Czytanie ze zrozumieniem, czyli jak z 17 września zrobić awanturę o nic!

Date:

Są takie dni w kalendarzu, kiedy nawet polityczna wojna plemienna powinna na chwilę przyhamować. 17 września jest jednym z nich. Nie dlatego, że politycy nagle powinni się polubić, ani dlatego, że prezydentowi należy się jakaś specjalna taryfa ulgowa. Po prostu tego dnia warto najpierw przeczytać, wypić wiadro zimnej wody (jeżeli jest taka konieczność dosypać kostki lodu), potem pomyśleć, a dopiero na końcu drzeć szaty i drapać lamperię.

Tymczasem stało się dokładnie odwrotnie.

Kancelaria Prezydenta opublikowała fragment wystąpienia Karola Nawrockiego we Włodawie: „możemy oddać terytorium, ale nigdy nie oddamy naszej Ojczyzny”. I wystarczyło. Ruszyła machina. Premier zaproponował skasowanie wpisu. Minister sprawiedliwości zaczął przywoływać konstytucyjny przepis dotyczący trwałej niezdolności do sprawowania urzędu. Inni komentatorzy zaczęli pytać, czy Polacy właśnie dowiedzieli się, że ich prezydent gotów jest oddać kawałek kraju.

Naprawdę tego właśnie dowiedzieliśmy się z tego zdania? Gdyby tak było – system oświaty należałoby zaorać. Natychmiast!

Przecież nie trzeba być uczniem podstawówki, by połączyć dwie kropki. Dzieci w przedszkolu już to robią. Wystarczy umieć przeczytać trzy zdania przed i trzy zdania po, w kontekście tego co się wydarzyło w 1939 r. Aż zęby bolą, że prostą rzecz należy tłumaczyć i to komu? Premierowi oraz ministrowi sprawiedliwości, że o przyległościach nie wspomnę

Prezydent Nawrocki mówił we Włodawie w 87. rocznicę sowieckiej agresji na Polskę. Mówił o Hitlerze i Stalinie, o Polsce zaatakowanej przez dwa totalitaryzmy, o utracie państwowości. Wprost odwołał się do okresu, w którym Polska straciła terytorium na 123 lata, a później została ponownie pozbawiona niepodległości w wyniku II wojny światowej. Sens tej wypowiedzi był historyczny i metaforyczny: można odebrać państwu ziemię, można próbować wymazać państwo z mapy, ale nie da się wymazać narodu, który ma duszę.

Czy można krytykować sposób, w jaki prezydent tę myśl sformułował? Oczywiście, chociaż nie widzę żadnych merytorycznych podstaw. Czy można uznać, że publikowanie na oficjalnym profilu prezydenta wyrwanego z kontekstu zdania „możemy oddać terytorium” było komunikacyjnie niefortunne? Ok, krytykujcie.  Ale od tego do opowieści, że prezydent właśnie zapowiedział oddawanie polskiej ziemi, jest mniej więcej tyle prawdy, ile w dość karkołomnej tezie, że poseł Girtych jest koniem. No, nie jest, chociaż niektórzy widzą 1:1!

Jak widać problemem jest czytanie i rozumienie wypowiedzi bez kontekstu. A właściwie: czytanie wyłącznie tego fragmentu, który pasuje do gotowej tezy.  Bo zobaczmy, jak wyglądała ta historia. Najpierw pojawia się zdanie. Potem natychmiast pojawia się oburzenie. Następnie oburzenie zaczyna żyć własnym życiem. A chwilę później przedmiotem sporu nie jest już to, co prezydent rzeczywiście powiedział, lecz to, co — zdaniem jego krytyków — powiedział.

To zasadnicza różnica.

