Lojalność ważniejsza niż MAGA. Gdy Donald Trump atakuje papieża

Date:

Trudno być dzisiaj konserwatystą, rzymskim katolikiem. Nie dość, że postęp stale atakuje, wczoraj dokonał gwałtownej inwazji na Węgry i je bezapelacyjnie opanował, a dzisiaj jeszcze to: „Papież Leon jest słaby w walce z przestępczością i fatalny w polityce zagranicznej” – napisał Donald Trump na swoim koncie w należącym do niego serwisie Truth Social. W serii wpisów prezydent Trump nie szczędził ostrych słów pod adresem głowy Kościoła katolickiego, zarzucając mu m.in. poparcie dla posiadania przez Iran broni jądrowej oraz krytykę amerykańskiej polityki wobec Wenezueli i imigrantów. Trump nie ograniczył się jedynie do krytyki polityki papieża. W swoich wypowiedziach podkreślił, że bardziej ceni brata papieża, Louisa Prevosta, który – jak stwierdził – „jest w pełni MAGA”, odnosząc się do swojego hasła wyborczego „Make America Great Again”. Prezydent USA zarzucił także papieżowi, że jego wybór na Stolicę Piotrową był możliwy tylko dzięki temu, że Trump zasiadał w Białym Domu. „Leon powinien wziąć się w garść jako papież, kierować się zdrowym rozsądkiem, przestać ulegać radykalnej lewicy i skupić się na byciu Wielkim Papieżem, a nie politykiem” – podsumował Trump.

Jako świeccy katolicy bywamy krytyczni wobec naszych pasterzy, co łatwo można zaobserwować na naszych łamach. Ale dzisiaj musimy (i chcemy) stanąć obok Ojca Świętego i bronić Go murem naszych słów, zapewniając jednocześnie Wikariusza Chrystusowego o naszej modlitwie i wsparciu. Nie ma zgody na takie słowa, nawet wówczas, gdy padają z ust najpotężniejszego człowieka na ziemi. Wielokrotnie stawaliśmy również za Donaldem Trumpem – dzisiaj tak nie uczynimy. Krytyka w Kościele ma swoje miejsce — ale tylko tam, gdzie nie przeradza się w przyzwolenie na jego publiczne poniżanie. Są granice, których przekraczać nie wolno, nawet w imię politycznej sympatii czy wdzięczności za dawne zasługi. Dlatego dziś wybór jest prosty: lojalność wobec Następcy Piotra ważniejsza jest niż doraźne sojusze. A kto tego nie rozumie, ten myli wierność z partyjnością — i porządek rzeczy z chwilowym interesem.

Polityk, który nie tyle mówi, ile ogłasza. Nie tyle rozważa, ile przesądza. I który, jak się zdaje, uznał, że również papiestwo powinno podlegać regułom kampanii wyborczej oraz rytmowi medialnych utarczek. Gdy więc padają słowa o „słabości” papieża, o jego rzekomej nieudolności w polityce międzynarodowej, o rzekomych sympatiach ideologicznych, trudno nie odnieść wrażenia, że historia została tu potraktowana jak kolejny odcinek serialu, w którym każda postać musi natychmiast zadeklarować przynależność do jednego z dwóch obozów: „naszych” albo „nie naszych”.

A przecież Kościół — nawet jeśli ktoś patrzy nań wyłącznie z perspektywy politycznej — nie jest instytucją od natychmiastowych werdyktów. Jest raczej strukturą zbiorowej pamięci, w której cierpliwość bywa ważniejsza niż efektowna riposta. Tymczasem w tej nowej retoryce cierpliwość uchodzi za słabość, a rozwaga za niezdecydowanie. Jest w tym coś głęboko znajomego dla każdego, kto choć trochę zna historię. Zawsze bowiem przychodzi moment, gdy władza zaczyna mówić językiem moralnej wyższości, ale bez moralnej głębi; językiem pewności, która nie potrzebuje uzasadnień, bo uzasadnieniem staje się sama siła obrazu. Powiedzieć, że prezydent USA zaszokował, to nic nie powiedzieć.

W logice prezydenta Trumpa głowa Kościoła staje się elementem gry politycznej, a nie figurą porządku wykraczającego poza polityczną przestrzeń. A jeśli ktoś jeszcze wierzy, że istnieją sfery życia, które nie powinny być rozstrzygane w trybie natychmiastowej polemiki, zostaje uznany za naiwniaka albo — co gorsza — za człowieka „słabego”. A przecież historia świata uczy czegoś dokładnie odwrotnego. A mianowicie, że cywilizacja trwa nie dzięki temu, że wszyscy mówią jednym głosem, lecz dzięki temu, że istnieją instytucje i zasady, które nie uginają się pod ciężarem doraźnych emocji. Ale na to trzeba czasu. A czas — w epoce nieustannego komentarza — jest towarem deficytowym.

Historia zaś, jak zwykle, nie komentuje na bieżąco. Ona tylko zapisuje i cierpliwie czeka…

Ktoś prezydentowi Trumpowi doradza i jest to zły doradca, bo – niech ktoś spróbuje mi to wytłumaczyć – po co atakować sojuszników. Za papieżem stoi nie tylko miliard ludzi, ale i Duch Święty, a Tego nie można przeliczyć na żadne dolary czy głowice atomowe. On jest, trwa i trwać będzie! I tego faktu prezydent Trump w żadnym liczydle nie uświadczy. Historia uczy, że imperia najczęściej nie upadają od ciosów wrogów, lecz od błędów własnych rachmistrzów. Ten, kto radzi uderzać w sojuszników, zdradza nie tylko brak roztropności, ale i brak elementarnego zmysłu politycznego. Bo są rzeczy, których nie da się zmierzyć ani przeliczyć — i które trwają dłużej niż polityczne kadencje. Kto tego nie pojmuje, ten prowadzi politykę tak, jakby historia zaczynała się od niego — i kończyła wraz z jego kalkulatorem.

Kreślę te słowa jako wierny Bractwa Kapłańskiego Piusa X.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Orban, Trump i polityczna herbatka. Co się stało nad Balatonem? Fikołki polskiej prawicy*

Czy polska prawica przegapiła moment, w którym Viktor Orban i Donald Trump stracili kontakt z rzeczywistością? Analizujemy, dlaczego uparte bronienie dawnych idoli to droga donikąd i polityczne samobójstwo.

Czołgiem przez paragrafy: Dlaczego psucie prawa to rachunek, który zapłacisz Ty

To nie kabaret, to rzeczywistość. Gdy Trybunał staje się piaskownicą, a psucie prawa standardem, fundamenty państwa drżą. Dowiedz się, dlaczego za polityczną wojnę elit zapłacimy my wszyscy.

Sala kolumnowa, „ślubowanie” i dworzanie z bajki Andersena

Czy można ślubować komuś, kogo nie ma w pokoju? Analizujemy czwartkowe wydarzenia w Sali Kolumnowej. Dowiedz się, dlaczego nowi sędziowie TK przypominają nam zagubionych dworzan z bajki Andersena.

Cyrk w sądach, tresura w mediach. Jak neosędziowie i politycy budują państwo z kartonu.

Politycy odgrażają się z mównic, a obywatele tracą zaufanie do instytucji. Zobacz, jak teatr polityczny niszczy społeczeństwo i dlaczego państwo z kartonu to najgorszy scenariusz dla Polski.