W ostatnich tygodniach coraz głośniej mówi się o niemal całkowitym zniknięciu Donalda Tuska z europejskich rozmów dotyczących Ukrainy. Jeszcze niedawno podróżował do Kijowa w oddzielnym wagonie, a na miejscu – jak twierdzili komentatorzy – wyglądał na polityczne piąte koło u wozu, krążąc obok spotkań Merza, Macrona, Starmera i Zełenskiego.
Teraz Tuska nie było ani w Genewie, ani w Londynie. Pojawiają się opinie, że jego nieobecność jest efektem chłodnych relacji z obecnym niemieckim przywódcą. W końcu Tusk kojarzony był z Angelą Merkel, a to – według politycznych komentatorów – niekoniecznie działa dziś na jego korzyść.

Jednak wielu obserwatorów uważa, że to za mało, by tłumaczyć aktualne napięcia. Z różnych stron Europy dochodzą spekulacje, że Merz chce budować nową pozycję Niemiec wobec USA – pozycję jedynego stabilnego partnera dla administracji w Waszyngtonie. Berlin miałby podkreślać ambicję stworzenia najsilniejszej armii w Europie oraz twardego wsparcia dla polityki amerykańskiej.
W takim scenariuszu Tusk, który w przeszłości ostro krytykował Donalda Trumpa, mógłby stać się dla Berlina politycznie kłopotliwy. Niektórzy sugerują nawet, że Merz może zacząć budować relacje z prezydentem Nawrockim, jeśli uzna to za korzystne dla własnej strategii.
Jeśli tak będzie, przyszłość obecnej koalicji może faktycznie rysować się mrocznie, a układ sił w regionie – zmienić szybciej, niż wielu się spodziewa.






