozświetla się od pożarów, a ulice nie muszą spływać krwią, aby następnego ranka świat obudził się już inny. Taką właśnie datą był 7 listopada 1917 roku. W Piotrogrodzie, pośród jesiennej szarugi i politycznego zamętu, dokonała się zmiana, której następstwa miały daleko wybiec poza granice Rosji.
Historia lubi niekiedy posługiwać się ironią. Imperium Romanowów, rozległe, dumne i przez stulecia przekonane o trwałości własnego porządku, upadło w ciągu kilku miesięcy. Na jego gruzach nie powstała jednak upragniona republika wolnych obywateli. Miejsce dawnego samodzierżawia zajęła władza, która przybrała nową nazwę, posługiwała się nową symboliką, lecz wkrótce zaczęła domagać się od człowieka posłuszeństwa na poziomie, o którym Ochrana (tajna policja carska) nawet nie marzyła.
Warto przyjrzeć się tej nocy nie tylko jako wydarzeniu militarnemu czy politycznemu. Była ona bowiem także wielkim eksperymentem na rosyjskim społeczeństwie. Eksperymentem, którego uczestnicy nie mogli przewidzieć wszystkich konsekwencji, a którego architekci nie zamierzali pytać o zgodę tych, w imieniu których występowali.
Rosja przed burzą
Kiedy w marcu 1917 roku Mikołaj II zrzekł się tronu, zakończyła się epoka dynastii, która przez ponad trzysta lat władała Rosją. Nie oznaczało to jednak, że państwo nagle odnalazło drogę ku nowoczesności. Wojna światowa wyczerpała gospodarkę, armia traciła zdolność bojową, miasta cierpiały z powodu niedostatku żywności, a wieś coraz niecierpliwiej oczekiwała podziału ziemi.
Rząd Tymczasowy, powołany po upadku monarchii, znalazł się w sytuacji niemal beznadziejnej. Chciał kontynuować wojnę, zachować ciągłość państwa i jednocześnie przeprowadzać reformy. Każda z tych decyzji osłabiała go w oczach innej części społeczeństwa.
W takich warunkach pojawił się Lenin.
Nie był to człowiek, którego należałoby opisywać wyłącznie za pomocą kategorii ideowego marzyciela. Lenin posiadał rzadką umiejętność rozpoznawania momentów, w których przeciwnik traci zdolność działania. Wiedział, że historia nie zawsze nagradza większość. Niekiedy nagradza tych, którzy potrafią wykorzystać bezczynność większości i determinację własnej organizacji.
Bolszewickie hasła: „Pokój, ziemia i chleb” oraz „Cała władza w ręce rad!” trafiały w najczulsze miejsca rosyjskiego społeczeństwa. Nie były trudne do zrozumienia. Nie wymagały wykształcenia ani znajomości marksistowskich traktatów. Obiecywały rzeczy najbardziej podstawowe: koniec wojny, własną ziemię i możliwość przeżycia następnego dnia.
W polityce zdarzają się chwile, kiedy prostota hasła staje się potężniejsza od zawiłości całego programu. Bolszewicy doskonale to rozumieli.
Lenin i jego rachunek historii
Włodzimierz Lenin był przekonany, że państwo stanowi narzędzie panowania jednej klasy nad drugą. W jego koncepcji nie mogło ono pozostać neutralnym arbitrem. Miało służyć rewolucji, a następnie utrwaleniu nowego porządku społecznego.
W dziele Państwo a rewolucja przedstawił wizję aparatu państwowego, który miał zostać zasadniczo przebudowany. W praktyce jednak pojawiło się pytanie, którego teoretycy rewolucji nie rozwiązywali zbyt chętnie: kto będzie kontrolował tych, którzy otrzymają władzę w imieniu ludu?
To pytanie okazało się ważniejsze od wszystkich manifestów.
W nocy z 6 na 7 listopada według kalendarza gregoriańskiego, czyli 24–25 października według kalendarza juliańskiego, oddziały bolszewickie przejęły kontrolę nad strategicznymi punktami Piotrogrodu. Dworce, mosty, poczta, telegraf – wszystkie te miejsca miały znaczenie większe, niż sugerowałaby ich codzienna funkcja. W nowoczesnym państwie kontrola komunikacji jest bowiem często ważniejsza od kontroli reprezentacyjnych gmachów.
Pałac Zimowy, dawna siedziba carskiej potęgi, został zajęty. Ministrowie Rządu Tymczasowego aresztowani. Krążownik „Aurora” przeszedł do historii jako symbol rewolucji.
