Kredyt zbrojeniowy jak pętla na szyi. Czy miliardowe długi zniszczą nasze bezpieczeństwo?

Date:

Kilka prostych prawd: nasze bezpieczeństwo zależy od „siły militarnej” oraz od „siły gospodarczej”. Siła militarna zależy od dwóch czynników: „sprzętu” (nazwijmy tym całość materialnych, fizycznych czynników – broń, amunicja, infrastruktura…) i ludzi, „żołnierzy” (ich wyszkolenia oraz chęci do walki, gotowości do zarażenia życia, gotowości do poświęcenia życia).

Jeśli nikt nie będzie miał „woli walki”, nie widzał jej sensu, nie będzie chciał bronić się przed agresorem i myślał tylko o tym, żeby spieprzyć, to żaden „sprzęt” sam nas nie obroni (czołgi same nie „walczą”, dronami ktoś musi kierować i wróg dobrze wie, że likwidacja fizyczna ludzi, jest tym, co uczyni „drony”, armaty, samoloty… złomem. Oczywiste jest również, że armia (tłum) ludzi z kijami i kamieniami, to również mała „siła militarna”. A więc trzeba kupić nowoczesny, technologicznie zaawansowany sprzęt, samoloty, czołgi, drony, systemy komunikacyjne (satelitarne) od tych, którzy taki sprzęt mają, zdolni są go szybko wyprodukować, dostarczyć na czas, serwisować (na wojnie sprzęt szybko się psuje). Zamówienia zbrojeniowe mają przede wszystkim zapewniać nam „sprzęt”, a nie być wyłącznie „inwestycją” gospodarczą w sektor zbrojeniowy innych państw. A ludzie? Czy Niemcy, Francuzi… będą chcieli umierać za Polskę? Czy będą skłonne wysłać swych „chłopców” na pole walki, gdzie mogą zginąć lub wrócić do domu bez ręki lub nogi. Powiem wprost – wątpię. Sojusze i sympatie szybko pękną, gdy pojawią się trupy. A „wdzięczność” za zakupy uzbrojenia szybko wyparuje. Jeśli chcemy mieć „wolną rękę” w zakupie nowoczesnego sprzętu nie możemy delegować decyzji finansowych i kontroli nad sprzętem ciałom („układom politycznym”) pozostających poza kontrolą władzy (wojskowych i cywilnych) w Polsce (niezależnie od jej „koloru” politycznego).

Wydatki zbrojeniowe (jak wydatki konsumpcyjne), to nie są inwestycje w drugi filar bezpieczeństwa – „siłę gospodarczą”. Nie sądzę, byśmy rozwinęli „sektor zbrojeniowy” na tyle i w tym stopniu, aby stał się on źródłem dochodu (z naszego eksportu zaawansowanej broni (czołgów, armat, samolotów, okrętów… amunicji, systemów elektroniki satelitarnej). A na spłatę zaciąganych kredytów trzeba… zarobić.

Co więcej kredyty zaciągniemy w „obcej walucie” (Euro). Jeśli nie „zarobimy” na spłatę, jeśli stan i siła naszej gospodarki się nie zwiększy, to co się będzie działo z wartością naszego pieniądza? Jak się będzie kształtował „kurs walutowy”, czy złotówka się wzmocni, czy się osłabi. Jeśli „kredyt zbrojeniowy” nie zwiększy siły naszej gospodarki (choć może wzmocnić gospodarkę kredytodawcy), to kurs walutowy będzie systematycznie działał na naszą niekorzyść, nakręcając spiralę zadłużenia. Nikt nie jest w stanie sensownie przeprowadzić symulacji procesów gospodarczych w skali kilkudziesięciu lat! A czy zakładając sobie na szyję „pętlę zadłużenia” poprawimy stan bezpieczeństwa, czy tracąc wolność „finansową” i co za tym polityczną, będziemy bezpieczniejsi?

Jeśli chcemy maksymalizować bezpieczeństwo przez inwestowanie w sprzęt – i ludzi!!! – opierając się na instrumentach finansowych (pożyczkach, obligacjach, indywidualnych kontraktach z producentami sprzętu, na zamówieniach publicznych, to mysimy to robić na miarę realnych możliwości i wyrzeczeń (!), a nie na kredyt na niejasnych warunkach, trudnych do oszacowania ryzyk długoterminowych, rezygnując z kontroli nad tym mechanizmem, czyli ryzykując ograniczeniem… suwerenności.

Mam nadzieję, że Prezydent RP wykorzysta do maksimum czas, który ma na veto, a w tym czasie środowiska ekonomiczne, publicyści w większym stopniu i szerzej zapoznają opinię publiczną z ryzykiem SAFE i jego ukrytymi mechanizmami. Debata pod hasłem „dają nam pieniądze”, a kto ich nie chce, jest przewko bezpieczeństwu Polski i powinien „siedzieć”… pokazuje, że gra nie jest czysta. Że ” kredyt” SAFE nie jest „bezpieczny”, że jest obciążony nieakceptowalnym (politycznie) i niekalkulowanym (ekonomicznie) ryzykiem, które nakładamy na przyszłe pokolenia. Pamiętajcie, że „sprzęt” sam nie będzie walczył, że nikt „obcy” nie będzie chciał umierać za nas. A kredyt trzeba będzie spłacić z płaczem, gdy kurs walutowy zaciśnie się nam na szyi jak stryczek.

To mówi „zakuty łeb”…

prof. Jan Poleszczuk
prof. Jan Poleszczuk
z uniwersytetu w Białymstoku jan.poleszczuk@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Premiera z metryki czy dekoracja dla mas? Nowa lekcja historii pisze się dziś na Downing Street. Czy sumienie wygra z wizerunkiem?

Czy religijna tożsamość lidera to autentyczny drogowskaz, czy tylko wygodny rekwizyt w walce o władzę? Odkrywamy, jak politycy bezlitośnie żonglują wiernością zasadom dla poklasku tłumów.

Zamiast elektrowni dostaniemy punkty za wynoszenie śmieci. Jak gigantyczna dziura budżetowa tonie w politycznym hałasie

Kiedy gospodarka hamuje, a inwestycje leżą, władza rzuca nam polityczny ochłap. Zamiast o miliardowej dziurze i elektrowniach, dyskutujemy o mopach. Tak w praktyce działa idealny temat zastępczy.

Kto obroni polskich marynarzy? Bez marynarzy nie będzie polskiej bandery!

Ustawa o podatku tonażowym w Senacie. Zerowy PIT tylko dla bandery PL/UE uderza w 35 tys. polskich marynarzy. Bez poprawek stracimy konkurencyjność i miliard euro rocznie. Czy zawód marynarza zniknie?

Sędzia, który przypomniał, że prawo ma jeszcze duszę!

Żyjemy w czasach, w których od ludzi wymaga się...