Mnie się wydawało (od zawsze), że nigdy nie można było podejść do pasa granicy państwa, bo tam w krzakach czaili się strażnicy z bloczkiem mandatowym i z pistoletem gotowym do strzału.
Nic tak nie przemawia do wyobraźni jak bezpośredni przykład, a do rozumu – gdy człowiek osobiście potknie się o przeszkodę, którą sam przed sobą postawił.
Czym zatem różni się francuska minister sportu od tow. Gomułki? Płcią? To też nie jest taka pewna spawa! Czy leci z nami – że tak rozglądnę się dookoła - jakiś psychiatra?