Deportacje na Syberię – 85 rocznica

Date:

„10 lutego 1940 roku rozpoczęła się pierwsza masowa deportacja Polaków na Sybir, przeprowadzona przez NKWD. W głąb Związku Sowieckiego wywieziono około 140 tys. obywateli polskich. Wielu umarło już w drodze, tysiące nie wróciły do kraju. Wśród deportowanych były głównie rodziny wojskowych, urzędników, pracowników służby leśnej i kolei ze wschodnich obszarów przedwojennej Polski.

Pierwsza wywózka rozpoczęła się w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku. Sowieci przygotowywali się do niej bardzo starannie. Podczas jednej z narad poprzedzających akcję stwierdzono, że będzie to „ogromna, odpowiedzialna praca wymagająca wielkiej uwagi i poważnego podejścia oraz bezwzględnej mobilizacji sił i możliwości”. Jej celem stali się osadnicy cywilni i wojskowi oraz pracownicy służby ochrony lasów i ich rodziny – w sumie ok. 140 tys. osób.”

A poniżej jedna z historii, które wydarzyły się wtedy, tam daleko, na wschodzie, na „nieludzkiej” ziemi, jak to określił kiedyś Józef Czapski. Historia z rodzinnych wspomnień, która przywołuje krótką chwilę i mały fragment losu, jaki zgotował ludziom (a dzieciom szczególnie), system komunistyczny. System, który nazywał siebie „najlepszym z ustrojów”.

Historie łączą pokolenia

Poniższe wspomnienie wpisuje się w ideę projektu zrealizowanego w Bielefeld
(21-22 listopada 2025 r.). Spotkanie młodzieży ze świadkiem historii miało na celu
przybliżenie młodym ludziom dramatycznych losów Polaków i zainteresowanie ich historią kraju.

Sprawdź szczegóły wydarzenia →

Syberyjskie jabłko

To było również tam, na Uralu*. Nad rzeką Wiatką, która płynęła przez wieś Byz. Chłopiec pasł kozę. Miał osiem a może dziesięć lat. Teraz już nie wiadomo. Chłopców w wieku powyżej 12 lat zabierali do Komsomołu i wywozili do pracy na daleką Syberię. Więc ich rodzice, aby tego uniknąć, odejmowali rok albo dwa przy podawaniu daty urodzenia. Po wielu latach, już w Polsce, wynikła z tego zabawna sytuacja. Przy porównywaniu dokumentów okazało się, że różnica wieku pomiędzy starszym bratem a młodszą siostrą wynosi tylko 3 miesiące. Dziewczęta w mniejszym stopniu niż chłopcy zagrożone były tą komsomolską deportacją.

I tego dnia, tam nad Wiatką, chłopiec pasł kozę. Była już jesień. Koza pasła się spokojnie na miedzy, ciągnąc za sobą sznurek. Przedtem, gdy w domu pojawiła się koza a chłopiec był mniejszy, ten koniec sznurka jego mama obwiązywała wokół pasa. Żeby koza nie uciekła. Teraz już nie było takiej potrzeby. Był na tyle duży, że mógł kozę dogonić i złapać, gdyby chciała uciec.

Pasanie kozy dla chłopca w wieku 8 – 10 lat, to nie jest zbyt atrakcyjne zajęcie. Ale od czasu jak koza była w domu, to było też mleko. A to robiło różnicę. Bo przedtem mleka nie było. To znaczy było, ale nie dla wszystkich. Tylko mleko z piersi dla małej siostry, która urodziła się już tutaj, na Byzu. I ich mama, idąc na cały dzień do pracy na kołchozowe pola, zostawiała to mleko w garnuszku, na parapecie okna. Zostawiała z przykazaniem, że jak siostra będzie głodna i będzie płakać, to on ma ją tym mlekiem nakarmić. Ale tam na Uralu wszyscy byli głodni. On też. I to mleko, stojące w garnuszku, na oknie, stanowiło pokusę, której głodne sześcioletnie dziecko nie mogło się oprzeć. I zdarzało się, że zamiast dać siostrze, tak jak mama kazała, sam wypił. A siostra płakała. I słysząc ten płacz miał wyrzuty sumienia. Zazwyczaj ludzie nie pamiętają smaku mleka matki. On ten smak zapamiętał na całe życie. To mleko było słodkie.