Jednak twierdzenie, że z wypowiedzi o Polsce tracącej terytorium w 1939 r. wynika współczesna deklaracja gotowości oddania polskiej ziemi, jest już czymś zupełnie innym. I właśnie tutaj przydałaby się stara, niemodna już umiejętność: czytanie ze zrozumieniem. Co ciekawe, sprawa nie wymaga nawet politycznej sympatii do prezydenta Nawrockiego. Można go nie popierać. Można uważać jego retorykę za przesadnie patetyczną. Można uważać, że prezydent powinien ważyć każde słowo. Można uważać, że kancelaria popełniła błąd publikując wpis…

Ale krytyka polityka nie zwalnia z obowiązku uważnego słuchania i wyciągania wniosków. Jeżeli prezydent mówi o roku 1939, a my wycinamy z jego wypowiedzi zdanie i przenosimy je do roku 2026, to nie analizujemy jego słów. Produkujemy własny komunikat. I tu dochodzimy do pytania, którego chyba nie da się uniknąć: czy część politycznej publiczności naprawdę nie widzi kontekstu, czy też kontekst po prostu przeszkadza w wygodnej narracji?

I poszły konie po betonie.  Adam Szłapka pyta: „To musi być pomyłka. Pomyłka, prawda?”. Waldemar Żurek idzie dalej i zestawia wypowiedź o „oddawaniu terytorium” z konstytucyjną procedurą dotyczącą niezdolności prezydenta do sprawowania urzędu. Ręce opadają, gdy dociera do człowieka informacja, że ten człowiek stoi na czele resortu sprawiedliwości, a widać wyraźnie, że nie ma kwalifikacji, by – jak mawiał marszałek Piłsudski – kury macać.

Czy naprawdę trzeba było aż tak daleko? Jako osoba obserwująca życie polityczne twierdzę, że trzeba było (z punktu widzenia KO), bo bez tego nie byłoby awantury. A chór KO coraz częściej żywi się właśnie awanturą sprokurowaną przez siebie.  Najpierw więc jest jedno zdanie. Potem oburzenie. Potem riposta. Potem kolejna riposta. Wreszcie mamy wielką debatę o tym, czy prezydent chce oddać Polskę i za ile. A rzeczywiste pytanie — co właściwie powiedział i w jakim kontekście — znika gdzieś pod warstwą politycznego klangoru.

Niepokojące jest to, jak łatwo można dziś wyprodukować konflikt z tekstu, którego przeczytanie w całości zajmuje kilkadziesiąt sekund. Historia została użyta jako paliwo do bieżącej wojny partyjnej. Zdanie o utracie terytorium stało się dowodem rzekomej gotowości do jego oddania. Historyczna metafora została przerobiona na deklarację polityczną. A potem wszyscy mogą się już oburzać. Tylko po co?

Jeśli chcemy naprawdę rozmawiać o bezpieczeństwie Polski, o wojnie, o Rosji, o granicach, o obowiązkach prezydenta jako zwierzchnika Sił Zbrojnych — rozmawiajmy. To są sprawy zbyt poważne na plemienną ustawkę. Chociaż wszyscy wiemy, że premier Tusk lubuje się w politycznych ustawkach, których skutki są znacznie groźniejsze niż mordobicie w lesie, za zgodą oby stron.

Zacznijmy od rzeczy elementarnej. Od przeczytania całej wypowiedzi. Bo czasami największym problemem nie jest to, że ktoś kłamie. Czasami wystarczy, że wszyscy czytają tylko ten fragment, który pozwala im się oburzyć.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Wojna jako konferencja prasowa!

Jest w polskiej polityce pewna osobliwa dyscyplina sportowa: straszenie...

To nie jest wojna o fasolę!

Od 1 września w polskich szkołach obowiązują nowe zasady...

Niemcy w wielkim kryzysie – akt kolejny!

Wyniki wyborów do landtagu Saksonii-Anhalt W wyborach do landtagu Saksonii-Anhalt...

Państwo na cudzej klamce!

Sejm porządkuje wykonywanie wyroków ETPC. Pytanie brzmi: kto naprawdę...