Złoty stetoskop: Jak lekarz bez specjalizacji wypisał sobie milionową receptę

Date:

Wyszło szydło z wora! Głośno jest o sprawie działacza PO z Warszawy, który jako lekarz zarobił w ubiegłym roku 1,6 mln zł. No normalnie geniusz medycyny! Facet dwa lata po studiach, bez żadnej specjalizacji, a zarobił w rok prawdziwą fortunę. Jak myślicie, czy bez politycznych pleców byłoby to w ogóle możliwe? No jasne, że nie! Chłopak miał po prostu „końskie zdrowie” do brania dyżurów i… odpowiednią legitymację w kieszeni.

Pamiętacie, jak przez lata słyszeliśmy, że pieniędzy w ochronie zdrowia brakuje? Że trzeba zamykać oddziały, przesuwać zabiegi, zaciskać pasa i uzbroić się w cierpliwość. No cóż… wygląda na to, że nie wszystkim tego pasa brakuje.

I od razu wyjaśnię – nie mam pretensji do lekarzy. To ciężka, odpowiedzialna praca. Są wybitni specjaliści, którzy powinni dobrze zarabiać. Bardzo dobrze. Tylko… czy aż tyle? Dla porównania Premier czy Prezydent zarabiają niecałe 300 tys. zł rocznie, czyli około pięć razy mniej niż ten młody lekarz bez specjalizacji. To już zaczyna być postawione wszystko na głowie.

Większość z nas przez całe życie musi ciężko pracować na takie pieniądze, a ten młody radny PO zrobił to w rok. To jest po prostu nieprzyzwoite i ciężko to w ogóle komentować. I chyba wreszcie czas najwyższy z tym skończyć.

Wszyscy znamy ten mechanizm. Teraz jest głośno, to się pokrzyczy, media podgrzeją atmosferę, a potem po cichu zamiecie się sprawę pod dywan. Prezydent Warszawy zapowiada kontrolę, wszyscy się oburzają. A nad tym wszystkim unosi się stara zasada, którą jeden z polityków Platformy ujął wyjątkowo szczerze:

„Jeśli będziesz w Platformie, będę cię k… bronił jak niepodległości”.

Takie historie nie mają barw politycznych – zdarzają się po każdej stronie. Partyjna legitymacja od dawna otwiera drogę do wielkich pieniędzy. I żeby była jasność – są też inne zawody, w których polityczne znajomości pomagają dojść do milionów. Ale o tym napiszę już kiedy indziej. Bo są również bardzo ciekawe przykłady z naszego zielonogórskiego podwórka. Oj, są. Ale o tym na razie sza…

Pytanie brzmi: ile jeszcze takich historii musi ujrzeć światło dzienne, żebyśmy wreszcie uznali, że to nie są pojedyncze przypadki, lecz element większego systemu?

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Żelazny Krzyż za obalenie seniora. Jak niemiecka policja uczy europejskiego dialogu

Starsi panowie, krzyż i brutalna niemiecka policja. Europejska tolerancja w praktyce znika, gdy trzeba obić niewłaściwych ludzi. Jak elity nagle zamilkły wobec pacyfikacji pamięci.

Wujek z Warszawy chowa portfel. Brutalne przebudzenie z konkursu bezwarunkowej hojności

Koniec z Polską jako darmowym bankomatem Kijowa. Wstrzymanie dostaw MiG-29 to brutalny powrót do dyplomatycznej normalności. Realna polityka coś za coś w końcu zastępuje bezwarunkowe rozdawnictwo.

Uśmiechem rachunku nie zapłacisz. Państwo znowu skubie cierpliwą gęś

Polityka realizmu magicznego zderza się z brutalną rzeczywistością. Gdy propaganda sukcesu nie mieści się w portfelu, klasa średnia wyciąga kalkulator i zaczyna liczyć, ile naprawdę traci.

Wybory czy następne pokolenie? Kulisy unijnego paktu.

Unijny Pakt o Migracji wchodzi w życie. Polska dostała rok zwolnienia z solidarności. Czy to sukces rządu, czy tylko wyborcza zasłona dymna, po której zapłacimy za cudze błędy migracyjne? Sprawdzamy.