Niedaleko miedzy, na której byli razem z kozą, rosła jabłoń. Koza pasła się spokojnie a na jabłoni, mimo że była już późna jesień, wisiało jeszcze jabłko. Jedno i wysoko. Długo rzucał patykami. W końcu, za którymś razem, trafił i jabłko spadło.

Teraz też był głodny, ale jabłka nie zjadł, tylko schował je do kieszeni. Żeby zanieść je do domu, siostrze, która kiedyś płakała z głodu a mleka w garnuszku na parapecie okna już nie było. Chęć zadośćuczynienia za tamtą winę nie pozwoliła mu zjeść tego jabłka. Mimo, że był głodny a jabłko pachniało. Trzymał je nadal w kieszeni, aby dać siostrze, gdy będzie już w domu.

Ale o tym jabłku, które trzymał w kieszeni, wiedzieli jeszcze inni. Tam na Byzu mieszkali nie tylko zesłańcy z Polski. Tam byli również Ukraińcy, Tatarzy a także miejscowi Rosjanie i miejscowe, rosyjskie dzieci. Dla dzieci polskich zesłańców ich rosyjscy rówieśnicy to były „pacany”. Dzisiaj to określenie wydaje się nie na miejscu, ale wtedy i tam, nikt nie myślał o tym, aby nie urazić czyichś narodowych uczuć. I te „pacany”, czyli kilku miejscowych rosyjskich chłopaków widziało, jak strącił jabłko. I zobaczyli też, że tego jabłka nie zjadł tylko schował do kieszeni. Oni też byli głodni.

Bronił się i krzyczał, gryzł i kopał. Ale było ich kilku i byli więksi, i silniejsi. I do domu przyszedł bez jabłka dla siostry. Gdy, po wielu latach, niedługo przed śmiercią, wspominał tamten straszny czas, w jego głosie jakby dało się słyszeć żal i usprawiedliwienie. Że nie udało mu się odkupić swojej „winy” wobec siostry, tym jabłkiem, które chciał jej przynieść.

Tadeusz Hatalski
Tadeusz Hatalski
kpt. ż.w., Członek Rady Gospodarczej przy Prezydencie RP

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Hołd pruski. Upokorzenie niemieckiej buty czy wykwit polskiego safandulstwa?

Czy Hołd pruski był rzeczywistym upokorzeniem niemieckiej buty, czy jedynie pokazem polskiej krótkowzroczności? Poznaj kulisy decyzji, która zmieniła losy Europy i zignorowany głos królowej Bony.

Zakup Alaski przez USA od Rosji. Transakcja stulecia

Zakup Alaski za bezcen okazał się genialnym ruchem USA. Poznaj historię transakcji stulecia, która nie tylko przyniosła miliardy z surowców, ale pomogła Ameryce wygrać zimną wojnę z Sowietami.

Szeremietiew pisze historię alternatywną… Nie dla sojuszu z Hitlerem!*

Mówi się, że w 1939 r. Polska powinna wybrać sojusz z Hitlerem, jak Węgry, by uniknąć rzezi. Czy to była lepsza droga? Poznaj brutalną prawdę i tragiczne skutki tej historycznej decyzji.

Upadek Zakonu Templariuszy: Bankierzy w zbrojach i król bez skrupułów

Poznaj historię, w której pobożność ustępuje chłodnej kalkulacji. Jak Filip IV Piękny doprowadził do upadku templariuszy, by ratować królewski skarbiec? Oto uniwersalna lekcja o bezwzględnej władzy.