Duch i ciało PRL-u mają się świetnie. Adam Borowski do więzienia!

Date:

Wczoraj szerokim echem odbiła się wiadomość: Adam Borowski skazany na karę półrocznego, bezwzględnego pozbawienia wolności. Rodzi się pytanie: kogo okradł ten starszy człowiek, kogo napadł, pobił, komu groził czynami niedozwolonymi? Otóż nie popełnił on żadnego z czynów, za które w państwie prawa można by się spodziewać kary więzienia. Co więcej – nie popełnił żadnego czynu, za który w cywilizowanym państwie można by mu wytoczyć jakikolwiek proces.

Co więc zrobił? A nade wszystko – komu? Bowiem w totalitaryzującym państwie bezprawia, a za takie należy uznać Polskę pod rządami Donalda Tuska, nie jest ważny sam czyn. Może nawet nie być czynu. Istotne jest wyłącznie to, czy zabolało któregoś z politycznych bożków ekipy zawłaszczającej państwo.

Otóż pan Adam Borowski – wybitny działacz opozycji antykomunistycznej, prześladowany i więziony przez władze PRL – raczył był zabrać głos w toczącej się debacie politycznej. W swojej wypowiedzi wyartykułował to, co sam sądzi i co sądzi ogromna część Polaków. Wystarczy posłuchać, co mówi się na ulicach, w pracy, w domach na temat działalności, postawy ludzkiej oraz moralności i etyki Romana Giertycha.

Borowski stwierdził w istocie rzeczy, które mieszczą się w ramach normalnego wyrażania opinii w społeczeństwie demokratycznym. Wskazał bowiem, że: „Tu widzimy mecenasa – i jednego z wielu oczywiście, bo ten zawód się zdegenerował – który współpracuje z przestępcami. Przecież cała ta afera [Polnordu] bez udziału pana Giertycha, który zapewnił im nie tylko tarczę prawną, ale także dawał swoich znajomych i godził się na to, by byli oni takimi 'słupami’, nie mogłaby się odbyć”.

I to wszystko. To wystarczyło, aby sąd usłużny wobec kręgów rządowych – depcząc społeczne poczucie prawa, normy debaty publicznej oraz sprzeniewierzając się kulturowo utrwalonym zasadom przyzwoitości i sprawiedliwości – skazał starszego, szczerego człowieka. Człowieka ze zdrowiem zniszczonym już w PRL-u, po udarze, walczącego z chorobą nowotworową – i wsadził go do więzienia.

Nie interesuje mnie, czy panu Giertychowi formalnie postawiono zarzuty, czy nie, ani czy sprawę Polnordu „usłużnie posprzątano” (prawo Neumanna zdaje się dziś prawem rządu RP). Każdy z nas ma bowiem prawo do oceny faktów dotyczących działalności osób publicznych – z wyłączeniem sfery intymnej i rodzinnej – oraz do wyrażania opinii na temat ich działań. Jest to święte prawo debaty w państwie prawa i fundament wolności słowa.

Co więcej, nikt bardziej nie zszargał własnej opinii i nie podważył swojej wiarygodności niż sam Roman Giertych poprzez własne działania. Skoro nie było żadnej afery, skoro nie było tam wielkich pieniędzy, skoro nagle stracił wiedzę o tym, co robi jego ochroniarz, skoro był i jest niewinny – to dlaczego raczył oddalić się do Włoch i nie chciał stanąć przed polskim wymiarem sprawiedliwości? Być może doczekamy się kiedyś wiarygodnego wyjaśnienia.

Ego pana mecenasa wydaje się jednak na tyle rozrośnięte, że wobec braku argumentów merytorycznych woli on ścigać sądownie swoich adwersarzy. Cóż – człowiek honoru wybiera przeciwników swojej miary i uczciwie staje z nimi w szranki. Wykorzystywanie dostępnej wyłącznie sobie siły państwa do niszczenia osoby, za którą stoi jedynie uczciwość i wiara w sprawiedliwość, jest postawą dalece odległą od honoru – zarówno w sensie moralnym, jak i prawnym.

Co więcej, pan Giertych pozwolił sobie na – w mojej ocenie – wyjątkowo ohydny wpis, w którym, komentując zachowanie swoich przeciwników (z wyraźnym przytykiem do konkretnej osoby), stwierdził, że „gdy tylko mają iść siedzieć, nagle chorują”. Przyganiał kocioł garnkowi. Pisze to bowiem ten, który na zawołanie mdlał, gdy tylko w oczy zaglądało mu widmo przesłuchania przez organy ścigania czy wymiar sprawiedliwości. Napiszę krótko: czasem warto milczeć. Pan z tego prawa nie skorzystał, więc nie powinien się dziwić, że ludzie się z niego śmieją i wygłaszają pod jego adresem skrajnie negatywne opinie.

