Granice samozaorania: śmiesznie i straszno o Donaldzie Tusku*

Date:

Wczorajszy szczyt Unii w Brukseli (i poprzedzający go szczyt NATO w Hadze) potwierdził w całej rozciągłości kompletną niezdolność tej struktury pod przywództwem niemieckiej komisarki do jakiegokolwiek działania w interesie owej organizacji. Potwierdził także całkowite fiasko, a wręcz kompromitację „polskiej prezydencji”, której wykonawstwo było autorskim dziełem D. Tuska.

Widzieliśmy to przy okazji tzw. rozróby ukraińskiej po słynnym występie Zełenskiego w Białym Domu. Unia pod kierownictwem Francji i Niemiec z udziałem Brytyjczyków tygodniami perorowała czego to ona nie zrobi „dla zwycięstwa Ukrainy i rzucenia Rosji na kolana”, a wyszło z tego jak zwykle tylko bełkotanie. Oczywiście, był tego jeden skutek, bowiem cała ta hucpa była w istocie wymierzona nie przeciwko Rosji, ale miała podkopać pozycję USA i – jak głosił to nasz „europejski lider” – skutkować wywaleniem Amerykanów z Europy i wzięciem przez nią odpowiedzialności za samą siebie. Ułatwiło to wicie się Putinowi, który wobec ujawnionych zamysłów „europejskich mózgów”, uzyskał dodatkową przestrzeń do swoich zagrywek.

Efekt tej europejskiej hucpy okazał się dramatyczny dwa dni temu. Okazało się bowiem, że ostatecznie Węgrzy zablokowali skutecznie otwarcie wstępnej fazy rokowań akcesyjnych do Unii dla Ukrainy. I od razu powinniśmy podziękować Orbanowi (tak jak po cichu robią prawie wszystkie kraje unijne), bo dzięki temu upiorna perspektywa włączenia ukraińskiego rolnictwa w mechanizmy unijne, która musi zamordować nasze rolnictwo (szybciej niż zrobi to MERCOSUR), została odsunięta w czasie, a może i pogrzebana.

Te antyamerykańskie podrygi zniknęły ostatecznie w dniu, w którym amerykańskie samoloty załatwiły kwestię irańskiego programu nuklearnego. Czyli coś z czym Europa i administracje Obamy i Bidena dawały się wozić Persom przez kilkanaście lat. Rzucenie Iranu na kolana, co otwiera drogę do całkowitej przebudowy sytuacji strategicznej w najbardziej zapalnym punkcie na świecie, czyli w Azji Zachodniej, podziałało na europejskich „liderów” jak kubeł zimnej wody. W Hadze bez mrugnięcia ci „liderzy” na wyścigi składali hołdy lenne Trumpowi i zadeklarowali, że wydatkowanie 5% PKB na zbrojenia nie stanowi dla nich problemu. Okazało się też nagle, że wszyscy wierzą w przywództwo Ameryki i że mają świadomość, że bez niej Europa nie obroni swojej pozycji. No i co najważniejsze nikt nie rozważał porzucenia przez Amerykę NATO. A nawet wręcz przeciwnie. Co zapewne zdziwi naszych rodzimych „speców” i „elyty” z szeregów koalicji 13 grudnia.

I właśnie zapewne ten wynik szczytu w Hadze, pobudził wzmożenie naszego „europejskiego lidera”, do jego ostatniej ofensywy. Ale po kolei.

W Unii toczą się teraz trzy wielkie konfrontacje.

    1. Jedna, która zaowocowała wotum nieufności wobec niemieckiej komisarki, jest pokłosiem afery Pfizergate. Po orzeczeniu ETS potwierdziło się, że jest ona notoryczną kłamczuchą i zapewne – bo to się okaże wkrótce – również osobą kompletnie skorumpowaną. Doszło do tego rażące złamanie podstawowych zasad transparentności i przejrzystości działania unijnych organów. Oczywiście to wotum nieufności nie przejdzie, bo nie ma na ten moment siły w parlamencie, aby uzyskać 2/3 głosów. Ale sprawa ta doszczętnie pogrzebała pozycję von der Leyen, której już nikt poważnie nie traktuje.
    2. Wcale jednak nie jest wykluczone, że za chwilę kolejne wotum się powiedzie. Trwa bowiem wielka wojna o wycofanie się z Zielonego Ładu. Tu ciśnie przede wszystkim działająca w interesie niemieckim EPP, która uzyskała wsparcie trzech formacji prawicowych – ECR, ESN i PfE. To widmo „nowej większości” centroprawicowej, działa jak upiorna wizja. Von der Leyen kluczy, otwarcie już kwestionując poszczególne elementy „zielonej agendy”, co z wściekłością przyjmują socjaliści i liberałowie, będący podstawą jej dotychczasowej koalicji.
    3. Na to nakłada się element trzeci – koszmar 9 lipca, czyli data końca zawieszenia amerykańskich ceł. Tu już żartów dla nikogo nie ma, ale wczoraj właśnie okazało się, że – i to już osobista zasługa naszego „europejskiego lidera” – Unia nie ma żadnej strategii w tej sprawie. Przez półtora miesiąca europejskie asy nie zdołały przygotować się do negocjacji z Amerykanami, więcej – nawet odbyć jakichś bezpośrednich konsultacji. Na co strona amerykańska – widząc tę indolencję – podesłała jeszcze twardsze warunki niż były one formułowane wyjściowo. Innymi słowy na horyzoncie pojawiła się kompletna klęska, co również tłumaczy ową skłonność do podlizywania się na wyścigi Trumpowi w Hadze. W nadziei na to, że zmiękczy to jego serce, bo nadziei na to, że Bruksela coś tam wywojuje, już nikt oczywiście nie ma.

