Macron czy Le Pen?

Date:

„Słowa Mateusza Morawieckiego pod adresem urzędującego prezydenta Francji położą się cieniem na dalszej współpracy, jeśli Emanuel Macron będzie rządził drugą kadencję. Wygrana Marine Le Pen to przede wszystkim jeden wielki znak zapytania, nie wiemy bowiem, jaki jest jej program ani prawdziwe poglądy. Oprócz jednego: Unia Europejska w obecnym kształcie miałaby duże problemy” – twierdzi Jędrzej Bielecki z działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”.

O jakie słowa premiera Morawieckiego chodzi? Otóż premiera Morawiecki apelował do prezydenta Francji: “Panie prezydencie Macron, ile razy negocjował pan z Putinem. Czy osiągnął coś pan? Ze zbrodniarzami nie ma co negocjować”. W odpowiedzi prezydent Francji zarzucił polskiemu premierowi, że będąc “wspierany przez skrajnie prawicową partię” dokonuje “ingerencji we francuską kampanię wyborczą” i wspiera prawicową kandydatkę na urząd prezydenta Marine Le Pen. Racje ma p. Jędrzej Bielecki, że w przypadku zwycięstwa Macrona, ten nie zapomni Morawieckiemu wymierzonego policzka. Jak będzie mógł, to odda z nawiązką – czyli odpłaci pięknym za nadobne.

Jednak jestem jakoś dziwnie spokojny, że tam, gdzie w grę będą wchodziły interesy Francji, wówczas p. Macron schowa swoją dumę głęboko w kieszeń i z uśmiechem nr 5 będzie komplementował premiera Morawieckiego lub każdego innego premiera. Tak było w przypadku odstąpienia od zakupów francuskich Caracali, (helikopter bojowy) kiedy to politycy znad Loary zaczęli się dąsać, ale im gwałtownie przeszło, gdy Polacy oświadczyli, iż są gotowi na współpracę z Francją w dziedzinie budowy reaktorów jądrowych nad Wisłą. Zresztą polityk nie zna takiego słowa jak obraza. Możesz mu pluć w twarz, a on i tak powie, że to wiosenny deszcz pada.

Dlaczego pani Len Pen jest „jednym wielkim znakiem zapytania”? Może ona będzie oficjalnie sprzedawała broń Rosji, a nie po kątach, jak to czynił Macron! Chyba nie na tym polega stateczność polityka, że musi pewne transakcje (zabronione prawem) wykonywać pod stołem, tak żeby nikt tego nie widział? Pan Bielecki pisze, że zwycięstwo Le Pen będzie oznaczało, że „UE w obecnym kształcie będzie miała duże problemy”.   Chyba premier Morawiecki byłby zadowolony z takiego rozwiązania, bo zdaje się, że on też nie chce UE w jej obecnym kształcie. Zwycięstwo Le Pen powodowałoby, że Polska (pod rządami PiS-u) otrzyma potężne wsparcie od dużego członka starej UE.

Na miejscu Morawieckiego modliłbym się raczej o zwycięstwo Le Pen, a nie Macrona! Bo i owszem, Le Pen jest jednym wielkim znakiem zapytania, ale jest także nadzieją (nie wiem czy się ucieleśni) na odnowienie skostniałej do bólu UE. Natomiast Macron jedyne co może, to może wystąpić w roli grabarza.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Polskie grudnie – Pamiętamy! Debata w sali BHP

Debata w historycznej Sali BHP pokazała, że spór o ocenę III RP, rozliczenia z komunizmem i pamięć o polskich Grudniach wciąż budzi emocje. To opowieść o faktach, które wielu do dziś woli przemilczeć.

Tusk chce płacić za Niemców, ale…nie z własnej kieszeni. Czy pójdziemy regresem?

Premier Tusk ogłasza plan: jeśli Niemcy nie zapłacą, Polska „wyręczy ich” w odszkodowaniach. Geniusz polega na tym, że kasę wyczarować będzie trzeba z niczego.

Belmondo, Hitler i Kmicic? Nasi…(?) Dzwonić do Daniela!

Piątek, 2000 r., "Zachęta". Daniel Olbrychski wyciąga szablę i niszczy wystawę "Nazistów". Dlaczego? Bo zadzwonił Belmondo. A licealistka zadała jedno pytanie…

Ludzie władzy i „dzieci Hollywood”. Hejt na dziecko!*

Gdzie zniknęły granice, które kiedyś nawet gangsterzy szanowali? Od kodeksów honorowych po brutalną codzienność – upadek norm w kulturze i polityce mówi o nas więcej niż sądzimy.