Sukces goni sukces. To znaczy goni na odcinku „praworządności”. Nasza, jakże dzielna policja, która o sakramenckiej 6 rano potrafi wyciągnąć z wyra zastraszoną starszą (a schorowaną) kobietę, co to odwinęła się Jurasowi, tym razem pokazała kunszt w całej swej okazałości. Do pierdla trafił rolnik, który w ramach protestu (chodzi o umowę z Mercosur) wylał gnojowicę przed domem ministra Stefana Krajewskiego z ZSL. Trafił (jak na razie) jedynie na dwa miesiące, a grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności. Brawo policja, brawo sąd, brawo wy!
Państwo Tuska działa jak rosyjski zegarek – szybko, chaotycznie i zawsze tam, gdzie najłatwiej. Bo przecież nic tak nie buduje autorytetu władzy jak kajdanki na chłopie i poczucie, że „sprawiedliwość” znów wygrała… z rolnikiem.
„Sprawca musi ponieść konsekwencje swojego działania. […] Będę dążył do tego, żeby otrzymał jak najwyższy wymiar kary za takie działanie, za uderzenie w rodzinę” – powiedział Stefan Krajewski z ZSL w trakcie konferencji w Zambrowie. Tak trzymać towarzyszu ministrze! 5 lat ciemnicy to zdecydowanie za mało! Do tego należy dołożyć kolejne 5 lat na galerach.
Zaraz prawicowe media przypomniały, że w 2020 r. podobne akcje przeprowadzono pod domami posłów PiS, ale żaden z protestujących rolników nie został wówczas zakuty w kajdany. Ale wtedy krajem rządził krwawy reżim Jarosława Kaczyńskiego, a teraz żyjemy w uśmiechniętej Polsce Donalda Tuska, gdzie standardy państwa prawa potrafią się elastycznie dostosować do potrzeb. Państwo Słońca Peru działa w myśl sentencji: „dla przyjaciół wszystko, dla wrogów – prawo”.
Żeby sprawa była jasna: nie godzę się na protesty przed domem polityka, a tym bardziej na działania godzące w jego majętność. W czasach I Rzeczypospolitej ziemia obywatela była chroniona prawem i nikt nie mógł wkraczać na jego posesję bez zgody właściciela. Jednak odwołuję się tu nie do liter prawa, lecz do DNA wdrukowanego w Polaka: jeśli coś jest moje, to nie wolno tego ruszać. Szanujmy własność, bo jak powiedział John Locke: „Gdzie nie ma własności, tam nie ma sprawiedliwości”.
Jednak osadzenie rolnika na dwa miesiące w areszcie należy traktować w kategoriach pisarskiej omyłki sądu. Wystarczyło nakazać usunięcie skutków i prace społeczne. Bo jeśli już karać, to niech to będzie kara z humorem… i z odrobiną zapachu w tle. Powyższych słów nie kieruję do pikietujących przed domem Jarosława Kaczyńskiego w czasie tzw. Strajku Kobiet, bo wiem, że to trud daremny. Dla nich „nietykalność własności” jest jak podejrzany konstrukt patriarchalnego ucisku.
Przypomnę jeszcze, że gdy stoczniowcy pikietowali dom Donalda Tuska, głos zabrał śp. Lech Kaczyński, który napomniał związkowców: „Można protestować, czasami trzeba, ale jednak nie pod prywatnym mieszkaniem”. Dobrze byłoby, aby rolnicy wzięli sobie te słowa do serca.
A teraz trzeba wydostać tego nieszczęśnika z ciemnicy, bo go tam jeszcze wiosna zastanie. Towarzyszu Stefanie, poręczcie za onego chłopa, co by mógł w porę ziemię obrobić. Jak go jeszcze trochę potrzymacie, to chłop wyjdzie z aresztu nie tylko z wyrokiem, ale i z opóźnionym zasiewem. Sprawiedliwość bowiem, podobnie jak wiosna, powinna przychodzić w porę.






