Ostatnie dni, a zwłaszcza nie tyle nawet reakcja D. Tuska i jego koalicji na veto prezydenta do „ustawy o SAFE”, pozwalają rzeczywiście bardzo precyzyjnie zdiagnozować obecną sytuację. Ta konfrontacja ma rzeczywiście wartość wyjątkową, bo to w jej świetle zdefiniowały się wszystkie sprawy zaszłe i przyszłe. Ustalmy najpierw stan faktyczny, a nie propagandowe wrzutki, aby istotę rzeczy rozwikłać.
-
SAFE jest przerobionym programem UE (wcześniej pod nazwą New Generation). Stary program, będący – przypominam to do znudzenia – odpowiedzią na pierwszą falę pandemii covid, szedł źle, a ponadto zapadalność wyemitowanych przez UE obligacji, finansujących znaczną jego część, groziła jej poważnymi komplikacjami budżetowymi. I to już na etapie planowania najbliższej perspektywy budżetowej. Unijni spece od finansów wymyślili zatem, że zrolowanie tych obligacji poprzez odroczenie terminu ich wykupu, jest jedynym ratunkiem dla znajdującej się w katastrofalnej sytuacji finansowej Unii. Do tego był jednak potrzebny inny tytuł niż obligacje pocovidowe. Wsparcie zbrojeń to temat lepszy dla rynków finansowych, więc rolowanie ma szanse powodzenia.
-
Istotną kwestią w powyższym kontekście, pozostaje jednak legalność tej „zamianki” w świetle prawa unijnego. Decyzje dotyczące NextGen podejmowane były w drodze jednomyślnej decyzji państw członkowskich, a o zmianie zadecydowała w praktyce jednoosobowo VDL. Sytuacja nie jest więc jasna, a rynki finansowe z pewnością wykorzystają tę niepewność do przekreślenia nadziei na uzyskanie planowanych przez UE warunków zakupu i odkupu tych obligacji. Tak skądinąd, z innych powodów było i jest z obligacjami emitowanymi pod NextGen i stąd właśnie pochodzą m. in. obecne i przyszłe problemy budżetowe Unii.
-
Trzeba jednak od razu zaznaczyć, iż twierdzenie PDT i jego otoczenia, że środki z SAFE „będą od ręki”, wystarczy podpisać ustawę – są zwykłym kłamstwem. Kłamstwem, w które brną skądinąd rzesze gotowych do pisania odpowiednich opinii „ekspertów” (np. dla wp.pl czy money.pl i innych tub propagandowych PDT). W rzeczywistości „rzecznik KE podkreślił, że Bruksela jest w pełni zaangażowana w realizację polskiego planu i finalizuje formalności, aby pierwsze środki mogły trafić do Polski już w lipcu”. Innymi słowy – jeśli wszystko poszłoby dobrze – europejskie „zaliczki” mogą trafić do Polski za ponad trzy miesiące. Jest zatem oczywiste, że było (i jest) jeszcze bardzo dużo czasu, aby podjąć próbę poważnego potraktowania projektu, który przedstawił Prezydent K. Nawrocki i Prezes NBP. W istocie rzeczy, przy wspólnej chęci skorzystania z tego mechanizmu, nie byłoby żadnej różnicy czasowej, związanej z uruchomieniem obu źródeł finansowania.
-
Dlaczego zatem PDT i jego koalicjanci postanowili z taką furią zaatakować Prezydenta i jego propozycję? Przecież nie chodzi w tym o to, że nie są w stanie zrozumieć prostych reguł księgowych, a epatowanie „stratami” NBP było kierowane – fakt że przy pomocy ekonomicznych „ekspertów” najmitów – do swojego otumanionego emocjami elektoratu. Przecież racjonalnie rzecz ujmując, w sytuacji polskiego budżetu, który ci ludzie doprowadzili do ruiny, proponowane rozwiązanie leżałoby w ich najlepiej pojętym interesie. Zyskiwaliby ponadto dodatkowe punkty poparcia, za zdolność do kooperacji z wrogim prezydentem, udrożniliby ścieżkę do – być może potrzebnych w przyszłości – podobnych operacji z NBP. Na pierwszy rzut oka – same korzyści. I tak można byłoby odbierać pierwsze reakcje PDT. Dajcie projekt ustawy, będziemy od jutra nad nim pracować.
