Tragedia w Minneapolis: Między prawem a polityczną grą

Date:

Dominik Tarczyński, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), opublikował w mediach społecznościowych nagranie z momentu interwencji federalnej w Minneapolis, dodając podpis o treści „Good job ICE! FAFO” (FAFO: „zrób coś nierozsądnego i przekonaj się o konsekwencjach”). Przypomnijmy, że 24 stycznia 37-letni mieszkaniec Minneapolis, Alex Pretti, został śmiertelnie postrzelony przez agentów federalnych zaangażowanych w operację imigracyjną. Według lokalnych władz, mężczyzna został powalony na ziemię i zastrzelony, mimo że trzymał w ręku telefon, a nie broń, jak twierdzą służby. Dla jasności dodać należy, że mężczyzna posiadał przy sobie pistolet oraz dwa magazynki amunicji.

Zacznijmy od tego, że każda śmierć jest tragedią, dramatem o nieodwracalnych skutkach. Szczególnie śmierć młodego człowieka, który ma przed sobą jeszcze całe życia i mógł (dodatkowo) to życie ratować (p. Pretti był dyplomowanym pielęgniarzem). W takich chwilach nie sposób nie zgodzić się z myślą, że „śmierć nie zabiera ludzi – zabiera nam ich obecność, ich przyszłość i wszystko to, czym mogli jeszcze stać się dla innych”. I w tym sensie p. Petti nic już nie zrobi, ale… jego śmierć może być przestrogą dla żyjących. Ale czy będzie? Wątpię.

Cóż mówi nam ta historia? Opowiada nam o człowieku „wrażliwym na sprawiedliwość społeczną i walkę o sprawiedliwość”, którego „niepokoiło to co dzieje się w kraju” (działania ICE w zakresie zatrzymywania nielegalnych imigrantów). Pan Petii brał udział w działaniach wymierzonych w ICE, do czego zachęcał go nawet jego własny ojciec. I tego feralnego dnia p. Petii idzie na demonstracje i bierze ze sobą… pistolet oraz dwa magazynki (sic!). Może intencje miał anielskie, ale analizę sytuacyjną postawił (jeżeli w ogóle ją przeprowadził) na poziomie kiepskiej anegdoty.

Szczególnie w USA należy mieć (że tak to ujmę) bardzo ograniczoną wyobraźnię, by przebywać w rejonie działania służb federalnych, które operują z bronią palną, co niewątpliwie świadczy o rażącym braku oceny ryzyka. Nawet elementarna analiza sytuacji powinna prowadzić p. Petii’ego do wniosku, że takie zachowanie nie tylko że eskaluje napięcie, ale niemal gwarantuje jego tragiczny finał. W tym sensie nie był to żaden splot nieszczęśliwych okoliczności lecz efekt ciągu decyzji podejmowanych bez refleksji i bez zrozumienia realiów, w jakich przyszło p. Petiie’mu działać. Jeżeli wchodzisz do kojca, gdzie operują obce rottweilery, to musisz być gotowy na to, że będziesz miał – w najlepszym przypadku – poszarpane portki. Jak widać agenci ICE są groźniejsi od rottweilerów

Czy sceny z USA czegoś nam nie przypominają? Mnie, a i owszem. Czarne marsze oraz atak hybrydowy (za plecami naszych funkcjonariuszy) na naszą wschodnią granicę. Te same sceny: rozhisteryzowany tłum napierający na żołnierzy i policjantów, wyzwiska, plucie, niestosowanie się do poleceń służb, pogarda dla prawa… Później lament, że osoba poselska dostała gazem po oczach. Na końcu odwrócenie paradygmatu porządku publicznego: to winna jest policja, a nie my! Tymczasem policja i wojsko nie są od tego, by spełniać emocjonalne oczekiwania tłumu, lecz by stać na straży prawa i bezpieczeństwa — także wtedy, gdy jest to niepopularne. Funkcjonariusze reagują nie na hasła czy symbole, ale na konkretne zachowania: agresję, napieranie na kordony, odmowę wykonania poleceń. Oczekiwanie, że w obliczu chaosu i prowokacji służby „odwrócą wzrok”, jest nie tylko naiwne, ale i niebezpieczne. Bez elementarnego respektu dla prawa i porządku publicznego państwo przestaje działać, a odpowiedzialność za eskalację spoczywa nie na tych, którzy gaszą pożar, lecz na tych, którzy go rozniecają.

