Sikorski w amoku. Chipsy pod klauzulą, suwerenność na sprzedaż

Date:

Radosław zagotował się.  Znaczy się Sikorski Radosław, wicepremier polskiego rządu. Co spowodowało u niego stan wrzenia (swoją drogą trochę późno się odpalił)? Chodzi o słowa, które padły 11 listopada, w Dniu Niepodległości, a które to wypowiedział prezydent Karol Nawrocki. Przypomnijmy zatem co powiedziała głowa państwa, a co tak wprawiło w nerw kierownictwo tenkraj: „Część polityków sprzedaje polską suwerenność Brukseli po kawałku, oddaje polską wolność i niepodległość obcym instytucjom, trybunałom, obcym agendom Unii Europejskiej”. Nic dziwnego, że po słowach prezydenta wice/Sikorskiemu i jego kolegom potrzebne były sole trzeźwiące i hiperwentylacja przy pomocy papierowej (szarej) torby. Nie po to sprzedają krzycząc, że to niebywale świetny interes, by ktoś inny (w tym przypadku prezydent) mówił, że akurat jest odwrotnie i jak dalej pójdzie, to już za niedługo na europejskiej Saharze zabraknie piasku.  Słowa prezydenta (same w sobie) są już herezją i zasługują na świecką Inkwizycję. Na stos go, na stos! Ale zanim prezydenta strawią płomienie należy go rytualnie obrzucić zgniłą kapustą i miękkimi pomidorami.

„Otrzymał pan ode mnie niejawne założenia polskiej polityki zagranicznej. Nic tam nie ma o potrzebie straszenia Polaków Unią Europejską. Członkostwo w UE jest w nim uznane za jeden z filarów naszego bezpieczeństwa, dobrobytu i sprawczości. Polska nie może mieć dwóch sprzecznych polityk zagranicznych – wyjaśnił Sikorski. Minister spraw zagranicznych dodał, że z upoważnienia prezesa rady ministrów oświadcza, że gdy prezydent wypowiada się „w duchu antyunijnym, to nie reprezentuje stanowiska Polski, a jedynie swoje i swojej kancelarii”. Co tam pan Sikorski mógł tajnie wymyślić, tego nie wiem i mnie to zbytnio nie interesuje. Zakładam, ze są to zwykłe pierdoły, na które nałożono klauzulę tajności. Paczka chipsów też zasługuje na taką klauzulę.

I tu dochodzimy do sedna sprawy: Radosław — ten sam, który od lat z upodobaniem lata po europejskich salonach jako ekspert od wszystkiego i od niczego — poucza prezydenta, że ten „nie reprezentuje stanowiska Polski”. Sikorski ustawia się w roli strażnika jedynej słusznej linii partii/matki. A że linia ta czasem przypomina serpentynę po trzech piwach— no cóż, mało istotny szczegół. Sikorski oburzył się, bo prezydent powiedział coś, co wszyscy rozsądnie myślący widzą gołym okiem: że część polityków tenkraj chętnie zamieniłaby suwerenność na kilka świecących paciorków i butelkę czegoś mocniejszego, pędzonego „na myszach”.  Oddać kompetencje Brukseli? Proszę bardzo! Związać sobie ręce kolejnymi „mechanizmami kontroli”? Czemu nie! Podpisać wszystko, co podsuną — byle ładnie wyglądało na ulotce wyborczej i można było krzyknąć: „patrzcie, jaka nowoczesna i postępowa Polska, znaczy się tenkraj!”.

Problem w tym, że prezydent ma tę niefortunną skłonność, by przypominać, że Polska to jednak państwo z wielowiekową historią, a nie jakiś tam wschodni land, który codziennie musi całować złotego cielca w rów mariański (chciałem dokładnie napisać, gdzie leży ów rów, ale nasza szanowna Korekta nie puści – taki terror panuje w naszej redakcji). I że nie każdy pomysł płynący z europejskich korytarzy jest złotem i miodem płynący. A już z pewnością nie każdy musi być przyjmowany na kolanach, z pocałowaniem pańskiej ręki.

