Orban vs. Tusk: Co rozumie polski premier?

Date:

Musze przyznać, że postawa Viktora Orbana – po udzieleniu azylu politycznego posłowi Romanowskiemu – zaimponowała mi. „Naszym celem jest utrzymanie konfliktów z Polską na rozsądnym poziomie. Dlatego nie będę komentował tego, co myślę o stanie praworządności w Polsce” – powiedział premier Węgier, odpowiadając na pytania dziennikarzy podczas wystąpienia podsumowującego rok. Krótko, zwięźle i na temat. Bez zbędnych emocji. Tymczasem Donald Tusk zachował się jak rozwydrzony bachor z piaskownicy, który najpierw rozdeptał koledze babkę z piasku, a gdy kolega w odpowiedzi zrobił to samo – postanowił opowiedzieć o dziurze w rajstopach kolegi, zanosząc się przy tym ze śmiechu.

W polityce panują pewne żelazne zasady. I kiedy premier Tusk mówi, że „polityka jest prostsza, niż się niektórym wydaje”, to zasadniczo ma rację. Jedna z tych prostych zasad mówi o tym, że jeżeli dwaj politycy rozmawiają ze sobą (jak rozumiem w tym przypadku przez telefon), to ta rozmowa jest poufna, chyba że strony ustalą inaczej. Jeżeli ustalą, to cała rozmowa lub jej część może zostać ujawniona. Jeżeli takich ustaleń nie ma, to w świat idzie jedynie informacja, że rozmowa została przeprowadzona. Koniec, kropka. Premier Tusk stara się być dowcipnym mówiąc, że zapytał Viktora Orbana, czy serio takie rzeczy opowiada na temat azylu. Odpowiedź miała być „fajna”.

Fajnie – panie premierze – to mieć przy swoim boku bliską osobę, która potrafi dostrzegać małe rzeczy i czerpać z nich radość, bo one składają się na wielkie szczęście. Na nieszczęście – niemałe nieszczęście – jest pan premierem Polski. Jeżeli kolejne kraje zaczną udzielać azylu politycznego następnym Polakom, to otrzyma pan nominację na małego, regionalnego dyktatorka. Nie tam od razu na jakiegoś dużego dyktatora, tylko takiego zaściankowego – milusiego – zamordystę, który jak chce, to potrafi babcię przez ulicę przeprowadzić, przekopie komuś ogródek… ale jak trzeba, to pięść zaciśnie. Oczywiście, nie przed wszystkimi.

Viktor Orban nie komentował rozmowy z Donaldem Tuskiem. Jakby jej w ogóle nie było. Węgierski przywódca wie, że relacje miedzy rządami są napięte i nie chce zaogniać sytuacji (między naszymi narodami nic się nie zmieniło: nadal lubimy Węgrów i ignorujemy pohukiwania Warszawy). Nic to nie pomoże. Warszawa będzie dolewała benzyny do ognia, bo gdy nie ma chleba, potrzebne są igrzyska. Igrzyska będą generowały kolejnych podejrzanych i koło się zamyka. Pozostaje ucieczka na Węgry lub do Stanów Zjednoczonych. I nauczka na przyszłość. Proszę z premierem Tuskiem rozmawiać po węgiersku. Jak nic nie zrozumie, to nic nie ujawni.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Polskie grudnie – Pamiętamy! Debata w sali BHP

Debata w historycznej Sali BHP pokazała, że spór o ocenę III RP, rozliczenia z komunizmem i pamięć o polskich Grudniach wciąż budzi emocje. To opowieść o faktach, które wielu do dziś woli przemilczeć.

Tusk chce płacić za Niemców, ale…nie z własnej kieszeni. Czy pójdziemy regresem?

Premier Tusk ogłasza plan: jeśli Niemcy nie zapłacą, Polska „wyręczy ich” w odszkodowaniach. Geniusz polega na tym, że kasę wyczarować będzie trzeba z niczego.

Belmondo, Hitler i Kmicic? Nasi…(?) Dzwonić do Daniela!

Piątek, 2000 r., "Zachęta". Daniel Olbrychski wyciąga szablę i niszczy wystawę "Nazistów". Dlaczego? Bo zadzwonił Belmondo. A licealistka zadała jedno pytanie…

Ludzie władzy i „dzieci Hollywood”. Hejt na dziecko!*

Gdzie zniknęły granice, które kiedyś nawet gangsterzy szanowali? Od kodeksów honorowych po brutalną codzienność – upadek norm w kulturze i polityce mówi o nas więcej niż sądzimy.