W Berlinie doszło do brutalnej interwencji niemieckiej policji wobec Polaków, którzy chcieli oddać hołd polskim ofiarom niemieckich zbrodni z lat II wojny światowej. Kilka osób zostało poturbowanych i przetransportowanych do szpitala. „W Berlinie niemiecka policja brutalnie interweniuje wobec Polaków, którzy chcą uczcić pamięć ofiar niemieckich zbrodni. Państwo odpowiedzialne za II wojnę światową, nie potrafi okazać elementarnego szacunku wobec pamięci swoich ofiar. Takie działania kompromitują niemieckie władze. Jeśli w stolicy Niemiec przeszkadza się Polakom w oddaniu hołdu pomordowanym rodakom, to mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko niezręcznością urzędniczą.” – napisał polityk PiS Przemysław Czarnek.
Oj tam, oj tam. Nieważne kto kopał i gdzie kopał, ale kogo kopał! A kopano sympatyków Ruchu Obrony Granic z panem Bąkiewiczem na czele, ergo musiało im się należeć! Żeby sprawa była jasna – nie znam prawa niemieckiego, ani faktycznych okoliczności opisywanego zdarzenia. Tyle co widziałem w telewizji… Tymczasem niemiecka policja wydała oświadczenie, że Polacy pomimo wyraźnego zakazu przemieszczania się w stronę głazu narzutowego, który otrzymaliśmy w ramach reparacji (kreślę te słowa z wyraźnym sarkazmem) ruszyli z pieśnią na ustach i krzyżem na plecach.
Załóżmy, że niemieccy policjanci „byli na prawie” i od strony formalnej zasługują na Krzyż Żelazny. Oto kilkunastu rosłych byczków rzuciło się na kilku starszych panów z taką furią, że aż żal było patrzeć. Co z wami chłopaki (to do niemieckich policjantów)? Żony miały focha? Wziąć na zakupy, kupić perfuma i będzie all right.
Jeżeli nawet przyjąć najkorzystniejszą dla niemieckiej strony wersję wydarzeń, pozostaje pytanie zasadnicze: skąd w tej interwencji tyle agresji? Czy naprawdę kilku starszych panów z flagami i krzyżem wymagało potraktowania niczym oddział szturmowy forsujący umocnienia na linii Odry i Nysy Łużyckiej? Patrząc na nagrania z wczorajszego zajścia, można było odnieść wrażenie, że funkcjonariusze nie tyle wykonywali swoje obowiązki, ile odreagowywali frustracje całego tygodnia, w tym kłótnię z żoną o piękną sąsiadkę z naprzeciwka.
Podkreślić należy, że istnieje subtelna różnica między interwencją a demonstracją siły. Profesjonalny policjant używa siły wtedy, gdy musi. Słaby policjant używa siły dlatego, że może. Pierwszy budzi szacunek. Drugi budzi obawy. A na ekranie telewizora trudno było oprzeć się wrażeniu, że oglądamy właśnie ten drugi przypadek.
W niemieckich mediach i niemieckiej polityce nieustannie słyszymy o dialogu i tolerancji. To piękne słowa. Tak piękne, że aż szkoda, iż nie dotarły do niektórych mundurowych zza Odry. Bo kiedy kilku potężnych funkcjonariuszy przewraca na ziemię starszego pana, który bardziej przypomina uczestnika pielgrzymki niż stadionowej zadymy, trudno mówić o dialogu. To już raczej pokaz siły. Niepotrzebny, demonstracyjny i zwyczajnie niesmaczny.
Zadziwia zwłaszcza ten kontrast. Wobec prawdziwych wyzwań współczesnej Europy państwo niemieckie często sprawia wrażenie nieśmiałego i skrępowanego. Ale gdy po drugiej stronie stoją polscy manifestanci wyposażeni głównie w krzyż, nagle objawia się stanowczość godna oddziałów specjalnych. Jakby ktoś pomylił instrukcje i zamiast rozdziału „zgromadzenie publiczne” otworzył rozdział „zwalczanie szczególnie niebezpiecznych przestępców”.
Nie chodzi nawet o politykę. Nie chodzi o sympatie wobec pana Bąkiewicza czy ich brak. Nie chodzi o to, kto głosuje na kogo. Chodzi o elementarną kulturę działania służb państwowych. Policjant ma egzekwować prawo, a nie demonstrować przewagę fizyczną nad ludźmi, którzy w większości mogliby być jego ojcami lub dziadkami. Mundur powinien budzić poczucie bezpieczeństwa, a nie skojarzenia z ochroniarzem wyrzucającym klienta z dyskoteki o trzeciej nad ranem.
Najbardziej zdumiewa jednak cisza wielu komentatorów. Ci sami ludzie, którzy potrafili godzinami analizować zachowanie kaczystowskiej policji za czasów rządów PiS, nagle tracą zainteresowanie tematem. Jakby brutalność posiadała sympatie polityczne. Jakby siłowe zachowanie przestawało być problemem, gdy wykonuje je policjant z właściwego państwa i we właściwym mundurze przeciw niewłaściwym ludziom.
A przecież zasada jest prosta. Jeżeli potępiamy niepotrzebną przemoc, to potępiamy ją zawsze. Bez względu na narodowość funkcjonariusza i język wydawanych komend. W przeciwnym razie nie bronimy żadnych standardów. Bronimy wyłącznie własnych politycznych sympatii. A to już nie jest obrona wartości, a zwykła hipokryzja.
Pozostaje więc pytanie, które warto zadać bez względu na polityczne sympatie. Czy naprawdę tak wygląda nowoczesna europejska kultura bezpieczeństwa? Czy tak ma wyglądać proporcjonalność? Jeśli tak, to najwyraźniej słownik pojęć został w ostatnich latach gruntownie zrewidowany.
Dawniej siła miała służyć prawu. Dzisiaj coraz częściej wygląda tak, jakby prawo służyło uzasadnianiu siły.
Niemieckiej siły.




