Pamiętacie, jak przez lata słyszeliśmy, że pieniędzy w ochronie zdrowia brakuje? Że trzeba zamykać oddziały, przesuwać zabiegi, zaciskać pasa i uzbroić się w cierpliwość. No cóż… wygląda na to, że nie wszystkim tego pasa brakuje.
I od razu wyjaśnię – nie mam pretensji do lekarzy. To ciężka, odpowiedzialna praca. Są wybitni specjaliści, którzy powinni dobrze zarabiać. Bardzo dobrze. Tylko… czy aż tyle? Dla porównania Premier czy Prezydent zarabiają niecałe 300 tys. zł rocznie, czyli około pięć razy mniej niż ten młody lekarz bez specjalizacji. To już zaczyna być postawione wszystko na głowie.
Większość z nas przez całe życie musi ciężko pracować na takie pieniądze, a ten młody radny PO zrobił to w rok. To jest po prostu nieprzyzwoite i ciężko to w ogóle komentować. I chyba wreszcie czas najwyższy z tym skończyć.
Wszyscy znamy ten mechanizm. Teraz jest głośno, to się pokrzyczy, media podgrzeją atmosferę, a potem po cichu zamiecie się sprawę pod dywan. Prezydent Warszawy zapowiada kontrolę, wszyscy się oburzają. A nad tym wszystkim unosi się stara zasada, którą jeden z polityków Platformy ujął wyjątkowo szczerze:
„Jeśli będziesz w Platformie, będę cię k… bronił jak niepodległości”.
Takie historie nie mają barw politycznych – zdarzają się po każdej stronie. Partyjna legitymacja od dawna otwiera drogę do wielkich pieniędzy. I żeby była jasność – są też inne zawody, w których polityczne znajomości pomagają dojść do milionów. Ale o tym napiszę już kiedy indziej. Bo są również bardzo ciekawe przykłady z naszego zielonogórskiego podwórka. Oj, są. Ale o tym na razie sza…
Pytanie brzmi: ile jeszcze takich historii musi ujrzeć światło dzienne, żebyśmy wreszcie uznali, że to nie są pojedyncze przypadki, lecz element większego systemu?




