Dzieje się, dzieje. Prezydent zwołał Radę Gabinetową z udziałem członków (wrogiego mu) rządu, o której polskie media rozpisywały się obszernie. Do końca rady nie dotrwał premier Donald Tusk, który tłumaczył, że wyszedł nie dlatego, że pęcherz go cisnął niemiłosiernie, ale nie chciał brać udziału w grillowaniu wiceTuska, czyli towarzysza Czarzastego.
Tak na marginesie tylko dodam, że jak chodzi o grillowanie prezydenta Nawrockiego, to premier Tusk jest jak najbardziej za. Wtedy pęcherz milczy, sumienie premiera nie uwiera, a ogień pod rusztem płonie żwawo. Jak to mawiają klasycy: „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”. Tymczasem prezydent Nawrocki ważył się tknąć drugą osobę w państwie, którą od objęcia funkcji prezydenta dzieli „zaledwie jedno uderzenie serca”. Taki pasztet Polsce wysmażył Tusk!
Ja jednak nie o tym. Otóż korytarzami Pałacu Prezydenckiego przechadzał się min. Sławomir Cenckiewicz i zaszedł był na obrady rzeczonej Rady. Jak już zaszedł, to usiadł, jak usiadł, to i wysłuchał. Ot, człowiek przyszedł, jak to bywa w Pałacu, gdzie drzwi zwykle są od otwierania, nie od wyważania. I wtedy – jak na komendę – obudziła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Bo przecież od miesięcy żadnego efektownego wejścia, żadnego „dynamicznego zatrzymania” pod obiektywami kamer. Nuda, panie dzieju, nuda.
A tu nagle rzecznik ministra koordynatora, Jacek Dobrzyński, oznajmia z powagą, że szef BBN nie ma uprawnień do informacji niejawnych. Kontrola będzie. Wnioski będą wyciągnięte – zapewnia Tomasz Siemoniak. Państwo działa. W papierach wszystko musi się zgadzać!
I robi się ciekawie, bo przecież już raz „chłopaki” ubrani w policyjne mundury wtargnęli do Pałacu i wyprowadzili gości głowy państwa – jakby to był magazyn z przeterminowanym towarem, a nie siedziba pierwszej osoby w państwie. W Stanach Zjednoczonych ktoś by się trzy razy zastanowił, zanim przekroczył próg rezydencji prezydenta. Ale tam – wiadomo – „dziki Zachód”. U nas zaś państwo prawa pełną gębą: wystarczy autobus, by zablokować kolumnę Andrzeja Dudy i można ogłosić triumf demokracji.
Zastanawiam się więc, co to znaczy, że ABW „przeprowadzi kontrolę” w BBN. Czy już rezerwują jakiś warszawski autobus? A może jakiś szczęśliwie wylosowany sędzia wyda nakaz przeszukania BBN i aresztowania Cenckiewicza! Na samą myśl serce rośnie. Kontrola to piękne słowo. Elastyczne. Pojemne. Może oznaczać pismo z pieczątką, a może oznaczać wejście o świcie (o sakramenckiej 6 rano) z kamerą zaprzyjaźnionej stacji. Jak mawiał pewien klasyk minionej epoki: „prawo nie jest po to, by było sprawiedliwe, lecz by było skuteczne”. A skuteczność – jak wiadomo – najlepiej wygląda w świetle kamer. Reszta to już tylko scenografia.
Tymczasem prezydent Nawrocki broni swojego ministra i widać, że nie odpuści. Widocznie jest mu przykro, że aż wcale. Bo jeśli ktoś liczył na gest kapitulacji, spuszczone oczy, to chyba pomylił adres. Tu raczej słychać: „sprawdzam”. A kiedy Pałac mówi „sprawdzam”, to robi się nerwowo nie tylko w korytarzach, ale i w gabinetach, gdzie pieczątki leżą w pełnej gotowości bojowej. Idzie ku twardemu zwarciu. A w zwarciu – jak wiadomo – nie wygrywa ten, kto ma więcej konferencji prasowych, lecz ten, kto dłużej wytrzyma bez mrugnięcia okiem. A prezydent Nawrocki – jak widać – mrugać nie zamierza.




