Policja działa! I to jak! Za nami Marsz Niepodległości. Przed Marszem wojewoda mazowiecki wydał zakaz używania pirotechniki i odpalanie rac (bo to jest istotą tego zarządzenia) na terenie miasta było zabronione. Jak wszyscy wiemy Marsz bez rac, to nie Marsz! One tworzą wyjątkowy obraz (niepowtarzalną atmosferę), który „idzie” w świat i zapiera dech w piersiach. Oczywiście intencje pana wojewody są jak najbardziej zrozumiałe – chodzi o bezpieczeństwo uczestników Marszu. Co prawda jeszcze nie słyszałem, aby coś się złego w wyniku odpalenia tych rac wydarzyło, ale jak się nie wydarzyło, to nie znaczy, że w przyszłości się nie wydarzy. Oczywiście istnieje – bym powiedział, że nawet uzasadnione – podejrzenie, że pan wojewoda Mariusz Frankowski z KO, jak tylko może, to organizatorom Marszu „pomoże”.
Oczywiście race poszły w ruch! Było fajnie. I racę odpalił poseł a zarazem lider Konfederacji Sławomir Mentzen. Polityk Konfederacji zamieścił w mediach społecznych zdjęcie, na którym pozuje z odpaloną racą na tle baneru z napisem: „Polska dziś się upomina – zwrócić Tuska do Berlina!”. „Rządzący obecnie nie mieli się do czego przyczepić, to przyczepili się do tego, że Sławomir Mentzen odpalił racę, bo chciał pokazać przywiązanie do polskości. […] Jeżeli by były odpalane race koloru tęczowego, to wtedy pewnie nic by złego nie było” — mówił polityk Konfederacji Łukasz Rzepecki. „Zbieramy materiał dowodowy do wniosku o ukaranie i zwrócimy się do Komendy Głównej Policji z wnioskiem o pomoc prawną w zakresie uzyskania zezwolenia o ściganie” – powiedział jeden z stołecznych, a dzielnych policjantów. Ponieważ Sławomir Mentzen sam się zadenuncjował, to sprawa jest jak najbardziej jasna i oczywista, nie potrzeba będzie długotrwałego śledztwa z użyciem książki telefonicznej (książka przykładna dynamicznie do głowy nie pozostawia widocznych śladów po przesłuchaniu – taki żarcik). Po ciężkim a wnikliwym śledztwie będzie można wyprowadzić posła Mentzena na dziedziniec Sejmu i rozstrzelać. Należy tylko pamiętać, aby zasłonić mu usta, by nie krzyknął coś brzydkiego na naszego premiera!
Inaczej sprawa wygląda z uczestnikami Marszu, którzy odpalili racę, ale pozostają anonimowi. I tutaj policja pozwoliła sobie na publikację zdjęć tych osób z adnotacją, że dane konfidentów, którzy ujawnią nazwiska tych ludzi – pozostaną anonimowe. I mam z tym problem, to w mojej ocenie policja strzela z armaty do muchy. Na tzw. Czarnych Marszach słowa powszechnie uznane za obelżywe lały się rwącymi strumieniami, ale nie przypominam sobie, by kaczystowski reżim publikował zdjęcia protestujących, wzywając społeczeństwo do ujawniania danych osób „rzucających mięsem”! Może coś mnie ominęło.
Wróćmy do naszej policyjnej operacji specjalnej, przypominającej trochę polowanie na nielegalnych hodowców królików — tylko z większą powagą i mniejszą logiką. Zdjęcia, twarze, apel o denuncjacje… czuję się, jakbym otworzył gazetę z 1985 roku, tylko druk lepszy, ale wzorce jakby dobrze nam znane! Już za niedługo tow. Czarzasty zostanie drugą osobą w państwie, więc chyba jesteśmy już w domu…
Władza z dumą mówi o „zapewnianiu bezpieczeństwa”, ale gdy widzę te komunikaty, to zastanawiam się, czy przypadkiem nie chodzi o coś zupełnie innego — o pokaz siły. Takiej drobnej, odrobinę groteskowej, ale jednak siły. Bo przecież — umówmy się — że dziewczyna z biało-czerwonym wiankiem na głowie (z odpaloną racą w ręku) co najwyżej ubrudzi sobie kurtkę albo wywoła u cioci Krysi z Katowic palpitacje serca, gdy obejrzy zdjęcie bratanicy w telewizji. A może tutaj chodzi właśnie o ciocię Krysię…
Czytając policyjne komunikaty, można odnieść wrażenie, że odkryto nową kategorię przestępstwa: pirotechniczny ekstremizm patriotyczny. I tak oto w imię walki z groźnymi racami państwo demonstruje, że jest czujne, zdecydowane i nieustępliwe. A obywatel ma zrozumieć, że przepisy są po to, by je szanować — choćby były tak sensowne jak zakaz wchodzenia na trawnik zimą, bo przecież można go uszkodzić. Wszystko pięknie opakowane hasłem, że „anonimowość informatorów jest gwarantowana”. Brakuje tylko dopisku drobnym druczkiem: „dla szczególnie zasłużonych konfidentów przewidujemy kupon na darmowy kubełek w KFC”.
Ale cóż — takie mamy czasy, takie mamy standardy i taką mamy „walkę o bezpieczeństwo”. Żeby jeszcze ktoś w tej całej powadze nie zapomniał, że race nie są problemem — problemem jest to, jak łatwo można udawać, że są.