-
Kiedy jednak projekt ustawy się pojawił, a prezes NBP przedstawił proste jak drut zasady finansowania SAFE-0, nastąpił gwałtowny zwrot. Sam PDT wpadł w autentyczną furię, a wykonawcą jego skrajnie konfrontacyjnego kursu, stał się uzależniony od niego Czarzasty (bo przecież PDT doskonale wie jakie są jego powiązania i dysponuje nie tylko kwitami, które ujawnione zostały w ostatnich tygodniach). Co się stało ?
-
W ostatnich dniach pojawiły się informacje, że niemieckie ośrodki rządowe mają już dość PDT. I nie chodzi tu nawet o znaną powszechnie, jawnie okazywaną niechęć Merza do PDT. Nad Sprewą mają pełną świadomość tego, że PDT już im w Polsce nic nie załatwi. Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku, po sromotnym przegraniu przez Tuska prezydentury w Polsce, niemal wszystkie niemieckie media prognozowały taką sytuację. Kilka kolejnych miesięcy udowodniło to z całą mocą. Ostatecznie klęska PDT w sprawie kryptowalut i nieudany manewr na „Amber Gold II”, przesądził jego los. Ta chwilówka którą Niemcy chcieli pozyskać robiąc skok na polski rynek kryptowalut, jest w ich obecnej budżetowej sytuacji niczym łyk wody na pustyni. Ale PDT zamiast próbować to rozegrać inteligentnie poszedł po gangstersku i zderzył się ze ścianą. Klęska jego podwójnej tępej szarży postawiła PDT pod ścianą, ale sposób rozegrania sprawy SAFE tylko go jeszcze bardziej pogrążył.
-
Dla jego niemieckich mocodawców jest oczywiste, że dalsze utrzymywanie PDT doprowadzi do ciężkiej katastrofy cały proniemiecki obóz w Polsce w 2027 roku. Podobnie postrzegano tam sytuację w 2014 roku, kiedy zapadały decyzje o ewakuowaniu PDT do Brukseli. Mieli jednak wtedy nadzieję, że uda się przynajmniej uratować Komorowskiego. Licząc się z porażką rządową zakładali, iż będą mieli „pakiet kontrolny” na sprawy polskie poprzez niego. Teraz perspektywa powrotu do trochę skorygowanego (ale nie dla ich interesu) stanu rzeczy z lat 2015 – 2023, jest realna w stopniu upiornym. Stąd nachalne forsowanie od wielu miesięcy pozycji Sikorskiego, który ma być „mężem opatrznościowym” dla ich interesów. Wydaje im się, że to on zdoła zapobiec klęsce w 2027 roku.
-
Nie chcę oceniać tych niemieckich planów i wizji. Mają one mniej więcej taką samą wartość, jak ich aktualna „strategia walki” z chińską konkurencją na własnym rynku samochodowym. Jakie daje to skutki widać to z każdym dniem na niemieckich ulicach i autostradach. Ważne jest to, iż PDT ma pełną świadomość tej sytuacji. Stąd ta furia i ten obłęd. Wykonuje rozpaczliwe ruchy, ale już nie tyle aby zadbać o interesy protektorów. On walczy o swoje i swojej rodziny przeżycie. W 2014 roku zwijając się z Polski spowodował, że jego ludzie przeprowadzili deal z tzw. prywatyzacją PKP Energetyka. To był taki jego „fundusz emerytalny” na wszelki wypadek. Tu przypomnę. Ludzie PDT z ENERGI „kupili” PKP Energetyka za 750 mln PLN czyli tyle, ile wypompowali z ENERGI przez okres jego rządów. Następnie „sprzedali” to z powrotem Polsce, za prawie 2 mld PLN. Jeśli ktoś nie wierzy, można sprawdzić, a szczegóły są dostępne dla każdego, kto zechce poszperać w internecie. Jedyne co w tym ciekawe, to dlaczego w czasach rządów PiS, ten przewał nie zainteresował prokuratora generalnego – ale to nie moja sprawa. SAFE dawał szansę na to, żeby „przy okazji” pomyśleć o numerze w rodzaju „PKP Energetyka II”. Wygląda na to, że są na to słabe rokowania. Stąd ta furia i machanie cepem. A zegar tyka…