Wypowiedź p. Tarczyńskiego uważam za dalece niefortunną, bo gdzieś na końcu jest śmierć człowieka – może mało rozsądnego, igrającego z losem, ale mimo wszystko śmierć ta powinna skłaniać raczej do refleksji niż do politycznej publicystyki (tu i teraz) na gorąco. Nawet jeśli ktoś podejmował decyzje skrajnie nieodpowiedzialne i sam doprowadził do eskalacji, to tragedia pozostaje tragedią. W takich momentach słowa ważą więcej niż zwykle, a nadmiar ostrości łatwo przesuwa debatę z poziomu analizy na poziom emocjonalnej polaryzacji. Krytyka jest potrzebna, lecz nie powinna przesłaniać elementarnego szacunku wobec faktu, że zakończyło się czyjeś życie.

Natomiast zapowiedź posła Giertycha, że wpis posła Tarczyńskiego niezwłocznie odda do prokuratury należy rozpatrywać w kategoriach jakiegoś pieniactwa, zwłaszcza, że on sam wobec posła Tarczyńskiego używa słów mało co parlamentarnych (degenerat). Naprawdę, prokuratura nie ma nic lepszego do roboty niż ścigać przeciwników politycznych za ich wpisy? Prokuratura niech się lepiej skupi na szukaniu tych „ukradzionych” przez pisiorów miliardów, milinów, setek tysięcy (i groszy) złotych! Bo coś wam to nie wychodzi…

Również Waldemar Żurek gdzieś był odleciał: „Przerażają mnie takie wypowiedzi, jak pana Tarczyńskiego, ale też to, jak mówią służby w Stanach, które bronią tej sytuacji. Jestem porażony Dominikiem Tarczyńskim. Albo nie widział tego filmu, albo chce, żebyśmy szli w Polsce w tym kierunku (…) To pokazuje, do czego chce dążyć partia, z której wywodzi się ten polityk”. Z jednego wpisu wywieść tak daleko idący wniosek? Napisać, że pan minister Żurek jest bystry inaczej, to nic nie napisać. To już nie analiza, tylko publicystyczna akrobatyka bez siatki zabezpieczającej: z jednego wpisu robi się doktrynę państwową i zapowiedź zbliżającego się autorytaryzmu. Taka metoda mówi więcej o emocjonalnym stanie pana ministra niż o rzeczywistości, którą rzekomo opisuje… Proponuję szklankę zimnej wody + kostka lodu.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Orban, Trump i polityczna herbatka. Co się stało nad Balatonem? Fikołki polskiej prawicy*

Czy polska prawica przegapiła moment, w którym Viktor Orban i Donald Trump stracili kontakt z rzeczywistością? Analizujemy, dlaczego uparte bronienie dawnych idoli to droga donikąd i polityczne samobójstwo.

Czołgiem przez paragrafy: Dlaczego psucie prawa to rachunek, który zapłacisz Ty

To nie kabaret, to rzeczywistość. Gdy Trybunał staje się piaskownicą, a psucie prawa standardem, fundamenty państwa drżą. Dowiedz się, dlaczego za polityczną wojnę elit zapłacimy my wszyscy.

Lojalność ważniejsza niż MAGA. Gdy Donald Trump atakuje papieża

Czy polityka może unieważnić autorytet Piotra? Donald Trump atakuje papieża w imię wyborczej gry. Jako wierni tradycji mówimy: stop. Są granice, których konserwatyście przekroczyć nie wolno.

Sala kolumnowa, „ślubowanie” i dworzanie z bajki Andersena

Czy można ślubować komuś, kogo nie ma w pokoju? Analizujemy czwartkowe wydarzenia w Sali Kolumnowej. Dowiedz się, dlaczego nowi sędziowie TK przypominają nam zagubionych dworzan z bajki Andersena.