Order Orła Białego, dyplomacja na kolanach i fetysz wdzięczności. Koniec epoki potakiwania

Date:

Gdy tylko prezydent Nawrocki zapowiedział, że odbierze Order Orła Białego Zełenskiemu, odezwały się nożyce. Oto przedstawiciel Związku Ukraińców w Polsce oświadczył, że prezydent Ukrainy „po takim policzku” do Polski już nie przyjedzie. Mirosław Skórka (bo o nim tu mowa) przewiduje, że relacje na najwyższym szczeblu zostaną zamrożone, a to dla Polski niedobrze, bo Ukraina jest ważnym elementem bezpieczeństwa Polski.

Po pierwsze: w wizji świata widzianego oczyma pana Skórki to tylko jedna strona posiada policzek – Ukraińcy. Polska, zdaje się, tej części ciała jest pozbawiona, ale za to ma wystawione cztery litery, w które Ukraińcy radośnie chłostają, przy tym setnie się bawiąc. Gra ta dupniak się nazywa.

Po drugie (przy czym ten argument jest stale powtarzany): Ukraińcy walczą za nas! Nie! Ukraińcy walczą za siebie! I całe szczęście.

Państwa, które zaczynają wierzyć, że cudza armia walczy za ich interesy bardziej niż za własne, zwykle kończą jako bohaterowie podręczników do politycznej naiwności.

Ukraina broni swojej niepodległości, swoich granic i swojego państwa. Polska wspiera Ukrainę, ponieważ leży to w polskim interesie. Nie ma w tym nic zdrożnego. Przeciwnie – właśnie tak powinny wyglądać relacje między państwami: bez egzaltacji i bez moralnego szantażu.

Tymczasem od kilku lat część komentatorów i polityków (niemal wszystkich obozów, z wyłączeniem Konfederacji) usiłuje wmówić Polakom, że wdzięczność jest obowiązkiem jednostronnym.

Polska ma pomagać, finansować, otwierać rynek, znosić obelgi, przełykać afronty i jeszcze dziękować za możliwość uczestniczenia w tym przedsięwzięciu.

Każda próba upomnienia się o własną pamięć historyczną, własne interesy gospodarcze czy zwykły szacunek przedstawiana jest jako zamach na strategiczny sojusz.

To osobliwa konstrukcja. Sojusz bowiem zakłada wzajemność. Jeśli jeden partner może wszystko, a drugi ma jedynie obowiązek milczeć i płacić rachunki, nie jest to żaden sojusz, tylko konstrukcja na glinianych nogach.

Groźba, że prezydent Ukrainy „już nie przyjedzie”, brzmi zresztą bardziej jak kara wymierzona Polsce niż problem dla samej Ukrainy. Dyplomacja jednak nie jest konkursem sympatii. Państwa spotykają się dlatego, że muszą rozmawiać o interesach, a nie dlatego, że wymieniają między sobą uprzejmości.

A może po prostu skończyła się epoka, w której od Polski oczekiwano nieustannego kiwania głową?

I właśnie ten fakt wywołał takie oburzenie i dym z ukraińskich czupryn. Widać nic tak nie oburza Kozaków przyzwyczajonych do przywilejów, jak nagłe odkrycie, że druga strona także posiada własny policzek.

W sukurs panu Skórce ruszył Bogusław Chrabota z „Rzeczpospolitej”. Jego zdaniem Zełenski świadomie zignorował polskie głosy, gdyż wiedział, że krytyka ze strony Warszawy wzmocni jego mandat, a wyborcy automatycznie staną po stronie swojego lidera. Redaktor Chrabota „ostrzega przed małostkowością” i twierdzi, że gdyby nie Zełenski, to żołnierze Putina już dzisiaj hasaliby po Lubelszczyźnie i Podlasiu. „Odbierając mu najwyższe polskie odznaczenie, moglibyśmy go jedynie upokorzyć. Po co?” – pyta red. Chrabota.

To interesująca linia argumentacji. Zwykle bowiem, gdy polityk ignoruje partnera, uznaje się to za przejaw arogancji lub kalkulacji. Tutaj jednak ma być dowodem politycznego geniuszu, który należy wręcz podziwiać. A skoro tak, to może powinniśmy pójść krok dalej i uznać, że każdy policzek wymierzony Rzeczpospolitej jest wyrazem szczególnej troski o relacje?

Logika ta przypomina nieco zachwyt nad kieszonkowcem, który okradł nas wyjątkowo profesjonalnie.

Jeszcze ciekawszy jest argument o „małostkowości”. W polskiej debacie słowo to pełni funkcję uniwersalnego wytrycha.

Gdy Polska domaga się szacunku dla własnej pamięci historycznej – małostkowość. Gdy przypomina o własnych interesach gospodarczych – małostkowość. Gdy oczekuje elementarnej wzajemności – również małostkowość.

W rezultacie wielkoduszność oznacza milczenie, a dojrzałość polityczna sprowadza się do potakiwania.

Kulminacją tej retoryki jest jednak stwierdzenie, że gdyby nie Ukraińcy, rosyjscy żołnierze już dziś „hasaliby” po Lubelszczyźnie i Podlasiu. To ulubiona figura części komentatorów: każdą dyskusję o relacjach polsko-ukraińskich należy natychmiast sprowadzić do wizji rosyjskich czołgów obozujących pod Szczecinem.

Dzięki temu nie trzeba już rozmawiać o faktach, symbolach ani polityce. Wystarczy wywołać odpowiednio sugestywny obraz i ogłosić koniec debaty.

„Po co go upokarzać?” – pyta pan redaktor. Można odpowiedzieć pytaniem na pytanie. A po co wmawiać Polakom, że każdy gest oceny politycznej wobec ukraińskiego przywódcy jest aktem niewdzięczności?

Państwa rozdają odznaczenia i państwa je odbierają. To nie sakrament, lecz instrument polityki tak wewnętrznej, jak i zewnętrznej.

Traktowanie go jak świętości jest właśnie tym rodzajem przesady, który najbardziej szkodzi trzeźwemu spojrzeniu na rzeczywistość.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Anatomia iluzji. Rzeź Wołyńska i rachunek, którego nie da się już zamieść pod dywan

Przez lata wmawiano nam, że Rzeź Wołyńska to temat, który należy zamieść pod dywan w imię wyższych interesów. Dziś widać, że historia nie wybacza naiwności, a odroczone rachunki w końcu wracają.

Dwór Tuska: emerytalny parasol nad „sztuką specjalnej troski”. Obieranie ziemniaka jako zawód szczególnego ryzyka

Ministerstwo pod parasolem „kultury” szykuje kieszonkowe na starość dla artystów. Zapłaci hydraulik, kasjerka i kierowca. Kto tu jest elitą, a kto sponsorem? Oto rachunek za Dwór Tuska.

Zielony Ład w zderzeniu z twardą matematyką. Najdroższe 0,07% w historii naszej gospodarki

Europa dusi swój przemysł, walcząc o ułamek procenta w skali globu. Czysta matematyka demaskuje, co realnie zmienia Zielony Ład i dlaczego płacimy za to tak wysoką cenę w rachunkach za energię.

Objawienie na tle F-35. Jak sceptyk Kosiniak -Kamysz nagle pokochał „amerykańskie zabawki”

Wczoraj drwił z wydatków na armię, dziś Kosiniak-Kamysz pręży pierś na tle myśliwców F-35 niczym Top Gun. Polityczna amnezja zmienia sceptyka w największego orędownika wojska.