Partia Grzegorza Branua w górę! Popłoch na salonach, czy pożar pod czerwoną latarnią?*

Date:

„Polityczna prognoza pogody: lekkie zachmurzenie, miejscami burza z Braunem”

Sondaże polityczne zawsze były jak horoskopy w kolorowych tygodnikach: niby człowiek czyta, niby wie, że coś tu nie gra, ale z ciekawości i tak zerknie. Tyle że ostatnio te sondaże wyglądają tak, jakby pisano je późnym wieczorem, na kolanie, przy trzeciej kawie i uchylonym oknie, przez które wpadły przeciągi fantazji.

Platforma Obywatelska ma ponad trzydzieści procent? Człowiek zaczyna się zastanawiać, gdzie ci wyborcy się ukrywają. W schowku na miotły? W serwerowni TVN-u? W podziemiach Sejmu? Bo patrząc na to, jak KO co tydzień robi polityczny sprint po własnych sznurowadłach, naprawdę trudno zobaczyć tu „zachwyt społeczeństwa”. Te sondaże wyglądają, delikatnie mówiąc, jakby były rozciągane z większą fantazją niż realną statystyką. Ale dobrze — niech żyją swoim gumowym życiem.

A tymczasem na scenę wchodzi ktoś, kogo mieliśmy nie zauważyć. Konfederacja Korony Polskiej — formacja, którą media przez lata przykrywały kocem milczenia, jakby liczyły, że problem sam się wyciszy. Nie wyciszył się. Przeciwnie — zaczyna rosnąć i świecić światłem, które odbija się od działań jej przeciwników.

Bo oto pojawiła się rzecz, której nikt w mediach nie przewidział: proces Grzegorza Brauna. To nie jest proces polityka. To jest proces systemu. I — paradoksalnie — najlepiej opłacona kampania wyborcza KKP. Najlepiej, bo opłacona… przez sam system. Każda rozprawa, każdy korytarz, każda minuta transmisji — to darmowa reklama. To tlen, światło i scena. To coś, czego nie da się kupić ani budżetem partyjnym, ani dotacjami, ani grantami. To majstersztyk, którego nie wymyśliłby nawet najlepszy spin–doctor: kampania wyborcza robiona przez tych, którzy chcieli zaszkodzić.

PiS traci tlen. Konfederacja traci nerwy. Platforma traci kontakt z rzeczywistością. A wyborcy widzą to wszystko coraz wyraźniej. Stąd 15–20% dla KKP to nie jest fantazja, tylko konsekwencja zmęczenia elektoratu PiS, rozczarowania wyborców Konfederacji, spektakularnych kompromitacji KO oraz niekończącej się serii sądowych wystąpień Brauna, które działają jak odcinki politycznego serialu. To nie jest magia — to mechanika społeczna.

A teraz matematyka, czyli moment, kiedy robi się poważnie. Dwadzieścia procent poparcia to około dziewięćdziesięciu mandatów. Dziewięćdziesiąt. To liczba, przy której każdy przyszły premier — bez względu na kolor logo — będzie musiał zadać sobie pytanie: „A może jednak trzeba z nimi rozmawiać?” I zapewne zadzwonić. A Braun, konsekwentnie i z uśmiechem, mógłby odpowiedzieć: „Proszę mówić na żywo.” Zaloty dopiero się zaczynają.

Sasin już pierwszy puścił oczko w stronę Brauna: „Wolę Brauna niż Tuska.” Nieśmiało, trochę nieporadnie, trochę jak nastolatek z pierwszym bukietem. Ale jednak — kierunek jest jasny.

A media? Reporterka TVN-u biegnąca za Braunem po schodach jak studentka za ostatnim autobusem była dopiero zwiastunem. Trailerem. Sygnałem, że zaczyna się sezon politycznego migracyjnego instynktu. Za chwilę zobaczymy wyścig: kto pierwszy go zaprosi, kto pierwszy zrobi „ciepły wywiad”, kto pierwszy będzie udawał, że „od zawsze chcieliśmy porozmawiać”. I wtedy dopiero zacznie się spektakl, którego nikt nie przewidział w sondażach.

A sondaże KO? Wyglądają jak numer w cyrku, w którym klaun jedzie na zardzewiałym rowerku i twierdzi, że wszystko ma pod kontrolą. Niby jedzie, ale każdy widzi, że zaraz się przewróci. KO kompromituje się zbyt regularnie, by trzydziestoprocentowe poparcie było czymś innym niż kreatywną interpretacją. To sondaże rozciągliwe, z funkcją „zoom”, prowadzone przez specjalistów od politycznej nadziei w sprayu.

A finał? Gdy miną kolejne miesiące, gdy proces Brauna będzie nabierał tempa, gdy media będą się prześcigać w gonieniu go po korytarzach, gdy system sam wyprodukuje kolejne absurdy, wtedy zobaczymy rzecz najpiękniejszą: Konfederacja Korony Polskiej nie tylko rośnie. Ona rośnie dzięki tym, którzy chcieli ją zatrzymać. To polityczna ironia najwyższego sortu. Kampania wyborcza, której nie trzeba finansować, bo robi ją za nią przeciwnik. I to jest prawdziwy majstersztyk.

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Zaproszenie na progu płonącego domu. Hiszpańska polityka migracyjna wystawia rachunek

Kiedy granica staje się tylko teorią, hiszpańska polityka migracyjna przynosi zapaść w Ceucie. To nie histeria sąsiadów, lecz rachunek za wysyłanie w świat niebezpiecznych sygnałów bez pokrycia.

Od tragedii do farsy. Polska między narodowym mitem a polityką strachu!

Gdy narodowe tragedie zastępuje polityczna farsa, a rakiety w rzepaku stają się narzędziem władzy. Czy groteskowe zarządzanie strachem to jedyny pomysł rządzących na zaczarowanie rzeczywistości?

Od szczawiu do dębu. Kawa z żołędzi jako nowy program socjalny rządu

Miało być taniej i nowocześnie, a kończy się kursem survivalu. Gdy ceny na rynkach szybują, rząd ma prostą radę: kawa z żołędzi. Czy po mirabelkach i pokrzywie przyjdzie pora na trawę z trawnika?

12 tysięcy zamiast 60. Wielka obietnica dostała mały druk!

Doczekaliśmy się. Wreszcie po 1000 dniach rządzenia wprawdzie miało...