Bronić się bez…broni! Karabinom mówimy nasze zdecydowane NIE

Date:

Z związku z SAFE przetacza się przez Polskę – jak długa i szeroka – debata, który SAFE brać – ten z obcego dworu (znaczy się oferowany przez unijczyków) czy też nasz, kartoflany ale jednak piastowski. I tak zupełnie przypadkiem natrafiłem na dyskusję w radio publicznym (o ile dobrze pamiętam) w bogatej likwidacji. I tam ścierał się red. Robert Kwiatek, którego czasami mamy honor gościć na naszych łamach oraz trzej jego adwersarze, wliczając w to osobę prowadzącą, a nie chcemy jego/jej/onego obrażać, bo nie wiemy, jak się człek identyfikuje. Także szacun! Walka była nierówna, bo liczebna przewaga unijczyków – na pierwszy rzut ucha – aż nadto była słyszalna. Redaktor Kwiatek wyprowadził prosty, mało skomplikowany cios – niech rozmawiają eksperci, bo w debacie publicznej dyskusja zeszła na poziom pohukiwania w pierwszym lepszym barze piwnym. Po czym z trzech strona nastąpiła „młócka”, że nasi eksperci są lepsiejsi od twoich ekspertów. I co nam teraz zrobisz? „Znam ekspertów drugiej strony, to oni z przekonaniem mówili, że „piniendzy nie ma i nie będzie”. A później się znalazły” – odparował red. Kwiatek. Jeżeli red. Kwiatek takiej będzie używał retoryki, to go więcej do radia w bogatej likwidacji nie zaproszą!

Ale nie o tym chciałem pisać. W pewnym momencie red. Kwiatek poruszył kwestię dostępności do broni palnej (w kontekście rozruszania segmentu naszego przemysłu zbrojeniowego), a nie wiem, czy – tak przy okazji – nie warto przypomnieć, że za naszą wschodnią granicą toczy się konflikt zbrojny. Unijczycy żachnęli się, bo Polacy + broń palna = stosy trupów na ulicach polskich miast, znaczy się Polacy będą strzelać do Polaków w ramach jakiegoś sportu narodowego, że o Procesji Bożego Ciała nie wspomnę. Finowie. Czesi, Szwajcarzy – dają radę, ale my (z jakichś magicznych powodów) nie damy i zaczniemy się mordować z pasją, bo przecież jakieś hobby w życiu trzeba mieć. Polak, jak już coś dostanie do ręki, to natychmiast traci rozum, orientację w terenie i – co najgorsze – zdrowy rozsądek, który i bez tego bywa u nas towarem reglamentowanym. W przeciwieństwie do Szwajcara, który z karabinem idzie spać jak z termoforem, albo Fina, który po polowaniu jeszcze zdąży zrobić saunę i nie pomyli języka spustowego z gardzielą kominka.

U nas natomiast – wedle logiki Uniczyków – pierwszy dzień po powszechnej liberalizacji dostępu do broni palnej wyglądałby tak, że Kowalski zamiast „dzień dobry” mówi „cel, pal”, a Nowak z balkonu odpowiada „ognieniem zaporowym po balkonach z naprzeciwka”, po czym wspólnota mieszkaniowa przegłosowuje regulamin strzelnicy w piwnicy. Co ciekawe, ci sami eksperci, którzy tak troskliwie przewidują naszą natychmiastową samozagładę, jakoś nie zauważają, że na co dzień uzbrojeni jesteśmy w samochody, siekiery, młotki i… mimo to kraj nadal stoi, choć przez ostatnie dwa lata (dosłownie) na słowo honoru. Ale najwyraźniej broń palna ma w sobie coś szczególnego: nie tyle strzela, co budzi w Polaku ukryte pokłady… fantazji. Niestety, lewicowa wizja świata przeorała umysły części polskich żurnalistów, którzy gotowi są wypowiedzieć się w każdej sprawie, chociaż nic sensownego nie mają do powiedzenia.

W dzisiejszym świecie najważniejsze nie jest wiedzieć, tylko zdążyć skomentować — najlepiej zanim ktokolwiek zdąży pomyśleć, zanim słuchacz połączy kropki. Fakty są zbędnym balastem, a doświadczenie (szczególnie to historyczne) bywa wręcz przeszkodą, gdy liczy się tempo i odpowiednio dramatyczny ton. W końcu nic tak nie podnosi poczytności gazet jak wizja bratobójczej apokalipsy, nawet jeśli jedyną ofiarą jest zdrowy rozsądek.

