Nie wiem czy nasi czytelnicy również zauważyli, ale w przestrzeni publicznej nie widać marszałka Hołowni. Ani widu, ani słychu! Przepadł jak kamień w wodę, wyparował, zapadł się pod ziemię? Może marszałkiem Hołownią (całym nim) zasypali jakąś – jeszcze do niedawna działającą – kopalnię węgla kamiennego i kiedyś go okryją w postaci nowego złoża? Może poszedł wyrzucić śmieci, a koło wiaty porwało go UFO? Może wyszedł po mleko, a za kilka dni wróci z kozą? Pytania same się nasuwają – odpowiedzi brak lub dalece są niezadawalające. A może… (ach, jakie byłoby to banalne) „Projekt Hołownia” na naszych oczach właśnie zostaje wygaszony, jak ów piec martenowski, i przechodzi do lamusa, ot wypada z politycznego obiegu.
Kto nie pamięta początku 2024 r., kiedy to transmisje z posiedzeń Sejmu biły rekordy oglądalności a bom moty pana marszałka rozgrzewały do czerwoności kucharki oraz stepujących właśnie komentatorów politycznych („Panie pośle Matecki, rozumiem, że występuje pan na sali w charakterze billboardu?”, „Dawaj Zbychu, dawaj”, „Chcę odpowiedzieć szerzej, a nie węziej”). Kariera p. marszałka rozwijała się w zawrotnym tempie, a głosy, że ćma ewidentnie leci w kierunku zapalonej świecy tonęły w morzu achów i echów.
Również należałem (co łatwo zweryfikować w naszym archiwum) do grona osób, które uważały, że nie po to zaangażowano Szymona Hołownię do odegrania politycznej roli, by ten pisał własne – jakże sensacyjne – scenariusze, dla przykładu chciał zostać prezydentem Polski, odważnie stanąwszy w szranki z Rafałem Trzaskowskim. Wyraźnie panu marszałkowi pomieszało się w głowie… Jego wynik 4,99 procenta nikogo z nóg nie zwaliło, a jedynie przyśpieszyło procesy destrukcyjne w partii i podkopało pozycję samego Hołowni. Zatem Murzyn zrobił swoje i Murzyn może odejść. I jeszcze ta kolacja z Kaczyńskim…Z kim jak z kim, ale z liderem PiS-u się nie jada! W obozie III RP obowiązują przecież jakieś zasady! Można pierdzieć przy stole, ale kolacja z Kaczyńskim? Brrrr!
Byliśmy świadkami narodzin nowej gwiazdy – politycznej gwiazdy, ale jej żywot był przesądzony już w chwili wielkiego wybuchu, w kosmosie takie zjawisko nazywa się rozerwaniem grawitacyjnym. Nie sposób istnieć obok hegemona politycznego, jakim jest lewicowo-liberalna PO, niczym się od niej nie różniąc – będąc jej lustrzanym odbiciem a jednocześnie żywić nadzieję na polityczne życie wieczne. Z patii umykają już pierwsze „szczury” i szukają swojego miejsca…w partii matce, czytaj: PO. Partia 2050 chociaż jeszcze formalnie istnieje, w praktyce już nie oddycha. Wraz z nią schodzi Szymon Hołownia, bez jakiegoś żalu, bez skocznych fanfar, stopniowo, stopniowo Donald domyka mu dopływ tlenu.
Znam młodą damę, która kibicowała p. Hołowni od jego politycznych narodzin: wspierała go finansowo, przekonywała nieprzekonanych, w tym także moją skromna osobę, cierpliwie tłumaczyła, dlaczego TYLKO Hołownia i tylko jemu uda się, to co innym się nie udało. Na nic się zdały się moje argumenty, wyjaśnienia, łączenie kropek – jak grochem w ścianę. Wiadomo, że reakcja (czytaj: autor niniejszego teksu) nie tyle, że racji mieć nie mogła, to jeszcze tym brakiem racji próbowała zarazić innych, jakże zapatrzonych w prowadzącego „Mam talent”. Dzisiaj nie mam odwagi ani sumienia zadzwonić do owej młodej damy i zapytać, kto się mylił i dlaczego nie byłem to ja?
Czy żal mi p. Hołowni? Nie. Jest takie powiedzenie: „Jeżeli zgodziłeś się robić za psa, to szczekasz”. I nie możesz mieć pretensji, że gdy „szczekasz”, to możesz dostać kijem. Najwyraźniej p. Hołownia zdecydował się „szczekać” na nie tego pana…Przyznać jednak należy, że do „zamachu” ręki nie przyłożył. I to będzie mu zapamiętane. Przez obie strony.




