Premier Donald Tusk z wielkim zapałem, posługując się tępą propagandą, z szybkością Strusia Pędziwiatra i na oślep ciągnie Polaków do pożyczki SAFE.
Należę do krytyków tego ryzykownego dla przyszłości naszego wojska i Polski przedsięwzięcia. I dowiedziałem się jako krytyk pożyczki od premiera Tuska, że jestem „bezczelnym” wasalem „w relacjach z jakimikolwiek państwem na świecie”, szkodnikiem i sabotażystą, do tego przeciwnikiem bezpieczeństwa Polski, nowoczesnej armii, polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Także zdrajcą i „wrogiem polskiej niepodległości” – to pewnie dlatego zakładałem KPN i PPN, działałem na rzecz niepodległości i reżim PRL parę lat trzymał mnie w więzieniu?
W PRL też mnie zresztą smakowicie nazywano. Byłem wtedy „wrogiem socjalizmu” i „elementem antysocjalistycznym”, też „sługusem bońskich odwetowców”, „agentem CIA”, „wrogiem klasy robotniczej”. Esbecy zaufanym szeptali na ucho, że jestem „białoruskim Żydem” i „banderowcem, ukraińskim nacjonalistą”, to pewnie dla mojego nazwiska; „kacapem” z racji na przyjaźń polsko-radziecką nie mogli mnie nazywać.
Kiedy PRL zmierzał do końca „Dziennik Bałtycki” nazywał mnie: „Warchołem niszczącym ideę okrągłego stołu”! Byłem też wtedy „oszołomem” do tego, zdarzało się „owładniętym nienawiścią” („Gazeta Wyborcza”).
W III RP w 2001 r. oskarżono mnie o korupcję („Rzeczpospolita”). W mediach wylało się na mnie morze oszczerstw i kłamstw. Uniewinniony po latach i zabiegający o obronność zostałem już tylko „wariatem” – tak twierdził pewien rosyjski ekspert wojskowości.
Ostatnio, jako zwolennika prezydenta Nawrockiego, nazwano mnie „pisowskim trollem”, chociaż do PiS nie należałem. Premier Tusk w pewnym sensie nawiązał do tego zwyczaju nadawania „tytułów” – jestem przecież też „zakuty łeb”.
PS. Dowiedziałem się od pana premiera (napisał na X), że jako ten „łeb” jestem też głupcem pozbawionym kompetencji. Na szczęście nie działam chyba w imię interesów obcych państw bo wtedy pan premier nazwałby mnie „zdecydowanie mocniej”. Ufff…