Podsumowując to hańbiące wydarzenie, warto wskazać kilka kwestii. W Polsce idzie się dziś do więzienia za słowa niepodobające się władzy – jak za komuny. Dziś Adam Borowski, jutro może (oby nie) Robert Bąkiewicz albo kobieta, która miała odwagę – być może w emocjach – zaatakować nietykalnego człowieka w czerwonych portkach. Istnieją równi i równiejsi wobec prawa oraz wobec „sądów”. Borowski ma iść do więzienia za wypowiedź mieszczącą się w ramach debaty publicznej, podczas gdy Frasyniuk czy Kurdej-Szatan, wulgarnie obrażający polski mundur, żołnierzy i obrońców granic, są uniewinniani. –Wyrok ten podważa nie tylko wolność debaty i wolność słowa, ale także istotę polskiego prawa oraz konstytucyjne gwarancje obywatelskie. Wyrok ten narusza również art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który jasno wskazuje, że kara izolacyjna za zniesławienie może być dopuszczalna wyłącznie w sytuacjach skrajnych. W innych przypadkach kara pozbawienia wolności stanowi naruszenie wolności wypowiedzi. Należy wreszcie skonstatować, że żyjemy już w państwie totalitaryzującym, które zdaje się wchodzić w ostatnią fazę przekształcania się w system czysto dyktatorski.

Na koniec chcę zwrócić się do części polskiej prawicy, która z antysystemu wygodnie przesiadła się do systemowego stołu. Dość opowiadania w tej sprawie banałów o „szacunku dla wyroków”. To pusta mowa bez treści. Wyroki można szanować w państwie prawa, a nie w systemie depczącym prawo i wolności obywatelskie.

Skończmy z salonowymi formułami. Dziś system przyszedł po Adama Borowskiego. Jutro może przyjść po innych. Trzeba mu się przeciwstawiać tu i teraz, z całą mocą. Bo może się okazać, że gdy przyjdzie po was, nie będzie już nikogo, kto stanie w waszej obronie.

Dr Bartosz Józwiak
Dr Bartosz Józwiak
Doktor archeologii, wykładowca akademicki, polityk, konserwatysta, narodowiec i wolnorynkowiec. Członek Klubu-Zachowawczo-Monarchistycznego, poseł na Sejm RP VIII kadencji (m.in. wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz członek Zgromadzenia Parlamentarnego NATO), od 2011 r. Prezes Unii Polityki Realnej, współpracował z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa wyższego w trakcie, gdy kierował nim Wicepremier Jarosław Gowin oraz kierował Centrum Edukacyjnym IDMPN. W PE współpracuje z European Christian Political Party (ECPP), Urodzony 1.08.1973 r. we Wrześni. Studia archeologiczne ukończył w Instytucie Prahistorii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Na tej uczelni w 2003 r. uzyskał tytuł doktora. W latach 2003 – 2021 r. był adiunktem w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Gdańskiego (w międzyczasie prowadził także prywatną firmę archeologiczną). Naukowo zajmuje się historią i metodologią archeologii, analityką ceramiki naczyniowej, prawną ochroną zabytków archeologicznych, etnoarcheologią oraz późną epoką kamienia i epoką brązu na terenie Eurazji. Na kanwie politycznej interesuje się szczególnie ochroną dziedzictwa kulturowego, nauką i szkolnictwem wyższym, geopolityką obszarów postkomunistycznych Europy i Azji oraz bezpieczeństwem wewnętrznym, służbami specjalnymi i obronnością. Prywatnie były alpinista, myśliwy, wędkarz, motocyklista, miłośnik fajki, rugby, książek, kultury szlacheckiej i rycerskiej, historii myśli politycznej oraz muzyki baroku.

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Orban, Trump i polityczna herbatka. Co się stało nad Balatonem? Fikołki polskiej prawicy*

Czy polska prawica przegapiła moment, w którym Viktor Orban i Donald Trump stracili kontakt z rzeczywistością? Analizujemy, dlaczego uparte bronienie dawnych idoli to droga donikąd i polityczne samobójstwo.

Czołgiem przez paragrafy: Dlaczego psucie prawa to rachunek, który zapłacisz Ty

To nie kabaret, to rzeczywistość. Gdy Trybunał staje się piaskownicą, a psucie prawa standardem, fundamenty państwa drżą. Dowiedz się, dlaczego za polityczną wojnę elit zapłacimy my wszyscy.

Lojalność ważniejsza niż MAGA. Gdy Donald Trump atakuje papieża

Czy polityka może unieważnić autorytet Piotra? Donald Trump atakuje papieża w imię wyborczej gry. Jako wierni tradycji mówimy: stop. Są granice, których konserwatyście przekroczyć nie wolno.

Sala kolumnowa, „ślubowanie” i dworzanie z bajki Andersena

Czy można ślubować komuś, kogo nie ma w pokoju? Analizujemy czwartkowe wydarzenia w Sali Kolumnowej. Dowiedz się, dlaczego nowi sędziowie TK przypominają nam zagubionych dworzan z bajki Andersena.