Śmigłowiec w głowie i kredyt na karku. Polska debata publiczna w pigułce

Date:

Przed Pałacem Prezydenckim odbył się protest KOD-ziarzy: Chcemy być SAFE! Chodzi o to, że oni chcą wziąć kredyt w obcej walucie, będziemy kupować co nam UE wskaże – więc będą to znaczone pieniądze, a jak biurokratom coś się nie będzie podobało, to kredyt nam wstrzymają, ale odsetki i tak będziemy musieli spłacać. Jak widać są to wyjątkowo „doskonałe” warunki i tylko głupi by nie brał. „Nie zgadzamy się z tym, co robi prezydent i z takimi częstymi wetami. Ten program „zero” to jest oszukaństwo. Chwyt księgowy, który każdy biznesmen umie zrobić, ale tych pieniędzy nie ma — powiedział jeden z protestujących. Właściwie nic prostszego, jak powiedzieć „sprawdzam” i zobaczyć czy prezes Glapiński wypłaci pierwszą transzę (i kolejne), czy nie wypłaci. I wtedy będzie po dyskusji. Jak wypłaci – Order Orła Białego, jak nie wpłaci – do bagażnika, jak to niezwykle zgrabnie ujął w „figurze retorycznej” min. Żurek.

Prawdę mówiąc, w całej tej historii najbardziej uderza coś innego: że w Polsce od lat spieramy się nie o to, czy warto brać kredyt, tylko kto będzie miał przyjemność go ogłaszać na konferencji prasowej. Bo dług – jak wiadomo – jest jedyną rzeczą, którą politycy rozdają z taką hojnością, jakby płacili nim za cudze obiady. A rachunek? Rachunek, jak zwykle, przychodzi później. I również do tych, którzy dzisiaj tak głośno krzyczeli pod pałacem, że prezydent (lub rezydent – jak uważają niektórzy) jest taki i owaki. „Śmierdzi to veto ruską skarpetą” – było widać transparent zaplecza, które jeszcze wczoraj „minowało” granicę polsko-białoruską na nutę Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina. I śmieszne i straszne.

I zacząłem zastanawiać się, gdzie ja już takie sceny widziałem? Długo, długo nic, a później jak w Pomysłowym Dobromirze – pałką w łeb. Caracale! Przypominacie sobie państwo ten „sukces” pierwszych rządów PO? Warto przypomnieć. Otóż pierwszy Tusk chciał zakupić wielozadaniowe śmigłowce, które dla samych Francuzów okazały się… zbyt drogie w serwisowaniu! Francuzi nie dali rady, ale co my nie damy, my nie damy rady!? Na (nie)szczęście przyszedł „świr” tj. Antoni Macierewicz i kontrakt został zarwany. Platforma Obywatelska złożyła wówczas zawiadomienie do prokuratury w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa przez urzędników odpowiedzialnych za zerwanie kontraktu. Krytycy decyzji wskazywali na szkody wizerunkowe Polski na arenie międzynarodowej, szczególnie w relacjach z Francją. Kto się nie wzruszy usłyszawszy tak miłe uchu: Chanselise, Paris, Moulin Rouge…Jednego gościa tak wzięło (inni twierdzą, że porąbało), że zaczął latać z miniaturką śmigłowca przyczepioną do głowy. Śmigłowiec został przytwierdzony techniką na wkręt lub śrubkę.

Powiem państwu szczerze – to był moment prawdziwie symboliczny. Bo jeśli ktoś chce zrozumieć polską politykę ostatnich trzydziestu lat, to nie musi czytać opasłych tomów politologów, analiz think-tanków ani raportów komisji śledczych. Wystarczy przypomnieć sobie człowieka chodzącego po ulicy z helikopterem przykręconym do czaszki. To jest metafora doskonała. Polska debata publiczna w pigułce, a właściwie w miniaturze – dokładnie takiej jak ten nieszczęsny śmigłowiec.

Jedni mówili: patriota! Inni: wariat! A jeszcze inni – i to jest grupa najliczniejsza – w ogóle nie wiedzieli o co chodzi, ale czuli, że trzeba mieć opinię. Bo w Polsce opinia jest ważniejsza niż wiedza. Wiedza wymaga wysiłku, a opinia wymaga tylko tonu oburzenia lub nieposkromionego zachwytu.

I tak oto powstał spektakl narodowy. Jedni płakali nad zerwanym kontraktem, drudzy nad tym, że ktoś w ogóle chciał go podpisać. Jedni wzywali do trybunałów stanu, drudzy do komisji śledczych. A gdzieś w tle – jak to zwykle u nas – ginęło pytanie najprostsze: czy te śmigłowce w ogóle były Polsce potrzebne i na jakich warunkach.

Ale to już pytanie zbyt przyziemne jak na kraj, w którym spory strategiczne prowadzi się przy pomocy konferencji prasowych, twitterowych tyrad i – jak widać – także techniki wkrętowo-śrubowej. Bo proszę zauważyć: kiedyś symbolem protestu była ulotka, transparent albo głodówka. Dziś mamy śmigłowiec wkręcony w czaszkę lub obelgę bez pokrycia (a właściwie opinią żyrowaną przez niejakiego Murańskiego). Postęp technologiczny w pigułce. Jeżeli ktoś chce być SAFE – nie widzę żadnego problemu! Zastawicie swoje majątki i bierzcie ile dusza zapragnie…bądźcie SAFE.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Od Reagana do Jachiry – kiedy mężów stanu zastępują wieczni celebryci. O politycznej epidemii niedojrzałości.

Reagan wygrał Zimną Wojnę, Zełeński dźwiga ciężar inwazji. A Klaudia Jachira? To symbol niedojrzałości, gdzie brak refleksji udaje odwagę. Dlaczego współczesna polityka tak bardzo kocha puste naczynia?

Wielkie Sprzątanie w Szwecji. Polityczna poprawność traci władzę Kraj, który otworzył granice, teraz zmienia kurs.

Sztokholm przeciera oczy i odrzuca knebel poprawności. Czy porzucenie pojęcia „islamofobii” to początek końca ery politycznego szantażu w Europie? Szwecja mówi „dość” i zaczyna Wielkie Sprzątanie.

Werble premiera, cisza w Sztabie. Polski teatr polityczny w cieniu nadciągającej inwazji.

Premier alarmuje o rychłej wojnie, a polska armia trwa w letargu. Czy grozi nam inwazja, czy to tylko brutalny teatr polityczny? Brak mobilizacji i cisza w Sztabie obnażają słabość państwa.

Flota, której nie ma – problem, który jest! Gdzie znika polska bandera?

Statki polskich armatorów pływają pod obcymi banderami. Polska flota handlowa znika, a państwo traci kontrolę nad łańcuchami dostaw. To wynik lat braku strategii morskiej i cicha kapitulacja.