I tu właśnie pokazał się „europejski lider”. Złożył ofensywną propozycję, którą podjęła jego skompromitowana koleżanka. Oto więc Unia musi się dogadać z krajami ASEAN-u i z Indiami, stworzyć z nimi swoją organizację wolnego handlu, do której – i to jest najważniejsze – „nie zaprosimy Amerykanów”. Niech się sami proszą, żebyśmy ich przyjęli. I w ten sposób położymy ich na łopaty, bo z Azją jesteśmy panami świata.

D. Tusk nie zauważył wielu rzeczy. I nie chodzi tu choćby o tak złożone problemy, jak próba zrozumienia jakie wyzwania mają kraje ASEANu, z kim realnie rywalizują i komu zawdzięczają swoją swobodną egzystencję. Wiem, że to przekracza horyzonty tego gościa. Jemu wydaje się, że podwórkowa polityka i rozgrywki, które prowadzi codziennie z Czarzastym czy z Hołownią, w niczym nie różnią się od „polityki europejskiej” czy „polityki światowej”. Jednak wydawałoby się, że po lekcji z Hagi facet powinien mieć świadomość, że są jednak jakieś granice w zakresie samozaorania. Jak jednak widać – nie ma.

„Propozycja” Tuska przyjęta została w formule znanej z filmu „Pitbull” – „Pańska propozycja jest bardzo interesująca, ale ona nas nie interesuje”.

Po ekspozycji tej „propozycji” przez komisarkę, sprawę zakończył jednym zdaniem Merz. Oczekujemy od Komisji, aby w trybie pilnym wynegocjowała do 9 lipca najmniej dolegliwy układ z Amerykanami. On ma świadomość, że debilizm Tuska zabiłby niemiecki przemysł w trzy miesiące. Swoje dołożył Macron, po czym komisarka „podziękowała prezydencji polskiej i osobiście D. Tuskowi, za bardzo owocną prezydencję”. Nie muszę dodawać, że nasz wielki europejski lider nie zrozumiał złośliwego sarkazmu.

I to by było na tyle.

D.Tusk skompromitował polską prezydencję, skompromitował też – niestety – Polskę. Nie osiągnął dla Polski nic przez minione pół roku, nie włączył się w żaden sposób w najbardziej egzystencjalnie ważną dla Polski sprawę – demontaż zabijającego polską gospodarkę „zielonego ładu”.

Okrył hańbą siebie i swój gnijący rząd i warto by było, aby właśnie ten haniebny „dorobek”, stał się prawdziwym gwoździem do jego trumny (oczywiście politycznej).

* tytuł pochodzi od redakcji M24

prof. Grzegorz Górski
prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny m.in. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Toruńskiej Szkoły Wyższej – Kolegium Jagiellońskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu.

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Orban, Trump i polityczna herbatka. Co się stało nad Balatonem? Fikołki polskiej prawicy*

Czy polska prawica przegapiła moment, w którym Viktor Orban i Donald Trump stracili kontakt z rzeczywistością? Analizujemy, dlaczego uparte bronienie dawnych idoli to droga donikąd i polityczne samobójstwo.

Czołgiem przez paragrafy: Dlaczego psucie prawa to rachunek, który zapłacisz Ty

To nie kabaret, to rzeczywistość. Gdy Trybunał staje się piaskownicą, a psucie prawa standardem, fundamenty państwa drżą. Dowiedz się, dlaczego za polityczną wojnę elit zapłacimy my wszyscy.

Lojalność ważniejsza niż MAGA. Gdy Donald Trump atakuje papieża

Czy polityka może unieważnić autorytet Piotra? Donald Trump atakuje papieża w imię wyborczej gry. Jako wierni tradycji mówimy: stop. Są granice, których konserwatyście przekroczyć nie wolno.

Sala kolumnowa, „ślubowanie” i dworzanie z bajki Andersena

Czy można ślubować komuś, kogo nie ma w pokoju? Analizujemy czwartkowe wydarzenia w Sali Kolumnowej. Dowiedz się, dlaczego nowi sędziowie TK przypominają nam zagubionych dworzan z bajki Andersena.