Czy można krytykować Kościół, nie raniąc ludzi, którzy go tworzą? Gdzie kończy się potrzebne oczyszczenie, a zaczyna pogarda? W rozmowie o ludowej pobożności, odpowiedzialności duchownych za słowo, obecności Kościoła w mediach i granicach publicznej krytyki ksiądz Chyła mówi wprost: „Pogarda wobec człowieka nigdy nie jest usprawiedliwiona”. Przekonuje również, że Kościół potrzebuje zarówno odwagi w nazywaniu zła, jak i pokory wobec ludzi prostej wiary. „Nie jesteśmy od zbierania lajków lub oklasków, ale od głoszenia Ewangelii” – podkreśla.
Z księdzem Januszem Chyłą, proboszczem parafii Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach, rozmawia Henryk Piec
Czy istnieje granica między krytyką Kościoła a pogardą wobec jego wiernych?
Kościół jest święty świętością Boga, który w nim żyje, i grzeszny naszą grzesznością. Z uwagi na tę grzeszność pierwszą formą krytyki powinien być osobisty rachunek sumienia każdego z nas. Jeśli usuwamy belkę z własnego oka, to możemy usuwać drzazgę z oka bliźniego. Ale pogarda wobec człowieka nigdy nie jest usprawiedliwiona.
Co Ksiądz sądzi o sytuacji, w której ksiądz publicznie określa elementy ludowej pobożności mianem „dziwactwa religijnego”, „wykwitów” czy „potworka”?
Takie słowa mnie ranią. Smuci mnie fakt, że mogą one płynąć z ust osoby duchownej. Nawet jeśli komuś jakaś forma pobożności nie odpowiada lub estetyka budzi zastrzeżenia, to nigdy takie słowa nie powinny być wypowiedziane.
Czy prosta, ludowa religijność Polaków rzeczywiście zasługuje na tak ostrą krytykę?
Nie zasługuje.
A może duchowni, którzy posługują się takim językiem, tracą kontakt z ludźmi, którzy właśnie w tej formie pobożności odnajdują swoją wiarę?
Tak zapewne jest. Różne formy ludowej pobożności wymagają pogłębienia i oczyszczenia. Ale same w sobie zawierają dużo elementów zgodnych z wiarą i wymagają szacunku. A tym bardziej tego szacunku wymaga człowiek, nawet jeśli w jakichś zakresach niedomaga.
Czy można być jednocześnie krytykiem pewnych zjawisk w Kościele i obrońcą ludzi, którzy ten Kościół tworzą?
Kościół i ludzie to jedno i to samo. Oczywiście, nie redukując Kościoła tylko do wymiaru ludzkiego i doczesnego. Krytyka jednak odnosi się do ludzkich czynów. I mamy świadomość, że bywa ona uzasadniona, a w niektórych sytuacjach nawet konieczna. Także w imię obrony konkretnych osób. Jeśli jakiś katolik – w tym osoba duchowna – krzywdzi bliźnich, to taka postawa w imię obrony ofiar wymaga piętnowania. W niektórych sytuacjach także zaangażowania organów ścigania.
Gdzie Ksiądz postawiłby granicę między potrzebnym oczyszczeniem a uderzaniem we własną wspólnotę?
Najbardziej we wspólnotę uderza grzech. Jeśli ma on formę krzywdzenia ludzi, to w imię oczyszczenia i dobra konieczne są kroki nie tylko w świetle prawa kanonicznego, ale też państwowego. Nie może tu występować jakaś dziwna solidarność milczenia.
Czy ma Ksiądz wrażenie, że część duchownych zaczęła traktować media jako alternatywną ambonę, na której bardziej opłaca się powiedzieć coś kontrowersyjnego niż coś budującego?
Media to ważna przestrzeń obecności Kościoła. Duchowni i świeccy powinni tam być aktywni. Nie zastępują one świata realnego, ale są współczesnym areopagiem. Benedykt XVI mówił w odniesieniu do internetu, że miejsce, w którym nie widać oblicza Chrystusa, jest miejscem niegodnym człowieka. To, co kontrowersyjne, może być także budujące. Ważne, aby było zawsze ewangeliczne, a zatem wierne prawdzie o Bogu i człowieku oraz dobru i miłości. Pokusa kalkulacji, co mi się bardziej opłaca, musi ustąpić miejsca temu, co powiedzieć trzeba. Nie jesteśmy od zbierania lajków lub oklasków, ale od głoszenia Ewangelii.
Sam jest Ksiądz nazywany „Proboszczem Twittera” i mówił, że media społecznościowe mogą być „większą amboną” do głoszenia słowa Bożego.
Nadal tak uważam. Nic jednak nie może zastąpić liturgii i głoszenia słowa Bożego podczas Eucharystii.
