Na początku muszę się przyznać, że poprzedni materiał o zdjęciu krzyża w Kielnie przez nauczycielkę napisałem w tonie wybitnie satyrycznym, za co serdecznie przepraszam, zwłaszcza tych, którzy ironii nie zrozumieli. Za karę postanowiłem wykonać 10 szpagatów poprzecznych dziennie – ćwiczeń, które są mi zupełnie obce fizycznie, by nie powiedzieć wrogie. Bolało. Ale jak mawiał klasyk: bez bólu nie ma zrozumienia, a bez zrozumienia – trudno pojąć otaczającą nas rzeczywistość. Raz jeszcze chciałbym przeprosić wszystkich, którzy satyry w lot nie łapią, nie lubią lub się jej – zwyczajnie – boją. Obiecuję poprawę, a stali czytelnicy M24 wiedzą jak ja nie lubię obiecywać. Jutro zamiast szpagatów planuję skrętoskłony w stronę totalnego absurdu. Po dziesięć na każdą stronę świata.
Wczoraj w Kielnie odbyła się pikieta w obronie krzyża, w której udział wzięło ok. 70/100 osób, w dużej części Legia Cudzoziemska, czyli przyjezdni, którzy zdecydowanie uratowali frekwencję. Do Kielna ściągnął nawet doborowy (kilkuosobowy) oddział Ruchu Obrony Granic pod przywództwem Roberta Bąkiewicza. Gdzie byli Kaszubi? Było mroźno, czyli spoczywali na przypiecku. Kaszub nie wychodzi, gdy mróz szczypie w uszy, bo to się kłóci z wielowiekową strategią przetrwania: nie wychylaj się, obserwuj, a jak już musisz coś powiedzieć, to szybko i po kaszubsku, żeby nikt nie zrozumiał i nie mógł się obrazić. Honoru Kaszubów bronił Kazimierz Klawiter, radny sejmiku województwa pomorskiego: „Rubikon w Kielnie został przekroczony! Nie rozumiem bierności wójta gminy Szemud – Ryszarda Kalkowskiego, którego znam osobiście. I wielokrotnie staliśmy ramię w ramię w kościele i śpiewaliśmy >Marsz, marsz za wrogiem, my trzymamy z Bogiem<. Ryszard obudź się! Przecież tę pieśń Kaszubi śpiewają od wieków”. Każde słowo ważyło tonę i było rzucane w przestrzeń publiczną z nadzieją, że trafi w sumienia Kaszubów. Niestety, sumienia – podobnie jak wójt – były w tym czasie nieobecne lub przynajmniej offline.
Nieśmiało zaczęto skandować: referendum, referendum. Chyba za odwołaniem wójta, który ukrył się gdzieś głęboko w komórce i całemu wydarzeniu odważnie się przyglądał. Wójt bowiem – jak każdy doświadczony samorządowiec – wie, że najlepszą strategią w czasie ideologicznej zawieruchy jest metoda „na słoja”: zamknąć się szczelnie, przeczekać i liczyć, że historia sama się jakoś wywietrzy. Komórka, jak się okazuje, nie służy już tylko do przechowywania ziemniaków oraz przetworów na zimę, ale można tam zamknąć także resztki cywilnej odwagi. Sprawiedliwość należy oddać p. poseł Arciszewskiej – Mielewczyk, która całej sprawie nadała gwałtownego przyśpieszenia. Wiewiórki donoszą nam, że – gdy tylko dowiedziała się o skandalu – oświadczyła, że nie odpuści. I rzeczywiście – nie odpuściła, bo odpuszczanie w polityce jest dziś postrzegane jako przejaw słabości charakteru, a nawet braku kompetencji. Wykazała się posiadaniem i charakteru i kompetencji. Sprawa z lokalnej, szkolnej, niemal parafialnej historyjki urosła więc do rangi zagadnienia ogólnonarodowego, wymagającego interwencji i zajęcia stanowiska. Wywołana do tablicy ministrantka Barbara Nowacka oświadczyła: „To błąd, który nie powinien mieć miejsca w szkole. Zachowanie, które jest niedopuszczalne żadną normą społeczną – oceniła. – Bez względu na to, czy wierzymy, wiemy, że krzyż jest ważnym symbolem i trzeba szanować uczucia większości i mniejszości”. Tak, to trzeba przeczytać raz jeszcze! Postkomunistka (sądzę, że taktycznie) schowała pazury. Widok to rzadki jak śnieg w lipcu. Pani poseł Arciszewskiej towarzyszył pan poseł Michał Kowalski, który rozgrywa w Sejmie swą pierwszą tercję i widać, że nie ostatnią. I żeby z faktami być w zgodzie warto wymienić również p. Konrada Niżnika z Konfederacji Korony Polskiej, który to całe ognisko rozpalił swoim pierwszym wpisem na FB. To on był pierwszym poruszycielem.
W ruch poszedł stary transparent Federacji Młodzieży Walczącej „Maryja Nadzieją Niepodległości”, co dowodzi, że starych transparentów nie warto utylizować, bo nie wiadomo, kiedy znowu mogą się przydać. Widać w tym też symboliczny wymiar – ideały i hasła sprzed lat nadal znajdują swoich strażników, gotowych przypominać o nich Polakom. Transparent FMW stał się zatem ponownie narzędziem mobilizacji, świadectwem ciągłości i determinacji w obronie krzyża, który dla znaczniej części Polaków nadal pozostaje ważnym symbolem. Transparent FMW pokazuje również, że w życiu publicznym przeszłość nigdy nie umiera – czasem wystarczy iskra, by ponownie stała się częścią obecnych wydarzeń. A strażnikiem pamięci był dzisiaj p. Mariusz Roman, były działacz FMW.
A co z krzyżem? Ma ponoć wrócić na swoje miejsce. Kielno na chwilę znalazło się w centrum uwagi, co zdarza się rzadziej niż zaćmienie słońca nad tamtejszą remizą. A Kaszubi? Kaszubi przeczekali. Z przypiecka świat wygląda mniej groźnie i znacznie cieplej… Płakać się chce.