Własny przemysł zbrojeniowy należy rozwijać – każdy przytomny na umyśle podważać tej tezy nie będzie. Popyt wewnętrzny byłby ważną dźwignią tej gałęzi rozwoju. Byłby, ale czy będzie? Wątpię. Żyją na świecie ludzie, którzy wierzą, że policja zawsze przyjedzie w czas, a nawet przed. Pomysł red. Kwiatka zasadza się na podważeniu tego twierdzenia: policja zazwyczaj pojawia się 5 minut po – raczy mówić między wierszami. Dlatego też warto – widząc zbirów kręcących się (już od jakiegoś czasu wokół mojego domu) dozbroić tych co chcą i mogą, aby zdążyć przed policją. I to może być wybór o charakterze ostatecznym. W przeciwnym wypadku oddajesz domostwo wraz z całą majętnością (że o rodzinie też tu wspomnę) na pastwę napastników.

Tymczasem w studio radiowym w bogatej likwidacji trwał festiwal zaklęć: „państwo zadba”, „system ochroni”, „procedury zadziałają”. Zadziałają – owszem – z tą punktualnością, z jaką działa biurokracja: najpierw długa rozmowa, potem pokręcona analiza, na końcu protokół i dyspozycja wysłania radiowozu. I gdzieś znika człowiek, jego czas, jego poczucie bezpieczeństwa, jego być albo nie być. Publicysta przed mikrofonem, zamiast argumentu, z powagą godną lepszej sprawy tłumaczy, że obywatel uzbrojony to obywatel niebezpieczny. Najlepiej więc, by był bezbronny – spokojniejszy w statystykach i łatwiejszy w opisie. Bo statystyka, jak wiadomo, nie krwawi i nie woła o pomoc, nie krzyczy „ratunku”. Cały problem polega na tym, że rzeczywistość nie czyta felietonów i nie słucha radiowych sporów. Ona przychodzi zazwyczaj bez zapowiedzi i wtedy nagle okazuje się, że między teorią a praktyką jest dokładnie tyle miejsca, ile potrzeba, by ktoś zdążył, albo nie zdążył, zamknąć drzwi, wyciągnąć z kabury leganie posiadany pistolet. No, ale tych pistoletów jak na lekarstwo…

Racja w dyskusji była po stornie red. Kwiatka, co nas bardzo cieszy, że stepować się chce. Życzymy siły i wytrwałości z debacie 3:1 i nie bać się przewagi liczebnej, bo jak mawiał jeden z wielkich polskich hetmanów: Policzym ich jak pobijem! A przeciwników tym razem było troje.

Konrad Dziecielski
Konrad Dziecielski
k.dziecielski@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Orban, Trump i polityczna herbatka. Co się stało nad Balatonem? Fikołki polskiej prawicy*

Czy polska prawica przegapiła moment, w którym Viktor Orban i Donald Trump stracili kontakt z rzeczywistością? Analizujemy, dlaczego uparte bronienie dawnych idoli to droga donikąd i polityczne samobójstwo.

Czołgiem przez paragrafy: Dlaczego psucie prawa to rachunek, który zapłacisz Ty

To nie kabaret, to rzeczywistość. Gdy Trybunał staje się piaskownicą, a psucie prawa standardem, fundamenty państwa drżą. Dowiedz się, dlaczego za polityczną wojnę elit zapłacimy my wszyscy.

Lojalność ważniejsza niż MAGA. Gdy Donald Trump atakuje papieża

Czy polityka może unieważnić autorytet Piotra? Donald Trump atakuje papieża w imię wyborczej gry. Jako wierni tradycji mówimy: stop. Są granice, których konserwatyście przekroczyć nie wolno.

Sala kolumnowa, „ślubowanie” i dworzanie z bajki Andersena

Czy można ślubować komuś, kogo nie ma w pokoju? Analizujemy czwartkowe wydarzenia w Sali Kolumnowej. Dowiedz się, dlaczego nowi sędziowie TK przypominają nam zagubionych dworzan z bajki Andersena.