Ale największa zbrodnia prezydenta nie polegała – moim skromnym zdaniem – na tym, co powiedział, tylko kiedy. W dzień, w którym politycy lubią robić sobie patriotyczne focie, stojąc obok flagi, prezydent odważył się wypowiedzieć coś więcej niż wyświechtaną formułkę o „wspólnych wartościach europejskich”. Zamiast grzecznie pomachać rodakom, pochylić głowę przed błękitnym sztandarem, postanowił przypomnieć, że niepodległość nie jest prezentem od brukselskich biurokratów. I że jeśli będziemy ją kawałkować dalej, to pewnego dnia obudzimy się, mając na własność już tylko: barwy biało-czerwone, hymn i godło — o ile ktoś nam ich wcześniej nie „zharmonizuje” pod unijne standardy.

Nic dziwnego, że rządowa część sceny politycznej wpadła w histerię. Jeszcze by ktoś rzeczywiście pomyślał, że polskie państwo powinno mieć coś do powiedzenia w sprawach dotyczących… polskiego państwa!  Wicepremier Sikorski raczył nie zauważyć jednego ale jakże ważnego „drobiazgu” – prezydent Nawrocki nie został wybrany przez Radę Europejską, tylko przez obywateli. A obywatelom — o tym politycy czasem zapominają — wolno chcieć kraju, który sam o sobie decyduje. I prezydent, choćby nie wiedzieć ilu ministrom to psuło humor, ma pełne prawo to przypominać i obowiązek o tym mówić.

Może więc problem nie leży w tym, że prezydent powiedział za dużo, ale że powiedział to, o czym wielu boi się choćby pomyśleć. Że suwerenność nie jest anachronizmem, nie jest reliktem, nie jest „nacjonalistycznym odchyleniem”, tylko fundamentem państwowości. A fundamentów nie powinno się sprzedawać — nawet, gdy nabywca proponuje w zamian „wspólnotę wartości” w błyszczącym opakowaniu. Usłyszeliśmy od prezydenta słowa prawdy, a jej bać się nie możemy i nie powinniśmy!

I żeby nie było, że ja tylko przeciw Tuskowi…Przypominam, że Andrzej Duda, ex-prezydent,  wpadł na pomysł, by do konstytucji RP wpisać wieczny sojusz (uczestnictwo) w UE. Podtrzymuje zdanie, że był to pomysł głupi, szkodliwy i niszczycielski. UE, to nie Dekalog! I jak każdą umowę, którą kiedyś podpisano – w sytuacji, w której tracimy – powinniśmy mieć możliwość jej rozwiązania. Proste!
Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Chaos Trumpa czyli początek nowego ładu? Europa na marginesie

Podczas gdy świat widzi chaos, Waszyngton precyzyjnie demontuje stare strefy wpływów. Od Zatoki po Somaliland trwa Wielka Gra Trumpa. Czy Polska wykorzysta szansę, gdy Europa trafia na margines?

Gdy opis staje się zbrodnią: Czy elitom starczy odwagi na zmierzenie się z prawdą o Gazie?

Poseł Berkowicz pod lupą prokuratury za mocne słowa o Izraelu. Czy w świecie, gdzie raport ONZ przeraża bardziej niż milczenie, odwaga zmierzenia się z prawdą to już przestępstwo?

Orban, Trump i polityczna herbatka. Co się stało nad Balatonem? Fikołki polskiej prawicy*

Czy polska prawica przegapiła moment, w którym Viktor Orban i Donald Trump stracili kontakt z rzeczywistością? Analizujemy, dlaczego uparte bronienie dawnych idoli to droga donikąd i polityczne samobójstwo.

Czołgiem przez paragrafy: Dlaczego psucie prawa to rachunek, który zapłacisz Ty

To nie kabaret, to rzeczywistość. Gdy Trybunał staje się piaskownicą, a psucie prawa standardem, fundamenty państwa drżą. Dowiedz się, dlaczego za polityczną wojnę elit zapłacimy my wszyscy.