Późniejsza propaganda stworzyła z tych wydarzeń obraz wielkiego, niemal mitycznego szturmu ludu na pałac. Rzeczywistość była mniej teatralna, lecz nie mniej doniosła. Władza przeszła w ręce ludzi, którzy nie zamierzali jej oddać.
Cena obietnicy
Największy dramat rewolucji nie rozegrał się jednak w Pałacu Zimowym. Rozpoczął się dopiero wtedy, gdy bolszewicy musieli udowodnić, że potrafią rządzić krajem.
W styczniu 1918 roku rozwiązano Zgromadzenie Ustawodawcze, w którym bolszewicy nie uzyskali większości. Wydarzenie to miało znaczenie fundamentalne. Oznaczało bowiem, że wola wyborców przestała być najwyższym kryterium legitymizacji władzy. Wyżej postawiono interes partii, która uznała się za jedynego prawdziwego przedstawiciela historycznych aspiracji proletariatu.
Powstała Czeka. Rozpoczął się terror polityczny. Przeciwnik przestał być obywatelem mającym inne zdanie, a stał się wrogiem rewolucji. Taka przemiana języka politycznego nigdy nie jest niewinna. Kiedy bowiem człowiek zostaje nazwany wrogiem historii, bardzo łatwo odebrać mu prawo do obrony.
Warto przypomnieć tu słowa George’a Orwella z Folwarku zwierzęcego: „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych”. Choć powieść powstała znacznie później, zawarta w niej ironia wyjątkowo trafnie opisuje los rewolucyjnych obietnic, które w zetknięciu z rzeczywistością zamieniają się w przywileje nowej elity.
Lenin nie był Stalinem. Nie należy zacierać różnic między oboma przywódcami ani przypisywać pierwszemu wszystkich zbrodni drugiego. Nie można jednak również zapominać, że to za rządów Lenina powstały instytucje i mechanizmy, które umożliwiły późniejszą rozbudowę systemu totalitarnego.
Rewolucja, która miała uwolnić człowieka od ucisku, stworzyła państwo domagające się od niego całkowitego podporządkowania.
Polska patrzy na Wschód
Dla Polaków listopad 1917 roku nie był wydarzeniem odległym, rozgrywającym się wyłącznie w obcym imperium. W polskiej świadomości historycznej Rosja zajmowała miejsce szczególne. Była sąsiadem, zaborcą, przeciwnikiem, a zarazem potęgą, której wewnętrzne przemiany mogły przesądzić o losie całego regionu.
Upadek caratu stworzył szansę na odzyskanie niepodległości. Jednocześnie zwycięstwo bolszewików przyniosło nowe zagrożenie. W 1920 roku młode państwo polskie musiało stawić czoło Armii Czerwonej. Późniejsze dziesięciolecia pokazały, że rewolucyjna Rosja nie zamierzała ograniczać swoich ambicji do własnego terytorium.
Polska zapłaciła za to cenę szczególnie wysoką.
Lekcja z listopada
Historia rewolucji bolszewickiej zasługuje na pamięć, ponieważ pokazuje niebezpieczeństwo politycznej pewności, że jedna partia, jedna ideologia lub jeden przywódca posiadają monopol na prawdę i prawo do decydowania o przyszłości całego narodu. Wielkie utopie mają osobliwą właściwość. Zwykle zaczynają od obietnicy szczęścia dla wszystkich, a kończą na żądaniu posłuszeństwa od każdego. Ich twórcy zapewniają, że działają w imieniu ludu, lecz coraz rzadziej pytają lud o zdanie.
I może właśnie to jest najważniejszy wniosek z listopadowych wydarzeń 1917 roku. Nie wystarczy bowiem obalić tyrana, aby stworzyć wolność. Nie wystarczy zmienić flagi, godła, nazwy instytucji ani języka politycznych deklaracji. Wolność istnieje dopiero tam, gdzie władza napotyka granice, prawo obowiązuje również zwycięzców, a człowiek zachowuje prawo do sprzeciwu.
Lenin zdobył Piotrogród w ciągu jednej nocy. Budowa nowego państwa zajęła lata. Jego konsekwencje trwały przez większą część XX wieku.
A historia, jak zwykle, pozostawiła nam pytanie, na które każde pokolenie musi odpowiedzieć samodzielnie: czy potrafimy rozpoznać moment, w którym obietnica naprawy świata zaczyna stawać się usprawiedliwieniem dla odebrania człowiekowi wolności?