Czy ksiądz powinien mieć szczególną odpowiedzialność za język, którym mówi o innych katolikach?
Zawsze i wszędzie. I to nie tylko wówczas, gdy mówi o katolikach.
Czy publiczne ośmieszanie ich pobożności może być sprzeczne z duszpasterską misją Kościoła?
Tak. Nie tylko może, ale jest sprzeczne.
Czy krytyka Kościoła z wnętrza Kościoła jest dzisiaj potrzebna bardziej niż dawniej, czy przeciwnie – w epoce masowego kryzysu zaufania do instytucji religijnych duchowni powinni szczególnie uważać, by nie dostarczać argumentów tym, którzy Kościół odrzucają?
Słowo, które ma moc budowania i niszczenia, musi być słowem prawdy i miłości. Tych rzeczywistości nie można od siebie oddzielać. Dużo nieprawdy mówi się o Kościele, a zatem o wierzących. Bywają opinie bardzo krzywdzące. Dlatego w mówieniu – także o sprawach trudnych – wciąż należy pamiętać o zasadzie proporcjonalności. A dobra w nas i wokół nas jest wielokrotnie więcej niż zła. I o tym nie można zapominać dla własnego poczucia wartości i oczywiście obiektywnej oceny rzeczywistości.
W jednym z wywiadów mówił Ksiądz, że „jako kapłani i świeccy odpowiadamy za cały Kościół, a nie tylko nasze podwórko”. Czy ta odpowiedzialność oznacza również obowiązek powstrzymania się od publicznego poniżania innych członków wspólnoty?
Przyznam, że nie pamiętam tej wypowiedzi. Może to sprawa wieku. 😉 Ale podpisuję się pod tymi słowami. Ewangelia nam podpowiada, że wpierw trzeba upomnieć winowajcę w cztery oczy. Następnie przy jednym lub dwóch świadkach. Dopiero kolejnym etapem jest publiczne korygowanie. Oczywiście nie mówię tu o poniżaniu, które zaprzecza miłości bliźniego.
Czy nie ma dziś w Kościele swoistej „mody” na dystansowanie się części inteligencji katolickiej od tradycyjnej pobożności większości wiernych?
Myślę, że ta moda przemija, choć zdarza się. A jeśli nawet występuje, to jest ona zjawiskiem bardzo małym.
Dlaczego niektórym duchownym łatwiej rozmawiać językiem elit niż językiem ludzi, którzy przychodzą do kościoła, modlą się przed obrazami, uczestniczą w procesjach i pielgrzymkach?
Elitą w Kościele nie są ci, którzy chcą się nią mianować. Jezus wskazuje prawdziwą elitę wówczas, gdy stawia przed apostołami dziecko. Wielu ludzi prostej wiary, którzy nie czytali wielkich traktatów teologicznych – a mówię o tym nie tylko jako proboszcz, ale także jako wykładowca teologii dogmatycznej – może nas swoją głębią doświadczenia Boga zawstydzić. Potrzebujemy więc więcej pokory.
I pytanie najbardziej osobiste: czego najbardziej brakuje Księdzu w sposobie, w jaki polscy katolicy mówią dziś o swoim Kościele?
Miłości dziecka do matki, którą jest Kościół. Lepiej to brzmi w językach, w których Kościół jest rodzaju żeńskiego.
Więcej krytycyzmu, więcej pokory, więcej odwagi – czy może przede wszystkim więcej wzajemnego szacunku?
Więcej duchowej wrażliwości na Chrystusa żyjącego w nas i naszych bliźnich. A zatem więcej wiary, nadziei i miłości.
Dziękujemy za rozmowę
ks. Janusz Chyła
kapłan diecezji pelplińskiej, doktor teologii dogmatycznej, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach. Urodził się w 1967 roku w Skórczu. Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 roku w Pelplinie. Studiował teologię dogmatyczną na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. W 2007 roku obronił doktorat poświęcony chrystologii w nauczaniu Jana Pawła II. Był prefektem studiów i wicerektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie oraz adiunktem na Wydziale Teologicznym UMK w Toruniu. Jest wykładowcą teologii dogmatycznej, kanonikiem gremialnym Kapituły Kolegiackiej Kamieńskiej i członkiem Rady Duszpasterskiej Diecezji Pelplińskiej. Od 2016 roku jest proboszczem w Chojnicach. Autor książek, m.in. „Jezus Chrystus Jana Pawła II”, „Siedem znaków Paschy” oraz „Ewangelia na Twitterze”. Od lat aktywnie wykorzystuje media społecznościowe do ewangelizacji, za co zyskał przydomek „Proboszcz Twittera”. Jest pierwszym polskim kapłanem, którego wywiad mamy honor i przyjemność zaprezentować naszym Czcigodnym Czytelnikom.




